CZY MNIE JESZCZE PAMIĘTASZ?
1991
Ja mam 5 lat, Ona ma 5 lat. Od ponad dwóch lat chodzimy do tej samej grupy w przedszkolu. Codziennie gapię się na Nią bez przerwy jak jakiś gówniarz. Ale nie jest mi wstyd. Jest najładniejszą dziewczyną w przedszkolu. Wszyscy się gapią.
Co dzień po obiedzie jest leżakowanie, a ja od kilku tygodni prześladuję Ją, bez przerwy rozkładając swoją pościel obok Jej. Przez pierwsze dni próbuje protestować. Poskarżyła się nawet pani przedszkolance. A ja w wieku pięciu lat umiem czytać. I pani przedszkolanka może sobie iść na kawę, kiedy ja przepytuję współprzedszkolaków z umiejętności rozszyfrowywania literek. To co, że kłamię...? Jeden z moich ziomali, P., nie odróżnia W od M a ja mówię pani, że przeczytał całe zdanie. Uwierzyła. Mam więc tzw. "chody", dlatego jedyna reakcja pani przedszkolanki R. na Jej protesty to uśmiech na twarzy i prośba o pójście spać. No więc Ona idzie, kładzie się w odległości 20 cm ode mnie, odwraca się plecami i udaje że śpi. Tak jest przez pierwsze dni. Później Ona oswaja się z myślą, że tak łatwo się ode mnie nie uwolni. Widzę że kłamie mówiąc, że nie chce bym się obok Niej położył.
Pewnego dnia postanowiłem Ją sprawdzić, położyłem się kilka łóżek dalej tak, bym mimo wszystko nie stracił Jej z oczu. Następnego dnia niby nic nie mówi, ale widzę, że jest obrażona. Posłusznie kładę się 20 cm od Niej.
Mija kilka dni, a ja leżę obok Niej każde pięć dni w tygodniu. I w końcu stało się. Stykają się usta pięciolatków. Zastanawialiście się kiedyś, co musi czuć pięcioletni mężczyzna, gdy całuje się po raz pierwszy? Bo ja się zastanawiałem ale nie pamiętam.
1994
Od ponad roku chodzimy do tej samej szkoły, ja do klasy C, Ona do D. Codziennie gapię się na Nią na przerwach jak jakiś gówniarz. Ale nie jest mi wstyd. Jest najładniejszą dziewczyną w szkole. Przynajmniej tak myślę, bo na inne nie zwracam uwagi. Ale musi był ładna, bo wciąż wszyscy się na Nią gapią. A najlepsze jest to, że nasze oczy często się spotykają. Ale na tym się kończy, bo, mimo bycia prawie dorosłymi, żadne z nas nie decyduje się na rozmowę. Ale mnie to wystarcza. Jej widok.
A pewnego dnia dzieje się coś dziwnego. Bo siedzę sobie pod ścianą, a Ona do mnie podchodzi. "Za rok się przeprowadzam. Tylko na U. P. ale będę chodzić do innej szkoły." Milczę. Po co mi to mówisz? Ja mam tylko 8 lat, nie jestem w stanie podjąć poważnego tematu. Jedno słowo musi Jej wystarczyć. "Szkoda." Wstaje, odchodzi.
1994
Kilka dni temu przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że jadę do Kodnia. A w tym samym autobusie, kilka
miejsc przede mną, siedzi Ona. Przez całą drogę "do" tylko Ją obserwuję. Rozmawia z innymi chłopakami, śmieje się, ogląda się rzadko ale chętnie.
Jesteśmy na miejscu. Postanawiam z Nią porozmawiać. Nie jak z dziewczyną, na którą gapię się niemal bez przerwy przez połowę życia. Jak z koleżanką. Podczas mszy świętej, nawet na klęczkach, wciskam Jej bajer, że mój fioletowy rower ze Związku Radzieckiego to robiony na zamówienie pojazd ze zjednoczonych Niemiec. Komunię przyjmujemy klęcząc obok siebie. Chwilę później cała istota Kodnia zawiera się w niewielkim butiku, gdzie można kupić sobie pamiątkę. Żebym nie wyglądał zbyt ubogo, mama dała mi przed wyjazdem jeszcze niezdewaluowane 500,000 zł. Tylko mam nie wydać wszystkiego. Wchodzę do środka, rozglądam się. Kupuję trzy książki Jana Pawła II, 4 wisiorki z Jezusem i Maryją i chyba coś jeszcze, nie pamiętam co.
Zostaje mi 100,000. Czy Ona kupuje różaniec? Chyba tak. Jej koleżanka, K., kupiła sobie świecącą w ciemności figurkę Matki Boskiej. Ona podchodzi do K. i coś jej tłumaczy. Po chwili podchodzą do mnie obie, a Ona prosi mnie o potwierdzenie swojej teorii o rakotwórczych właściwościach figurki. Boję się trochę gniewu Bożego po określeniu Matki Jezusa mianem rakotwórczej, ale nie daję tego po sobie poznać. Potwierdzam bez widocznego wahania.
W drodze powrotnej ja siedzę na tym samym miejscu co wcześniej. Ona siada trochę bliżej jak ostatnio. Autobus rusza. Opieram głowę o szybę. Nie wiem jeszcze, że od momentu wyjścia z autobusu aż do końca dnia będę miał na skroni wielką, czerwoną plamę. Ale to jest nieistotne. Istotny jest fakt, że Ona przez całą drogę będzie się do mnie odwracać i uśmiechać. A później nasi rodzice złapią nas za ręce i nie zdążymy się pożegnać.
Jakiś czas później Ona przychodzi z K. do mnie do domu. Jestem zdenerwowany, bo pokłóciłem się z babcią.
Zachowuję się niegrzecznie. Odchodzą. Mija kilkanaście minut. Ktoś dzwoni do drzwi. Chcę przeprosić, ale dostrzegam tylko kopertę leżącą na wycieraczce. Piszą, że są zrozpaczone. I podpisują się imionami kwiatów z błędami ortograficznymi.
ok. 1998
Jestem ministrantem. Odbywam służbę stojąc przodem do wiernych. I dostrzegam Ją. Po jaką cholerę tu przyszła, skoro to nawet nie jest Jej parafia?
Ale co mnie to w sumie obchodzi? Uśmiecha się. Uśmiecham się. Ojcze nasz... amen. Patrzy się. Dostrzega Ją mój kumpel stojący obok mnie. Czuję szturchnięcie łokciem. Uśmiecham się. Ona się czerwieni. Uśmiecha się. Ja się czerwienię. I tak na zmianę, jeszcze kilka razy. Znak krzyża... amen. Schodzę do zakrystii, najszybsza modlitwa po służbie. Zdejmuję komżę, zwijam w kłębek i ruszam w stronę głównej nawy. Ręka na ramieniu. "Stój, jeszcze ogłoszenia i lista obecności." Puść mnie, k***a. Przecież Ona będzie tam na mnie czekać. Ale nie wiecznie. Wpycham się na chama, zaznaczam obecność na liście i wybiegam z zakrystii. Jest. "Cześć." "Cześć." "Co
słychać?" Głos zza pleców. "Idziesz?" Jej matka. "Muszę już iść. Jeszcze się kiedyś spotkamy."
2002
Wracam z biblioteki. Mija mnie znajoma twarz. Odwracam się. A przede mną stoi Ona. "Cześć. Nie poznałeś mnie...?" "Poznałem." "Co słychać?" Nie pamiętam co powiedziałem, na pewno nic błyskotliwego. "A co u Ciebie?" "Nic nowego." "Wiesz, nie widzieliśmy się jakiś czas. Gdzie się uczysz?" "W M." "Trzeba było pójść do K." Uśmiecha się. Ja patrzę w ciszy, przypominając sobie ten uśmiech. Ten sam uśmiech od 13 lat. "Wiesz, trochę się spieszę. Jeszcze się kiedyś spotkamy." Uśmiech znika. "No to cześć." "Cześć."
Przez całą drogę do domu powtarzam sobie, jak bardzo zj***łem akcję.
2005
Wychodzę z kafejki. Znajoma twarz znowu idzie w moją stronę. "Cześć." "Cześć." Ten sam uśmiech od 16 lat.
Czy mnie jeszcze pamiętasz, A.? Bo ja pamiętam Ciebie bardzo dobrze... P.