Rep. KaMpO vel. kampo_89 - "SNY" (AM 65)
(znajomość tego arta mile widziana, aczkolwiek nie wymagana)
i nie tylko...
1. Tak, przyznaję się, dosyć często zastanawiałem się, czym są sny. Wprawdzie ostatnio jakoś nie, nie miałem czasu spać i w ogóle, przed blokiem co wieczór spotyka się banda kretynów, która skutecznie uniemożliwia mózgowi tworzenie marzeń sennych. Wyszło na wpół poetycko, ale to prawda w sumie, ja naprawdę od kilku dni nic nie śniłem...
2. Hehe, jak to odpowiedzi będą inne? Oczywiście, że znalazłem odpowiedź na to pytanie. Nie moja jednak rzecz w tym, że może się ona okazać nieprawdą albo że ktoś może myśleć inaczej, ja wiem swoje i tyle mnie interesuje ;) Ale o tym dalej.
3. Ni cholery nie wierzę w to, że sny mogą przepowiadać przyszłość, przynajmniej nie te zwyczajne, codzienne. Co innego ewentualne tzw. sny natchnione mocą Ducha Świętego czy też "organów pomocniczych" innych bóstw i bogów niż Jahwe ("ewentualne" z racji tego, że nie każdy musi wierzyć w "coś").
4. Wierzę natomiast, że sny MOGĄ BYĆ czymś w rodzaju reakcji naszej podświadomości na doświadczenia zebrane przez naszą świadomość (Freud rulez!!! :) niekoniecznie przez okres dopiero co minionej doby, ale zebrane, zreasumowane i przetworzone doświadczenia z ogólnie pojętej przeszłości.
5. Rzeczywiście, w tym momencie jestem w stanie przypomnieć sobie jedynie szczątkowe fragmenty nielicznych z moich snów... Wynika to zapewne z tego, że rzadko przywiązuję jakąkolwiek wagę do treści zawartej we śnie. Szczerze mówiąc (znowu... jak ktoś nie rozumie odsyłam do mojego poprzedniego tekstu - historia gillette - o ile został on zamieszczony w AM) ma to miejsce jedynie przy snach niezrozumiale abstrakcyjnych, ekstremalnie strasznych lub erotycznych (takich "z fabułą", żeby nie było że tylko mi cycki w głowie). W każdym razie myślę podobnie jak Ty, KaMpO, nasz mózg nieświadomie oszukuje sam siebie, tworząc złudzenie realizmu, dlatego właśnie zdarza się, że budzimy się z krzykiem, zlani potem, bądź na wilgotnym prześcieradle. Wydaje mi się jednak, że może być to sprawka dwóch osobnych rejonów mózgu, jeden z nich wysyła bodźce emocjonalne w postaci snu, a inny jest odpowiedzialny za ich odbiór. Mam nadzieję, że rozwiałem Twoje obawy i dobrze mi się wydaje, że rozumiem Twój domysł :)
Przyszedł czas na wspomniane w tytule "i nie tylko...":
Od pewnego czasu, którego nie potrafię dokładnie określić - może to być równie dobrze rok, jak i parę lat, jestem w stanie świadomie przerywać swoje sny. Jak to się dzieje? Zazwyczaj jakoś tak:
Śnię. Dzieje się coś strasznego, dajmy na to goni mnie jakiś potwór, spadam z wieżowca, albo coś w tym stylu. W pewnym momencie wydaje mi się, że do wspomnianej wyżej (pkt.4.) podświadomości dołącza coś jeszcze, być może jest to świadomość, nie jestem w stanie tego jednoznacznie określić, w końcu dzieje się to w większej części "poza mną". I to coś właśnie mówi mi coś takiego (tak, mówi, jestem niemal pewien, że wyraźnie odbieram przesłanie głosowe): "A może to jest sen...? Może wystarczy spróbować się obudzić...?" W tym momencie ponownie mam wrażenie, że w mój sen ingeruje coś "spoza mnie", coś co zmusza mnie do otwarcia oczu. I rzeczywiście, każda taka próba, którą pamiętam, zakończyła się sukcesem - otwieram oczy. Kolejna bardzo dziwna rzecz to wrażenie które, z racji braku racjonalnego określenia, jestem w stanie nazwać tylko przelatywaniem przez kolejne stany świadomości. Ma ono miejsce pomiędzy wspomnianą już ingerencją tego "czegoś" a chwilą w której się budzę. Być może są to wymieniane przez niektórych lekarzy i naukowców stany REM (jeśli się nie pomyliłem w nazwie), czyli kolejne etapy snu człowieka. Hmm, ale jakby to Wam tak obrazowo przedstawić...? Oglądaliście kiedyś może jakiś stary film science-fiction? Kiedy ktoś w takim filmie przenosi się w czasie czy przestrzeni zazwyczaj towarzyszy mu cos w rodzaju wiru, przez który przelatuje z zawrotną prędkością. Może to tylko wrażenie, ale wydaje mi się, że ze mną przy tych stanach świadomości dzieje się coś podobnego, tylko o wiele szybciej.
Najgorsze jest to, że nie wiem, jak traktować te moje niecodzienne (a może codzienne, jak ktoś ma to samo, niech się odezwie) "zdolności". W sumie na początku podobało mi się że jestem w stanie uniknąć, fakt faktem - wyimaginowanego, zagrożenia w postaci szczęk jakiegoś monstra bądź skręcenia karku o kostkę brukową, itp. Jednak z drugiej strony, sny odczuwam trochę podobnie jak KaMpO (przynajmniej tak mi się wydaje) - uważam, że najfajniejsze w nich jest właśnie to niesamowite złudzenie realizmu, bez względu na to czy się nam samo doświadczenie podoba czy nie.
No i koniec. Nie wiem, jak mam traktować tego arta... Na początku miała to być jedynie swojska odpowiedź na przemyślenia autora tekstu "SNY". Nieskromnie jednak powiem, że siebie samego najbardziej udało mi się zaciekawić tą drugą częścią, którą traktuję jak prawdziwe wyznanie, wcale niełatwe. Bo czy łatwo jest się przyznać do czegoś, co u części z Was prawdopodobnie wzbudziło śmiech, u wielu obojętność, a jedynie u nielicznych umiarkowane zainteresowanie??? O ile u kogoś w ogóle... Ech, ciężkie jest życie rapera... :)
Pozdrawiam - Remember_The_Name
PS: Ludzie od prawie 10 lat powtarzają mi "Nie filozuj", a ja swoje.
PS2: Zachęcam do podejmowania tematu snów, tak bez powodu - jak ja mogłem coś napisać, to i Wy możecie ;)