Rep. Michał Chmielewski - "Herezja w czystej postaci" (AM 66)

Z racji tego, że zamierzam stworzyć typową polemikę z tekstem (a raczej jego autorem), nie obejdzie się bez cytowania... Poza tym arta tego kieruję głównie do Michała Chmielewskiego dlatego, pozwolicie, będę się w nim zwracał bezpośrednio do niego.

 

Michał Chmielewski: Tak więc zagorzali katolicy, przyszli księża, zakonnice, Jacku Stojanowski - weźcie w rękę biblię, krucyfiks, podczas czytania pomoczcie nogi w misce pełnej wody święconej i zastanówcie się nad treścią tego tekstu.

Wiem, że wypowiedź wyrwana z kontekstu. Wiem też, że ten fragment tekstu to prowokacja z Twojej strony, którą chcesz niejako zamanifestować swoją "inność". Tfu, może lepiej "inność swoich poglądów". I dodam nawet, że w pierwszej chwili uśmiechnąłem się lekko na myśl skrajnych dewotek, które, zaraz po przeczytaniu wstępu, zamykają arta, wychodzą z ActionMaga, wzywają egzorcystę i wspólnie formatują dysk (oczywiście tylko teoretycznie, bo co za dewotka czyta AM?). Heh, po tym co przed chwilą napisałem zdążyłeś się już pewnie domyśleć, że poglądy mam raczej liberalne i nie przepadam za ludźmi pokroju Wszechpolskiej Młodzieży - chociaż tylko w duchu, bo na zewnątrz jestem całkiem tolerancyjny i się z tym nieprzepadaniem nie manifestuję. Ale to nieistotne. Bo później przyszło mi do głowy, że albo, przez zwykłe niedopatrzenie, nie sformułowałeś swojej myśli tak, jak chciałeś, albo świadomie próbujesz kogoś obrazić, co już takie fajne nie jest. Nie wiem, czy jesteś ateistą (choć na to wygląda), ale, szczerze mówiąc, zupełnie mnie to nie obchodzi. Bo kimkolwiek jesteś, musisz wiedzieć że rzeczy takie jak Biblia, krzyż i woda święcona dla katolików są przedmiotami kultu, nierozerwalnie związanymi z tradycją ich religii. I choć sam nie należę do grupy, jak to określiłeś, "zagorzałych katolików", to miałem w swoim życiu do czynienia z osobami, które poczułyby się naprawdę dotknięte Twoją wypowiedzią. Po raz kolejny podkreślam, że zdaję sobie sprawę z tego, iż była to prowokacja, co nie zmienia faktu, że co najmniej niesmaczna...

M. Ch.: Przeróżne czary Abra-kadabra równiez wychodzą poza obszar, który nazywa się Rzeczywistość.

Wiesz, niezupełnie, bo z tego co uczyłem się na religii, to Kościół wcale nie odrzuca wiary w magię. Mało tego, zajmuje nawet konkretne stanowisko w jej sprawie. Mianowicie - cały czas opieram się na treści mojej rozmowy z księdzem katechetą - zakazuje używania magii, zwłaszcza w złej wierze, jak również tzw. magii czarnej, z którą ma do czynienia sam Szatan. To tak gwoli ścisłości.

M. Ch.: Skoro więc takie rzeczy są dla was wytworem ludzkiej wyobraźni, jak możecie szczerze wierzyć, że kobieta powstała z żebra samczyka ludzkiego? Że człowieka stworzył Bóg na swoje podobieństwo? Jeżeli tak rzeczywiście było, to ten wasz Bóg jest m.in. transwestytą, ma próchnicę, i jeżeli przekroczył wiek czterdziestu lat - a zważywszy na aktualny rocznik, zrobił to już pięćdziesiąt razy - najprawdopodobniej ma hemoroidy wielkości brzoskwini.

Dokładnie, wg katolików to Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a nie odwrotnie (tzn. człowiek - Boga). Więc niby dlaczego Bóg miałby mieć próchnicę i hemoroidy? Ale idąc za tokiem Twojego rozumowania, to człowiek powinien mieć moc stwórczą i robić ludziki z żeber na skalę masową... Inna sprawa, że, wg katolików, człowiek składa się z materii i ducha, i to właśnie ta druga część jest stworzona na Boże podobieństwo. W związku z tym niemal cały powyższy akapit Twojego tekstu staje się zupełnie pozbawiony sensu.

M. Ch.: Pod tym względem nie różnimy się od półmózgów, którzy kiedyś wierzyli w sztormy wywołane przez Posejdona i błyskawice, którymi srał Zeus.

Jeśli uważasz Greków za półmózgów, to co powiesz o, dajmy na to, Neandertalczykach (zakładam, że wierzysz w teorię ewolucji człowieka, bo później przywołujesz tę autorstwa Darwina)? Ćwierćmózgi? No to pozwól że przypomnę Ci, że to Twój pradziadek Neandertalczyk wymyślił koło, rolnictwo, myślistwo, opanował ogień... W takim wypadku jak nazwać Ciebie, który bez tych wynalazków siedziałbyś teraz głodny w ciemnej jaskini...? Jednaósmamózg...? Mniej...?

M. Ch.: Skąd macie pewność, że to właśnie Wasz Bóg istnieje, a innych jest tylko wymysłem?

Nie trzeba mieć pewności, by wierzyć. Zresztą podstawą większości religii jest wiara w JEDNEGO boga, a więc uznawanie przy tym możliwości istnienia innych bóstw i bogów automatycznie pozbawiłoby sensu każde z tych wyznań.

M. Ch.: My teraz na lekcji historii śmiejemy się z tych, co składali ofiary dla Wielkich Bogów tysiące lat temu.

Kto się śmieje, to się śmieje... Nie przypominam sobie, żeby lekcja historii poświęcona wierzeniom starożytnych wzbudzała w moich koleżankach i kolegach z klasy jakąkolwiek wesołość. Ale może to tylko przypadek, może niezwykłym zrządzeniem losu (zwróć uwagę, że napisałem losu, a nie Boga, żebyś nie poczuł się pokrzywdzony) trafiłem na ludzi inteligentnych i tolerancyjnych. 

M. Ch.: Ludzie w przyszłości będą się "pompowali" z nas jeszcze bardziej, niż my teraz, bo jesteśmy na tym etapie rozwoju cywilizacji, że tego typu bajki należy obalić.

Z tym to już się zupełnie nie zgodzę. Bo, przyjmując że Bóg nie istnieje, uważasz że ludzie staliby się lepsi, szczęśliwsi, gdyby dowiedzieli się, że sens naszego życia leży jedynie w przedłużaniu ciągłości gatunku i ewentualnej ewolucji? Bo powiem Ci, że gdybym ja jakimś cudem uzyskał pewność na to, że Bóg nie istnieje, za nic nie pozwoliłbym, by ten fakt ujrzał światło dzienne. Jestem przekonany, że moje życie ległoby w gruzach, a co by było, gdyby stało się to z życiem kilku miliardów ludzi na tej planecie...

M. Ch.: Uzdrowienia? Efekt Placebo, i już.

Postaw na nogi kalekę od urodzenia dzięki efektowi placebo. A to "i już" to uzasadnienie Twojej teorii? Niezłe...

M. Ch.: Moja niechęć do jakiejkolwiek religii bierze się również z tego, że będąc wierzącym, muszę sobie wmawiać, że jestem nikim, jestem złym grzesznikiem, powinienm przepraszać Pana za grzechy, bo on umarł za moje (hmm... może pamięć mnie zawodzi, ale jestem pewien, że ponad 2000 lat temu nie popełniłem wykroczenia, nawet tak małego, jak krzyknięcie "dupa!"), modlić się, błagać o przebaczenie i płaszczyć się w nieskończoność. Zaiste, bardzo mądre podejście do swojego życia.

Twój problem polega na tym, że patrzysz na sprawę z perspektywy ateisty. Gdybyś choć na chwilę zechciał zagłębić się w istotę katolicyzmu wiedziałbyś, że dla wyznawców tej religii (pozwolę sobie zacytować) "modlić się, błagać o przebaczenie i płaszczyć się w nieskończoność" to tylko etap przejściowy, po ukończeniu którego życie dopiero się zacznie.

M. Ch.: Skłamię, jeżeli powiem, że ludzie na Ziemi umierają niemal bez przerwy? Głód, pragnienie, strzelaniny, choroby, wojny - ach, jakże Boskie Wynalazki Szerzące Pokój i Harmonię Ciszy i Pokoju.

Ech, nie skłamiesz... Co gorsza, ja sam tego do końca nie rozumiem... Jednak Kościół naucza, że cierpienie to jedna z dróg do Królestwa Niebieskiego. W takim razie "głód, pragnienie, strzelaniny, choroby, wojny" są, znowu z perspektywy katolika, synonimem czegoś dobrego (niestety, nie potrafię znaleźć lepszego określenia).

M. Ch.: Tak więc całe te bydło (w końcu owieczki, nie?), które czuje się urażone - walcie do mnie maile, ripostujcie na łamach AMaga, śmiało, poużywajcie sobie. Macie do tego pełne prawo. Dajcie naszym przyszłym pokoleniom jeszcze więcej powodów, by uważali nas za ograniczonych. Przypomnę tylko wam, iż religia nakazuje wam pokojowo traktować bliźnich. Nazywając mnie debilem, skurwysynem czy kim tam jeszcze pokażecie, jak bardzo się do ów religijnych reguł ustosunkowujecie. Potwierdzicie tym sposobem moje przekonanie, że religia coraz rzadziej brana jest na serio.

Kiedy widzisz, ja jakoś daję sobie radę bez tego typu epitetów :] Co więcej przyznam się, że od jakiegoś czasu sam podchodzę do religii z dużą dozą krytycyzmu, w roku szkolnym wdałem się nawet w dyskusję z księdzem na religii, dotyczącą istoty ludzkiego życia i miejsca religii w nim. Tak na marginesie, wysnułem teorię, że na świecie nie istnieje bezinteresowne dobro, jak również podałem w wątpliwość samo istnienie Boga. Później jednak sam doszedłem do wniosków, które w pewnym stopniu odmieniły moje przekonania o wyżej wymienionych. Ale to już temat na innego arta.

 

Na zakończenie zdecydowałem się nieco sparafrazować Twoją puentę; mam nadzieję , że nie masz nic przeciwko:

Jeśli ktoś poczuł się pokrzywdzony, zniesławiony moim tekstem, czy po prostu się z nim stanowczo nie zgadza, niech pisze mi maile, niech ripostuje na łamach AM. Ale pamiętajcie, że nazywając mnie debilem, skurwysynem czy kim tam jeszcze, potwierdzicie moje przekonanie, że religia coraz częściej brana jest na serio :]

 

Remember_The_Name