Łzy MatKi -
dramat w III aktach...


Żadna mądrość, której możemy nauczyć się na ziemi
nie da nam tego, co słowo i spojrzenie matki. Wilhelm Raabe.


.

Gdy umiera Ci ktoś bliski, to czujesz się jak Dhampir... Bo aby znów zobaczyć wygasłe słońce, żeby zatracić się w nim ponownie, trzeba Ci umrzeć... A jeśli się na to nie zdecydujesz, to z mentalnych prochów Twego bólu, niczym kościany Feniks wyłoni się plugawe pragnienie krwi. The thirst... Ta odwieczna, atawistyczna, kainowa chęć zemsty... Ta skaza na naszej egzystencji, ta pieprzona przeszkoda w byciu odbiciem Absolutu... A co, jeśli ktoś zabije Twoje dziecko? Umyślnie, czy nie - to nieistotne... Czy znajdziesz dość siły, by oprzeć się znamieniu Kaina wyrytemu na Twej duszy? Czy znajdziesz w sobie dość siły, by pozostać człowiekiem? Oby nasz świat pełny był Daywalkerów...

OsoBy dramatu:


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
Wiek: 34.
Stan cywilny: Wdowa.
Zawód: Pielęgniarka.
Zainteresowania: Malarstwo.

Jej mąż umarł na raka węzłów chłonnych przed niespełna dwu laty. Na szczęście pozostało jej dziecko - dwunastoletni syn, Adrian. Barbara pracuje w szpitalu na ulicy Wrocławskiej.


______________
._\_|_|_|_|_|_|_/
.__|__~__~___|
.__|__o__o__._>
.__|_.__(___.._|
.__|_________/
._._\__\_/..../
._.__\_.____/
.___._\____/_
___/________\
__/__/_.X.._\_\

Adrian
Wiek: 12.
Syn Barbary.
Uczeń gimnazjum.
Zainteresowania: Geografia, piłka nożna.

Bardzo zdolny, chwalony przez nauczycieli młody człowiek. Laureat olimpiady geograficznej, za co otrzymuje do dziś stypendium Prezesa Rady Ministrów. Trenuje także piłkę nożną - gra jako napastnik w szkolnej reprezentacji.


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
Wiek: 37.
Stan cywilny: Rowiedziony
Zawód: Lekarz (ordynator).
Zainteresowania: Freud, hipnoza.

Pracuje w tym samym szpitalu, co Barbara i jest jej przyjacielem. To on wyciągnął ją z dołka, w który wpadła po śmierci męża. Ma za sobą małżeństwo, które okazało się być pomyłką - jego była żona przebywa obecnie w Holandii.


_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian
Wiek: 25.
Stan cywilny: Wolny
Zawód: Makler giełdowy.
Zainteresowania: Szybkie samochody, clubbing.

Kocha adrenalinę i rywalizację, dlatego wybrał taki a nie inny zawód. W pracy perfekcjonista, zaś wieczorami nocny żeglarz życia. Nie ma żony, bo woli jednorazowe przygody i nie znosi bycia kontrolowanym.



AKt I (zatytułowany 'CaVe ne cadas'):


Godzina 7:15 AM - mieszkanie Barbary i Adriana:


______________
._\_|_|_|_|_|_|_/
.__|__~__~___|
.__|__o__o__._>
.__|_.__(___.._|
.__|_________/
._._\__\_/..../
._.__\_.____/
.___._\____/_
___/________\
__/__/_.X.._\_\

Adrian
  Tego dnia obudziłem się wyjątkowo wcześnie. Nie mogłem już bezczynnie leżeć w łóżku, bo chciałem wreszcie pójść do szkoły. Dzisiaj gramy z naszym odwiecznym rywalem - ze szkołą sportową numer siedem. Skubańce mają dobrą obronę i będzie mi ciężko coś strzelić... Poza tym mam jeszcze sprawdzian z geografii... A przez te nerwy nic się jeszcze nie uczyłem. Mam nadzieję, że moja pozaszkolna wiedza mnie nie zawiedzie... Zresztą - najwyżej później poprawię! - dzisiaj najważniejszy jest mecz, bo jeśli przegramy to możemy pożegnać się z mistrzostwem...



______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Kończyłam robić śniadanie. Nawet nie musiałam budzić Adriana, bo sam przyszedł do kuchni. Widać przejmuje się tym meczem. Pewnie znowu strzeli decydującą bramkę... A narazie niech mój mistrz zje swoje płatki - bo inaczej zamiast biegać będzie się wlókł po murawie... Miło widzieć, że Adrian ma tyle energii - jeszcze całe życie przed nim. Muszę być silna dla niego! Jak to jest, że tylko niektórzy ludzie zachowują tą nieugaszoną, dziecięcą energię do późnych lat starości? 'Chodź mój ty Ronaldo - jedziemy do szkoły! Tylko sprawdź, czy wszystko wziąłeś: drugie śniadanie, strój na mecz i książki z biblioteki. No nie patrz tak na mnie - ostatnim razem przez Twoje tenisówki mój pacjent dostał zastrzyk pół godziny później niż powinien!'


______________
._\_|_|_|_|_|_|_/
.__|__~__~___|
.__|__o__o__._>
.__|_.__(___.._|
.__|_________/
._._\__\_/..../
._.__\_.____/
.___._\____/_
___/________\
__/__/_.X.._\_\

Adrian
  Jestem pewien mamo, że gość szczerze by mi podziękował ;) Poza tym przesadzasz. I to była Twoja wina, bo zamiast włożyć je do plecaka, zostawiłaś je na pralce... Zresztą nie przeszkadzaj mi teraz, bo mam dzisiaj sprawdzian ze stolic Azji, a przez te nerwy nic się nie nauczyłem...


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Nie martw się. Pewnie znowu będą takie korki, że zdążysz zapamiętać liczbę mieszkańców w każdym z tych miast...


______________
._\_|_|_|_|_|_|_/
.__|__~__~___|
.__|__o__o__._>
.__|_.__(___.._|
.__|_________/
._._\__\_/..../
._.__\_.____/
.___._\____/_
___/________\
__/__/_.X.._\_\

Adrian
  Ha ha ha. Bardzo śmieszne... Tajlandia - Bangkok, Kambodża - Phnom Penh, Pakistan - Islamabad...


Godzina 7:25 AM - biuro maklerskie 'Awans':

_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian (rozmawiając przez telefon)
  'Jak to Budimex spadł o dwa procent?' I teraz mi to mówisz, kurwa?! Sprzedawaj, póki nie puszczą nas z torbami! I zajmij się Farmakolem, bo skubaniec leci na łeb, na szyję! Czy ja wszystko muszę robić sam?! Szybko! I nie jeb się z tym tak jak ostatnio!' Odłożyłem słuchawkę i przetarłem przekrwione oczy. Kolejna zarwana noc! Ja pierdolę! Ileż można? Może po czterech latach pracy w tym burdelu, dadzą mi wreszcie jakiegoś normalnego asystenta? Dlaczego zawsze trafiam na retardów? Dosyć. Dosyć tego. Nacisnąłem przycisk: 'Pani Kasiu - jadę do domu, nie ma mnie dla nikogo!'. Uff. Wypierdalam. Hasta la vista! Trzasnąłem drzwiami.


Godzina 7:35 AM - skrzyżowanie ulic Andersa i Lipowej:

_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian (w samochodzie)
  'No jedź żesz, zasrana babo! Kto ci dał prawo jazdy? Masz tak grubą stopę, że gdy naciskasz pedał gazu, to równocześnie hamujesz!' W przypływie frustracji i zmęczenia naciskam z całych sił klakson... 'No jedź, babo!' Kurwa! Ruszyłem z piskiem opon, pomimo czerwonego światła. Wszystko, byleby tylko wyprzedzić tego babsztyla... Oki. Następne skrzyżowanie też przetnę - za bardzo chce mi się spać, żeby czekać. Za bardzo sterany tą pieprzoną robotą jestem...


Godzina 7:36 AM - skrzyżowanie ulicy Lipowej i Kościuszki:

______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Dzisiaj odprowadzę Cię osobiście do szkoły - muszę pogadać z Twoją wychowawczynią co do kosztów tej waszej wycieczki na Orawę... Wysiadamy.


______________
._\_|_|_|_|_|_|_/
.__|__~__~___|
.__|__o__o__._>
.__|_.__(___.._|
.__|_________/
._._\__\_/..../
._.__\_.____/
.___._\____/_
___/________\
__/__/_.X.._\_\

Adrian
  'Korea Północna - Phenian. Turkmenistan - Aszchabad. Co? Dobra mamo... Chodźmy już'. Udaliśmy sie w kierunku przejścia dla pieszych. 'Filipiny - Manila. Mamo, zobacz - mamy zielone!' Pobiegłem, bo oprócz zielonego światła dostrzegłem kątem oka mojego kumpla (zresztą naszego bramkarza)...


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  ADRIAN! UWAŻAJ!!!


_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian (w samochodzie)
  'No dajesz, dajesz! Yeah... O KURWAAAAAA!' STÓJ!!! Opony przeraźliwie zapiszczały... Chłopak przetoczył się po masce mojego samochodu... Zatrzymałem się z czterdzieści metrów dalej... Jasny gwint, żeby mnie tylko nikt nie rozpoznał! Stchórzyłem i dodałem gazu... Uciekłem jak pies z podkulonym ogonem, jak hiena na widok lwa...


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.O_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  MOJE DZIECKO! LUDZIE, NIECH KTOŚ WEZWIE POGOTOWIE!


______________
._\_|_|_|_|_|_|_/
.__|__~__~___|
.__|__o__o__._>
.__|_.__(___.._|
.__|_________/
._._\__\O/..../
._.__\_.____/
.___._\____/_
___/________\
__/__/_.X.._\_\

Adrian
  Tak mi zimno, mamo... Tak zimno...


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.O_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Nie umieraj, SŁYSZYSZ?! Wszyscy, tylko nie ty! NIE MOŻESZ, ZABRANIAM CI!!!



AKt II (zatytułowany 'Non oMnis moriar'):


Godzina 8:07 AM - Szpital na Wrocławskiej:


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Gdy tylko zobaczyłem Basię - w mig pojąłem, co się stało. Poleciłem pielęgniarce, żeby wstrzyknęła jej 45 mg barbiturianów... Adrian był w strasznym stanie... Od razu zadzwoniłem po Chmielewskiego - tylko najlepszy chirurg mógł tu pomóc... Przetaczaliśmy krew, ale było już za późno. Krwotok wewnętrzny z naruszeniem pnia mózgu był przyczyną zgonu... Gdy wychodziłem z bloku operacyjnego, zastanawiałem się tylko nad jednym: jak ja to powiem Basi? Barbituriany działały - zrozpaczona matka siedziała na krześle z nieokreślonym wyrazem twarzy. Lecz gdy tylko mnie zobaczyła, zerwała się na równe nogi. Ścisnęło mi gardło. Nie zdołałem nic powiedzieć. Kiwnąłem tylko przecząco głową. Basia nerwowo zapłakała. Jej kolana ugięły się pod ciężarem tej wiadomości. Ten widok zapamiętam do końca życia. Łzy matki... Łzy Niobe, która traci dziecko...


Godzina 8:12 AM - dom Fabiana na ul. Wrzosowej:


_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian
  Gdy tylko dotarłem do domu, napiłem się. Odruchowo. Dopiero potem uświadomiłem sobie, że źle zrobiłem, bo przecież jeśli mnie znajdą to pomyślą, że prowadziłem pod wpływem alkoholu. Kurwa - samochód! Przecież ja go muszę umyć! Pobiegłem do garażu, ale w połowie drogi zawróciłem i postanowiłem zadzwonić do mojego adwokata. Przyjechał po dziesięciu minutach, widać zaaferowany tonem mojego głosu. Pierwsze co powiedział: 'Piłeś'. Mówię, że dopiero po wszystkim. 'Taak..' - powiedział z przekąsem - chyba go nie przekonałem... Stwierdził, że sam wszystkim się zajmie, a narazie kazał mi przeczekać u jego znajomego. Zgodziłem się. Zapytałem jeszcze, co z samochodem - ale powiedział tylko: 'Wszystkim się zajmę. Idź już'.


Godzina 10:24 AM - Szpital na Wrocławskiej:


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Basiu - tak mi przykro... Dziś nie zostawię Cię samej - zostajesz u mnie. Objąłem ją. Była skrajnie wyczerpana, cała drżała. Jej morfologia była przeładowana hormonami i sztucznymi, zewnętrznymi, wtłoczonymi przez pielęgniarkę endorfinami. Gdy dwa lata temu umarł jej mąż, ledwo poddźwignąłem ją na duchu. Tego mogła już nie wytrzymać... Zapowiadała się ciężka noc... W szpitalu zastąpił mnie Chmielewski. U mnie byliśmy około jedenastej. Zrobiłem jej ciepłej czekolady. Wypiła zaledwie łyk i momentalnie zasnęła na kanapie. Co może się śnić kobiecie, która utraciła wszystko? Gdzieś czytałem, że podobno skazani na śmierć w ostatnią noc śpią twardo... Około osiemnastej obudziła się. Płakała. Usiadłem obok niej i pocałowałem ją w czoło. Lecz ona podchwyciła ten pocałunek i głaskała mnie po głowie. Pragnąłem jej od czasów akademickich, ale żeby w ten sposób miały się ziścić moje erotyczne, skrywane przez te wszystkie lata majaki o niej? Czy godną człowieka rzeczą jest wykorzystać taki moment? Lecz wyraźnie potrzebowała tego! Pragnęła, łaknęła mojej w niej obeności! Otwarła się na mnie, rozchyliła uda... I zrobiliśmy to. Czy naprawdę coś do mnie czuła, czy to tylko chorobliwy odruch po przeżytym urazie? Czy to pokłady macierzyńskiej miłości po prostu zamieniły się w libido? Rytmika tego, jak w nią raz za razem wchodziłem, sprawiała jej krótkotrwałą ulgę w postaci orgazmu... W tym rytmie zatraciliśmy się, w tym rytmie płynęliśmy przez bezbrzeżny ocean ukojenia... Tylko tyle mogłem wtedy dla niej zrobić. Zasnęła niemal natychmiast po...


Tydzień później...
Godzina 10:40 AM - cmentarz parafii pw. Piotra i Pawła, pogrzeb Adriana:


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Zabrano mi wszystko, co kochałam. Odarto z całej tożsamości. Pozbawiono mnie sensualnego kontaktu z moimi bliskimi. Sama już nie wiem, co czuję. Dlaczego spałam z Markiem? Bo stał się dla mnie substytutem tego, co wyrwano z korzeniami z mojej świadomości. Szanowałam go, wiązałam z nim nadzieje na przyszłość, ale już zawsze będę poraniona. Czy będę w stanie go pokochać? Czy ja mam prawo być szczęśliwa? Adrianie - jak mam nie zwariować z rozpaczy? Zabrakło mi energii Twojej duszy. Wiesz - wygraliście to mistrzostwo... Myślę, że Bóg po prostu chciał Cię mieć przy sobie - tak jak ja nie mógł już żyć bez Ciebie... Chciałabym znów Cię dotknąć, znów usłyszeć, znów zrobić Ci śniadanie...



_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Basia prosiła mnie o odczytanie podczas pogrzebu fragmentu z księgi Psalmów. Spojrzałem prosto w jej oczy. Cóż za straszliwy paradoks - jej największa życiowa tragedia, okazała się być dla mnie błogosławieństwem. Widać nasze przeznaczenie nie jest pozbawione kropli gorzkiej ironii... Einstein miał rację - wszystko jest względne. Lecz czy za tę względność trzeba płacić aż tak wysoką cenę? Rozpocząłem czytanie: 'Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. I chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym co mnie pociesza...'


Godzina 11:15 AM - kancelaria prawna 'Ultima':


_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian
  Mój adwokat wezwał mnie do swego gabinetu. Okazało się, że któryś z przechodniów zapamiętał numer mojego wozu i prokurator już przygotowywał akt oskarżenia... Krótko mówiąc: miałem przejebane. Lecz mój adwokat, ten pieprzony, zimnokrwisty drań znalazł wyjście także z tej sytuacji: 'Musimy załatwić Ci lipne zaświadczenie lekarskie. Że niby masz zaburzenia błędnika wykryte dopiero teraz... Ustawię się z jakimś lekarzem i dam Ci znać. Przygotuj kasę. I nie martw się - wyciągnę Cię z tego.' Jego spokój dodawał mi otuchy. Dziś znowu postanowiłem się zabawić - Majka i Kassandra znów umilą mi czas robiąc pożytek ze swych wszystkopołykających usteczek...



AKt III (zatytułowany 'Deus Ex'):


Dwa dni później...
Godzina 11:32 AM - Szpital na Wrocławskiej:

______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Muszę Ci coś powiedzieć, Marek...



_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Nie, zaczekaj Basiu - najpierw ja coś powiem. Chcę zrobić coś dla nas. Myślałem nad tym wszystkim. Myślałem o naszym związku. Przecież ty wszystkie pieniądze wydałaś na pogrzeb... Basiu - ja chcę zrobić przekręt. Dla nas. Wydam jednemu gościowi lewe zaświadczenie lekarskie. Jego adwokat już się ze mną skontaktował. Gość sporo zapłaci. Sprzedamy nasze mieszkania, dołożymy do łapówki i kupimy sobie dom. Prawdziwy dom. I będziemy szczęśliwi, słyszysz? Musimy być wreszcie szczęśliwi! Kto, jeśli nie ty na to zasługuje?


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Chcesz złamać prawo? Chcesz zbudować nasz związek na fundamencie kłamstwa? Czy ty chociaż wiesz, kim jest ten człowiek?


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Nie i nic mnie to nie obchodzi. Zrozum - ja robię to dla Ciebie. Dla nas. Ty nie możesz już cierpieć. To koniec traumy. Jak wyobrażasz sobie powrót do domu, do pokoju Adriana? Nie, nie dopuszczę do tego! Nie będziesz już cierpieć, słyszysz?! Będę przy Tobie. Staniemy na nogi. Chciałem tylko, żebyś wiedziała. Zgódź się, proszę!


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Pokaż mi to zaświadczenie... (Spojrzałam na nazwisko osoby, na które wystawiona była opinia lekarska i zamarłam...)


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Zostaw... Po co masz przysparzać sobie dodatkowych zmartwień? Nam też się coś od życia należy. Tu jest Polska i każdy kombinuje... My też damy sobie szansę... Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz? ... Co chciałaś mi powiedzieć, nim Ci przerwałem?


______________
__/___________\
_/_/\/\/\/\_....|
_|_|_.~__~__|__|
_|..|__o__o_..|__|
_|._\__<____|__|
_(.._\______.|__)
_.\__\_.@_...|....|
.__\__\____/__/
__/___________\
_/__/..____.._\_.\

Barbara
  Co? Nie... Nie, nic... Muszę już... iść... O której ma do ciebie przyjść ten 'pacjent'?


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Czyli się zgadzasz? Wiedziałem, że mnie zrozumiesz... Będzie tu o dwunastej. Ale ja sam się tym zajmę - ty się w to nie mieszaj...



_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian
  Adwokat już skontaktował mnie z odpowiednim lekarzem. Miałem stawić sie osobiście, żeby zachować chociaż pozory badania. Za pięć dwunasta zaparkowałem przed budynkiem szpitala. Miałem kaca. Zwykłego, nie moralnego. Wczorajszej nocy nawet nie pamiętam... Czy miałem wyrzuty sumienia? Polska wolny kraj. Inni jakoś sobie radzą, to co - ja mam być ofiarą? Wcale nie mam ochoty być kolejnym mesjaszem. Barankiem, który gładzi grzechy świata. Nie, kurwa - ja chcę żyć póki mogę! Utrzeć życiu pieprzonego, zadartego nosa! Długi korytarz, potem winda. Wsiadłem i pojechałem na czwarte piętro. Znów kafkowski korytarz i już jestem - pokój 403 - gabinet ordynatora. Wchodzę. Spojrzałem gościowi prosto w oczy. Ten szybko powiedział: ' Niech pan usiądzie'. Korzystając z komputera w jego gabinecie, zalogowałem się w banku i przelałem całą kwotę na jego konto...


_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Podpisałem papier i przybiłem pieczątkę. Podałem rękę temu gościowi i oschłym, niepozbawionym krzty pogardy tonem powiedziałem: 'Do widzenia'. Odparł mi coś w równie pogardliwym zabarwieniu i wyszedł. Zrobiłem to dla Basi. Dosyć tej (przynajmniej materialnej) nędzy! Kupiłem sobie szczęście!



_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian
  Wyszedłem stamtąd. Chciałem się jak najszybciej ulotnić. Oparłem się o tylną ścianę szpitalnej, przetrzennej kabiny windy. Zanim drzwi się zamknęły, do windy weszła jeszcze pielęgniarka w biłym kitlu. Jej twarz wydała mi się dziwnie znajoma, lecz za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć skąd ja ją znam? Drzwi się domknęły i dźwig jął nas opuszczać w dół... Nagle pielęgniarka rzuciła się w moją stronę. Ostanim wysiłkiem zmęczonego refleksu zatrzymałem jej dłoń, w której tkwił skalpel. Teraz ją poznałem... To ten biały fartuch przeszkodził mi w początkowej identyfikacji. Przed oczami miałem tamto skrzyżowanie... Spojrzała mi w prosto w twarz. Coś w niej było zwierzęcego. Patrzyła jak samica broniąca młodych... Wykręciłem jej nadgarstek i uderzyłem w nią z całych sił otwartą dłonią. Skuliła się i zapłakała. Doprawiłem, kopiąc ją w podbrzusze. Ty dziwko! Zatrzymałem windę na pierwszym piętrze. Na szczęście nie było tu nikogo - pośpiesznie udałem się schodami do wyjścia.



_..___________
._(___________\
._|____________>
__|_..-_._-___\|/
__|__O__O__. . >
__|__._/\____. |
_..\__....._____/
___\__\o/...._/
__._\_______/_
._/__________._\
..|__|______._|__|

Marek
  Szukałem Basi już piętnaście minut. Jej komórka milczała. Trzeci raz przemierzałem to samo piętro. Nagle coś mnie tknęło... Zobaczyłem uchylone drzwi pokoju dla sprzątaczek. Wszedłem. Omal nie zwymiotowałem. Omal nie wyrzygałem całej ohydy zastanej sytuacji. Bo oto Basia leżała na podłodze z podciętymi żyłami. Jeszcze ciepła krew pachniała słodkim aromatem... Jak długo mogła tu tak leżeć? Na rękach pobiegłem z nią na blok operacyjny. Lecz to nie ja miałem ją ratować - wyprowadzono mnie jak zwykłego pacjenta. Podano mi barbituriany. I usiadłem jak zwykły pacjent. I czekałem jak zwykły pacjent. Czy ją odratują? Po pół godzinie zjawiła się pielęgniarka. I tak jak ja przed tygodniem, kiwnęła przecząco głową. Zapłakałem. Na kolana padłem... Dlaczego to zrobiła? Teraz, gdy mogliśmy wreszcie być szczęśliwi w naszym nowym domu? Co było przyczyną jej decyzji o samobójstwie? DLACZEGO? Złośliwy los miał jednak udzielić mi odpowiedzi i na to pytanie. Bo oto pielęgniarka mówi do mnie: 'Miała to w kieszeni swojego fartucha. Może chce pan doktor to zatrzymać?' Podała mi jakiś list. Tak żarłocznie nie otwierałem jeszcze żadnej koperty. Gdy będą odczytywać nazwiska zapisane w księdze życia tak się nie będę denerwował... Wydobyłem papier. To było wezwanie do sądu - znaleźli podejrzanego w sprawie potrącenia Adriana. Spojrzałem na jego nazwisko i zamarłem. W mig pojąłem, co podpisałem przed zaledwie trzema kwadransami... Poczułem kłujący ból w klatce piersiowej...


Miesiąc później...
Godzina 02:25 PM - biuro maklerskie 'Awans':


_____________
__(______..__. \
__|__\.__/__. . |
__|__O_._O.__. >
__|__._/\_____|
__\__________/
_._\_#####../
_.._\._#O#__/
____\_###_/_
__/___###___.\
_.|__|___.___|__|

Fabian
  Wczoraj ogłosili wyrok. Za nieumyślne spowodowanie śmierci osiem miesięcy w zawieszeniu. Wyjątkowa okoliczność łagodząca: niewykryte wcześniej zaburzenia błędnika oskarżonego. Heh - dobrze, że dostałem wyrok w zawiasach - to tak jakby nie było go wcale... A adwokat, ten zimny sukinsyn już obiecał mi, że pomimo 'choroby' odzyskam swoje prawo jazdy. Słyszałem też o tej babce... Dla mnie to dobrze, że się pochlastała... Heh - widać wszystko jest względne i Einstein jednak miał rację... A ten doktorek? Miał wylew i teraz jest roślinką... Więc nie będzie mi kadził... Jak na ironię, moja kasa na jego koncie służy teraz do opłacania kosztów respiratora... Chociaż słyszałem też, że jego była żona wypłaciła trzy czwarte tej kwoty. Wzruszające... Ludzie są bez serca. Tak jak mój mechanik, który za wyklepanie maski mego wozu życzy sobie honorarium jak za odrestaurowanie zabytkowego Bentley'a... Kurwa, Budimex znów spadł o dwa procent...



OutRo pieRwsze



Emily Dickinson - 'W końcu już tylko modlitwa':


W końcu już tylko modlitwa...
O Chryste, w tej przestrzeni
nie wiem, gdzie twoja siedziba skryta...
Kołacę, szukam wszędzie.

Wszak to ty wstrząsasz na Południu globem,
rozkazujesz odmętom w toni...
O Jezu Chryste z Nazaretu,
czy nie masz dla mnie broni?!



OutRo druGie



Jan Paweł II - 'Przekroczyć próg nadziei':


Owszem, można powiedzieć,
że Bóg jest 'bezradny' wobec ludzkiej wolności.

Rzec można, iż Bóg płaci za ten wielki dar,
jakim obdarzył tę istotę, którą stworzył
'na swój obraz i na swoje podobieństwo'.

Jednak pozostaje wobec tego daru konsekwentny.




aNomaLy

PS. 'Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota. I nie jestem pewien co do tej drugiej.' Wspominany dziś... Albert Einstein.