Mam kota.

 

Mój kot wygląda zwyczajnie. Ot, zwykły, szaro-biały dachowiec. Gdzieniegdzie kilka ciemniejszych łat no i mały pyszczek. Kot jest miły w obejściu i nie ma imienia. Dotychczasowe koty nazywałem, ale losy każdego z nich kończyły się tragicznie, postanowiłem wiec poeksperymentować i obecnego zwierzaka po prostu nie nazywać.

 

Kot jest miły w obejściu, nie brudzi, wszędzie za mną chodzi. Taka właściwie bardziej sierściasta wersja psa, bo zapomniałem dodać, że kot przynosi mi także kapcie. Co prawda nie wtedy, gdy tego potrzebuję i zwykle tylko jednego, ale zawsze to coś.

 

W zasadzie nie mogę narzekać na Kota. Pojawia się zwykle tylko wtedy, gdy jest głodny albo gdy potrzebuje kolejnej porcji głaskania. Na mleko, owszem, może liczyć zawsze. Ale dotknąć się go boję. Tyle trąbili w telewizji o tej, no, toksoplazmozie.

 

Raz nawet bawiłem się z Kotem. Wziąłem kawałek naprawdę długiej słomy i z bezpiecznej odległości patrzyłem, jak Kot zabawnie leżąc na plecach przebiera łapkami próbując złapać źdźbło. Tak, Kot gdy chce, potrafi być zabawny.

 

Tydzień temu odwiedzili mnie koledzy. Kot po prostu zdębiał. Nie to, żeby się wystraszył. Po wszystkim powiedział mi, że jak będę tak szalał, to niedługo może dorobię się nawet przyjaciela. Zupełnie nie wiem, o co mu chodziło. Przecież ostatnią imprezę urządziłem dobre dwa lata temu. Cholera, czy koty wiedzą, co to ironia?

 

Pamiętam, jak w zeszłym roku zepsuła mi się lodówka. Kot poradził, żebym od razu zadzwonił po fachowca. Ja z kolei twierdziłem, że to nic poważnego i naprawię sam. I prawie naprawiłem, przy okazji zaliczając niezłego „kopa energetycznego”. Dosłownie – tak mnie popieściło, że przez kilka dni Kota karmiła sąsiadka, bo ja nie byłem w stanie otworzyć puszki z karmą.

 

Kot zaczął uczyć mnie też tej asertywności czy jak jej tam. Gdy z firmy zadzwonili, żebym natychmiast przyjechał, odpowiedziałem, że jestem już umówiony. Poskutkowało! Wieczór spędziłem pogryzając z Kotem słone paluszki i oglądając jakiś horror. Ta cała asertywność zaczyna mi się podobać.

 

Ostatnio Kot powiedział mi, żebym sobie kogoś znalazł. Podobno robię się nie do wytrzymania. „Baby mi trzeba”, też coś! Pierwszy-lepszy sierściuch nie będzie mi dyktował, co mam robić. I jeszcze ten jego ton, jakby wszystko wiedział lepiej. Wkurza mnie już swoim gadaniem i najdalej pojutrze oddam go do schroniska.



Tuxedo

tuxedocomen@poczta.onet.pl