HIGH HOPES
Znalazłem zdjęcie z dzieciństwa. Mam jakieś sześć lat i siedzę z kolegą na trawie. Zdjęcie było robione przed moim domem, więc idę na drobną wizję lokalną i porównuję fotografię ze stanem faktycznym. Dość oczywistym jest, że ani ja ani kolega tam nie siedzimy, jednak dziwi mnie fakt, że trawa zmieniła kolor. Soczysta zieleń na zdjęciu została zastąpiona jakimś smarkatym pożółkłym odcieniem zdeptanej skórki od ogórka. Tu wiosna i tam wiosna. Co tu się dzieje do jasnej choroby?
Idę w odwiedziny do mojej podstawówki. Lubiłem ją, nie powiem, całkiem miło wspominam to miejsce. Przestępuje próg i moje miłe wspomnienia nagle trafia szlag. Kiedyś wydawało mi się, że mam ładną szkółkę. Ona nic się nie zmieniła. Nadal w gabinecie do chemii wiszą drewniane gablotki ze schematem syntezy kauczuku, a styropianowa nakładka na ścianie informuje, który numerek jest zwolniony z pytania. Tylko czemu to co zapamiętałem tak dobrze, teraz wydaje mi się jednym wielkim kiksem kompozycyjnym i w jednej chwili burzy moje wspomnienia?
O, Smurfy puszczają. Obejrzę sobie. Smurfy wymiatają! Mija pół godziny. Wymiatają? Chwilami myślałem, że nie wytrzymam tego piskliwego głosu Smurfetki i wszechobecnej dobroci roztaczającej się nad ich wioską. Ale dlaczego? Przecież gdybym tego nie obejrzał na zawsze zapamiętałbym Smurfy jako fajną bajkę. Ech… Zachciało mi się oglądać…
Powoli do mnie dochodzi, co się dzieje. Wynajduję jakąś starą kasetę, której niegdyś słuchałem na okrągło, ubóstwiałem, znałem na pamięć i mogłem śpiewać z marszu wybudzony z głębokiego snu. Odpalam ją. Słucham chwilę i… tak jak się spodziewałem. Może i złe to nie jest, ale czym tu się było fascynować za Chiny Ludowe nie wiem.
A z drugiej strony? Mam dowód osobisty, mogę iść głosować, mogę z czystym sumieniem i stoickim spokojem kupić piwo w hipermarkecie i już nie muszę się denerwować czy u bukmachera nie spytają o moje 18 lat. I co z tego? To jest takie… zwyczajne. Kiedyś myślałem, że to będzie niewiadomo co, jak pójdę do urny z długopisem i postawie krzyżyk. Byłem, postawiłem, wyszedłem. Jak było? Jakbym stawiał krzyżyk na kartce papieru, którą wrzucam do urny. Inaczej to sobie wyobrażałem jako dziecko.
Znalazłem jeszcze parę kaset magnetofonowych i VHSów, które kiedyś odtwarzałem na okrągło. "Sensible world of soccer" miałem sobie ściągnąć, grę przez którą za czasów Amigi miałem sporą przerwę w życiorysie... Ale ani kaset ani gry nie tknę. Było, minęło. Niech zostanie w mojej głowie takim, jakie tam jest.
No tak, ale co z tym zdjęciem? Przecież papier (fotograficzny też) jest cierpliwy. Może jednak kiedyś naprawdę „trawa była zieleńsza, a światło jaśniejsze”?