CO TO JEST MIŁOŚĆ?

 


 

Nad tym pytaniem głowią się od setek lat filozofowie, myśliciele i psychoanalitycy. Debatują, czy to oparte na doznaniach zmysłów przemiany chemiczne w mózgu, czy też jakaś ponadpoznawalna siła. I uparcie szukają jakiejś odpowiedzi. A zamiast myśleć nad naturą człowieka i studiować sterty ksiąg z opisem zachowań ludzkich wystarczy wyjść na ulicę, by doznać olśnienia.

 

Jadę pociągiem. Obok mnie siedzi dwoje studentów. On jest dla niej miły, stara się jakoś rozmawiać, ona, zajęta książką i/lub komórką, robi co może by okazać mu swoją niechęć, nawet i w mało wyszukany sposób („odwal się, debilu”). Toczy się chwilami urywana rozmowa, z której dowiaduję się, że ci państwo niegdyś stanowili parę, ale widać w jakichś raczej mało przyjemnych okolicznościach się rozeszli. Z dialogu wynika, że była to inicjatywa owej damy. Los jak widać zetknął ich z powrotem w pociągu. Obecnie oboje są stanu wolnego, przy czym kobiecie się nie dziwię, bo w charakterek ma taki, że trzeba mieć nie po kolei we łbie, żeby się z kimś takim wiązać. Ale czy ten jegomość miał faktycznie zaburzenia pracy kopuły? Raczej wyglądał na kogoś, komu bardzo na niej zależało i że cała ta sytuacja jest dla niego co najmniej przykra.

 

W końcu dialog osiąga punkt kulminacyjny:

Ona: „Czego Ty znowu ode mnie chcesz? Mi tam bez Ciebie jest lepiej niż było wcześniej!”

On: „Wiesz, mi teraz tak na zdrowy rozsądek też jest lepiej…”

Ona: „No, więc jaki problem?”

On: „Nie wszystko można brać na zdrowy rozsądek…”

 

To właśnie jest miłość.

 


 

JĘDRZEJ IV ŚNIADY

 


 

 PS. Nie, nie podsłuchuję intymnych rozmów innych. Ja po prostu słyszę krzyki współpasażerów...