::: WYWIAD
Z ALESSANDRO PETACCHIM :::
|
Tekst
pochodzi z serwisu szosa.rowery.org i został opublikowany za zgodą
autorów! Kopiowanie zabronione! |
Alessandro Petacchi zmieni od
przyszłego roku pracodawcę. Jednak na razie ten 31-letni sprinter występuje
jeszcze w koszulce Fassa Bortolo i to w jej barwach będzie chciał powiększyć
swoje konto zwycięstw w tym sezonie.
Jego licznik zatrzymał się na dziś dzień, na
liczbie 21. Okazji do poprawy tego wyniku Petacchi będzie miał jeszcze
wiele. Przed nim start w Vuelcie a Espana oraz mistrzostwach świata w
Madrycie. Właśnie m.in. o tych imprezach mówił w wywiadzie udzielonym dla
portalu t-mobile-team.de.
>> Już trochę dni minęło, kiedy Fassa Bortolo poinformowała, że nie
przedłuży umowy sponsorskiej. Jak się Pan teraz czuje, po tym
"szoku"?
W dalszym ciągu jestem trochę smutny, nawet bardzo smutny. Fassa Bortolo była
dla mnie jak druga rodzina. Co prawda już sporo czasu wcześniej były znanie
plany sponsora, ale jeszcze każdy miał nadzieję, że zmieni on swoją
decyzję.
>> Po tym komunikacie wiele współpracowników płakało, również na Pańskiej
twarzy było widać łzy. Co było tak szczególnego w tym teamie?
Tak, jak powiedziałem, zespół był rodziną. To właśnie w tej ekipie
zostałem prawdziwym Alessandro Petacchim, ta grupa mnie uformowała. Wszystko
działało wręcz perfekcyjnie. Taki stan rzeczy nie spotyka się wszędzie.
>> Przed Panem ostatnie tygodnie w niebiesko-białej koszulce. Czy będzie to
dodatkową motywacją na zbliżające się wyścigi?
Nie, zawsze jestem w 100% skoncentrowany. Jednak oczywiście, bardzo byłbym
zadowolony, gdybym został zapamiętany, jako mistrz świata.
>> Prawdopodobnie wraz z Panem do Domina Vacanze przejdą też Pańscy
koledzy: Marco Velo i Fabio Sacchi. Według gazety "Gazzetta dello
Sport" mają oni być również przez Pana osobiście opłacani. Dlaczego
ta dwójka jest tak dla Pana ważna?
Jeszcze sprawa nie jest przesądzona, czy będą mi towarzyszyć. Jednak, gdy
taka decyzja zapadnie, to będą opłacani przez kierownictwo teamu. Jadą w
końcu dla całej drużyny, a nie dla mnie. Są dla mnie bardzo ważni,
ponieważ znamy się już bardzo długo i wiem, że mogę im ufać. W sprincie
ogromną rolę odgrywa zgranie. Dlatego kiedy trafi się na pomocnika, przy którym
człowiek czuje się świetnie, najlepiej byłoby, takiego partnera nie
zmieniać zbyt często.
>> Jednak tych dwóch kolarzy nie stanowi przecież całego "pociągu
sprinterskiego". Czy istnieją inni zawodnicy, których chętnie by Pan
widział u swego boku w nowym teamie?
Gdybym mógł, wziąłbym z sobą kompletną drużynę. Myślę jednak, że
Domina Vacanze jest zespołem niezłym. Odpowiedzialni za wynik ludzie,
manager i dyrektorzy sportowi, znajdą z pewnością kolarzy i współpracowników.
>> W Fassa Bortolo każdy pracował dla Pana, jako swojego kapitana. Zasada ta
będzie obowiązywać też w Domina?
Nie zgadza się, że wszyscy w Fassa pracowali dla mnie. Zdarzało się,
owszem. Ale również dochodziło do sytuacji, gdy w wyścigu ważniejsi byli
inni kolarze, niż ja. Naturalnie, gdy o wygranej decydował finisz, mogłem
liczyć na pomoc kolegów, bo byłem najszybszy. Ale kiedy przebiegał w inny
sposób i nic nie wskazywało na to, że zakończy się on sprintem, pracowało
się dla innego zawodnika. Sądzę, że podobna strategia będzie też w
Domina.
>> W ostatnich tygodniach miał Pan pecha, złapał kilka kontuzji. Najpierw
narzekał Pan na nadwerężenie, potem ból w palcu. Jak długo jeszcze, te
urazy będą Panu przeszkadzały? Jak Pan sądzi...
Mój palec sobie złamałem, dlatego jeszcze kilka tygodni będę go odczuwał,
niestety. Mam nadzieję, że do Vuelty a Espana wrócę do pełnej formy.
>> A’propos Vuelty, to oprócz niej w planie ma Pan jeszcze udział w
madryckich MŚ. Myśli Pan, że będzie miał Pan szanse w tym wyścigu?
Kiedy będę się czuł dobrze, mogę wygrać kilka etapów w VaE. I kiedy będę
się czuł dobrze, mogę być znaczącą postacią w mistrzostwach świata.
:: szosa.rowery.org
::
|