::: U
CARA NA MEMORIALE :::
::
CAR PIŁKI
Zmarły przed ponad dwoma laty Łobanowski
zapisał się w historii radzieckiego i ukraińskiego futbolu nie tylko jako
wybitny trener (2x PZP, 8x Mistrzostwo ZSRR, Superpuchar Europy, 5x
Mistrzostwo Ukrainy z Dynamem Kijów; brąz IO’76 i srebro ME’88 z
reprezentacją ZSRR), ale i piłkarska gwiazda Dynama, gdzie to rozegrał
ponad 250 meczów ligowych, strzelając 71 goli. Słynął z tego, że jako
pierwszy trener stosował nowoczesną technikę przy ustalaniu programu
treningów. Stało się tak dzięki temu, że miał przyjaciela w kijowskim
centrum nauk i mógł korzystać z niecodziennego jak na owe czasy sprzętu,
zwanego komputerem. Ale nawet po latach, kiedy technika zawitała do futbolu
na stałe, potrafił zaskakiwać czymś nowym, do tego stopnia, że prowadzone
przez niego Dynamo roznosiło w proch i pył Barcelonę w Lidze Mistrzów.
Futbolem zajmował się do samego końca. Przyczyną jego śmierci stała się
nieudana operacja neurochirurgiczna, przeprowadzana wskutek komplikacji po
zawale serca, którego doznał w czasie meczu Dynama z Metalurgiem Zaporożec.
Teraz kibiców przybywających na stadion w Kijowie wita jego wielki pomnik. Z
wbudowanym monitorem, pokazującym największe sukcesy. Jego i klubu.
::
TRZECI, CHOĆ PIERWSZY
|

|
|
|
Ambitna gra Polaków |
|
W dwóch poprzednich turniejach
brały udział kluby, dwukrotnie zwyciężali gracze Dynama Kijów. W tym roku
zdecydowano się na zmianę i po raz pierwszy zaproszono reprezentacje krajów.
Choć obsada może na kolana nie powala, to jednak warto wspomnieć, że te
cztery reprezentacje w eliminacjach MŚ przegrały w sumie tylko jeden mecz.
Było to nasze 1:2 z Anglią, a Serbowie z Czarnogórcami nie stracili jeszcze
nawet bramki. Można więc powiedzieć, że do Kijowa zjechały jedne z
najlepszych reprezentacji w Europie. Wszak statystyki kłamać nie mogą.
Zapowiedziano przybycie najsilniejszych zawodników, można powiedzieć, że
zapowiedzi się spełniły, choć z zaangażowaniem w turniej towarzyski
zawsze bywa różnie. A nagroda (100 tys. euro do podziału) zbyt kusząca dla
gwiazd być nie mogła. Pozostało wierzyć, że trenerzy, dla których to
ostatnia okazja do sprawdzenia możliwości swoich podopiecznych, zmobilizują
ich na tyle dobrze, że Łobanowskiemu spoglądającemu z zaświatów wymaluje
się na kamiennej twarzy podziw dla zaangażowania zawodników.
PÓŁFINAŁY
POLSKA- SERBIA I CZARNOGÓRA 3-2
(Frankowski 30, 42-k, Rasiak 37- Zigić 32, Widić 59)
Naszej reprezentacji tak
skutecznie grającej jeszcze nie widziałem. Jej gra nie jest jakaś powalająco
piękna, zachwycająca ani zapierająca dech w piersiach. Nasi grają tak, aby
strzelić jedną bramkę więcej niż przeciwnik. I robią to świetnie. Dziękujmy
niebiosom za Frankowskiego, jego spokój i grację, z jaką pokonuje
bramkarzy, czy tak jak tutaj, kieruje piłkę do pustej bramki, po nieczysto
trafionym strzale Sobolewskego. Bądźmy mu wdzięczni zagranie z wolnego, które
Rasiak ładną główką zamienił na bramkę. Chwała za pewnie wykonaną
jedenastkę, zarobioną przez Dudkę. Pozostaje pytanie, dlaczego była to
jedyna akcja skrzydłem obrońcy Wisły Kraków? Tajemnicą jest, czemu Mila
grał w ataku, skoro sobie wyraźnie nie radził. Przyrowskiego zjadła trema,
po jego błędzie powinno być 3-3, ale Milosewić, który takich sytuacji
marnować nie zwykł, przestrzelił. Przy pierwszym golu zaspał Bąk, Żigić
po dobrym dograniu Keżmana nie miał problemu z pokonaniem niezbyt pewnego skądinąd
Kowalewskiego. A druga bramka to albo kunszt Widicia, albo gafa naszych obrońców.
Ja widzę w tym drugą opcję, bo trzech obrońców jednego zawodnika mogłoby
upilnować… Tym niemniej zwycięstwo cieszy. Tym bardziej, że
odniesione w nieco eksperymentalnym składzie nad wyżej notowanym rywalem.
UKRAINA- IZRAEL 0-0, karne 3-5
(karne- Gusin (poprzeczka), Tymoszczuk, Rotan, Gusiew- Gerson, Tohama, Suan, Harazi, Keisi)
Choć Ukraińcy w mocno rezerwowym
składzie, nikt sobie nie wyobrażał, aby gospodarze nie wystąpili w finale.
A tymczasem po nudnym jak panel dyskusyjny o erozji aluwialnej warstwy
podglebia spotkaniu taki właśnie scenariusz nastąpił. Może i Ukraińcy
przeważali, ale groźniejsi w atakach byli Izraelici. W szeregach gospodarzy
ochotę do gry wykazywali jedynie Husiew i Nazarenko. Trzykrotnie po cudownych
rajdach idealnie obsłużyli oni Wenglińskiego, ale ten psuł koszmarnie
sytuacje sam na sam, choć honory trzeba oddać Haraziemu i Dawidowiciowi.
Izrael oddawał groźne strzały z dystansu, ale Szowkowski był na
posterunku. W 89 minucie mogło być po sprawie, ale strzał Suana z półobrotu
trafił wprost w ukraińskiego bramkarza. Zgodnie z regulaminem dogrywki nie
ma, więc po 90 minutach nastąpiły wreszcie jakieś emocje, w postaci zarządzonych
przez Tomasza Mikulskiego karnych. Poza Gusiewem, który strzelił minimalnie
za wysoko, nie pomylił się nikt i z awansu do „wielkiego finału”
(Mateusz Borek) cieszyli się gracze z Izraela.
O TRZECIE MIEJSCE
UKRAINA- SERBIA I CZARNOGÓRA 2-1
(Rebrow 61, Nazarenko 71- Keżman 90)
Według bukmacherów do tego
spotkania miało dojść w finale. To jedyny zawód, w którym zarabia się na
własnych pomyłkach. Ukraińcom bardzo zależało na zreflektowaniu się za
mecz z Izraelem, Oleg Błochin wystawił do składu Szewczenkę i Woronina,
ale na niewiele to się zdało. Tak słabo grającego Szewy dawno nie widziałem,
wyglądał jakby ciągle miał przed sobą Dudka wyłapującego jego karnego.
Na ciekawszą akcję trzeba było czekać do 37 minuty, kiedy to Jewrić po
zamieszaniu podbramkowym dwukrotnie ratował swój zespół przed utratą
bramki. Pięć minut później byłby już bez szans, ale Rykun będąc cztery
metry przed bramką zdołał przestrzelić. Gol padł dopiero po godzinie, w
polu karnym piłkę otrzymał Nazarenko, dobrze się zastawił, biorąc na
siebie trzech obrońców, dograł do nieobstawionego Rebrowa, a ten strzelił
obok bezradnego Jewricia. Serbowie rzucili się do odrabiania strat, już trzy
minuty później powinien być remis, ale najpierw piłkę z linii bramkowej
wybił Husiew a dobitki Gawrancicia i Jestrowicia zatrzymały się na
Starcewie. W 68 minucie rozegrała się najładniejsza akcja meczu. Duliaj
przejął piłką pod własnym polem karnym, dograł prostopadle do
Djordjewicia, ten identycznie do Zigicia, który strzelił pięknie pod
poprzeczkę, a jeszcze piękniejszą obroną popiszą się Starcew, przerzucając
futbolówkę nad bramką. To, co nie udało się Serbom, udało się Ukraińcom,
konkretnie Nazarence, który strzelił z rzutu wolnego w samo okno bramki
Jewricia, ten ani drgnął, choć piłka leciała tyle, że mógłby chociaż
próbować. Zachęcony sukcesem strzelec drugiej bramki spróbował ponownie
strzału z dystansu trzy minuty później, ale spudłował niemiłosiernie. W
końcówce dwie dobre okazje miał Keżman, najpierw trafił z 3 metrów
prosto w ukraińskiego golkipera, a w 90 minucie wykończył dostawiając nogę
ładny rajd skrzydłem Korowana. W doliczonym czasie gry Ukraińcy mogli podwyższyć
wynik, Husiew po 45 metrowym rajdzie dograł idealnie do wychodzącego na
czystą pozycję Wenglińskiego, ale ten pomylił się o centymetry. Nasi sąsiedzi
wygrali zasłużenie, choć obie drużyny grały mało widowiskowo, często
bez pomysłu. Serbowie oparli grę na długich dośrodkowaniach w pole karne z
nadzieją, że może coś z tego będzie, a Ukraińcy starali się
rozmontowywać obronę przeciwnika krótkimi dokładnymi podaniami. Obie
taktyki zawodziły, mnożyły się straty, ale kontry były wyprowadzane
powoli i ospale. Ale wystarczy przypomnieć, że był to tylko mecz
towarzyski, aby wszystko stało się jasne.
FINAŁ
POLSKA- IZRAEL 3-2
(Szymkowiak 19, Rasiak 78, 89- Nadir 35, Katan 47)
 |
|
| Marzy się podobny
widok za rok na MŚ |
|
Finał, a stadion w Kijowie
pustawy. Dobrze, że chociaż kibice z Polski się pofatygowali, a jeszcze
lepiej, że spotkała ich za to nagroda, wszak nie wiadomo, kiedy kapitan
polskiej reprezentacji wzniesie jakiś puchar. Początek meczu dość wyrównany,
Boruc obronił groźne strzały Golana i Nadira, a z naszej strony dobrą
okazję zmarnował Frankowski, nie trafiając czysto głową w dośrodkowanie
Krzynówka. W 19 minucie dobrym rajdem popisał się Smolarek, minął dwóch
rywali, dograł do Żurawskiego, który pobiegał trochę po 18 metrze i dograł
do Szymkowiaka, a ten cudownym strzałem pod poprzeczkę wyprowadził biało-
czerwonych na prowadzenie. Kiedy wydawało się wszem i wobec, że
„pojedziemy z nimi” straciliśmy Boruca, który wychodząc do szarżującego
Golana zahaczył go i za to wyleciał z boiska. Za Frankowskiego wszedł
Przyrowski i wpuścił wszystko, co się dało. Najpierw po faulu poprzednika
Nadir uderzył z wolnego pod uniesioną przez Smolarka nogą, gdyż ten
przestraszył się lecącej piłki i kończyną winną znajdować się na
ziemi zasłaniał narządy niezbędne mu poza boiskiem. Młody golkiper
Groclinu spokojnie patrzył jak futbolówka wlatuje do jego bramki. Podobnie
zachował się, kiedy w 47 minucie piłka uderzyła w słupek, po czym wpadła
pod nogi Katana, który nieoczekiwaną zdobycz umieścił w siatce, bo
niestety Przyrowskiemu biernością dorównali obrońcy. Izraelczycy
postanowili dokończyć dzieła zniszczenia, ale zabrakło im trochę szczęścia-
Harazi główkował obok tuż słupka (Przyrowski nie wyszedł do dośrodkowania),
a Golan już w słupek (nawias jak wyżej). Minutę później siły się wyrównały-
Krzynówek był faulowany na skrzydle, dyskusję z sędzią rozpoczął
Harazi, za co otrzymał drugą tego dnia żółtą kartkę. Już minutę później
centra Żurawskiego minimalnie minęła bramkę Awada. Następna akcja
przyniosła nam bramkę, Rasiak, zwany Rasialdo, popisał się akcją na miarę
Ronaldo z jego najlepszych lat (Oj,
Andrzej, tu przesadziłeś – porównywanie Rasiaka do Ronaldo jest
cokolwiek, tego, no… no nie na miejscu po prostu :P Nie w moim podkąciku
:P - Tux), przejął piłkę w środku
boiska i dograł do znajdującego się na spalonym Niedzielana. Ten, zdając
sobie sprawę z powagi sytuacji, piłki nie dotknął, Rasiak pojął swój błąd,
dobiegł do własnego podania, minął rywala i podjął nieudaną próbę dośrodkowania.
Awad jednak, trącany przez Szymkowiaka wypuszcza piłkę z rąk, szybko
dopada do niej lis pola karnego- Rasialdo i delikatnym lobem lokuje piłkę w
siatce. Izraelici mieli jeszcze groźną jedną akcję, ale Jop i Rząsa dali
radę wybić piłkę zanim do akcji nie wkroczyłby Przyrowski. W 88 minucie
kopia akcji, po której Harazi wyleciał z boiska. Tym razem dośrodkował
Krzynówek, Lewandowski trącił piłkę, a nogę do zmierzającej obok bramki
piłki dostawił Rasiak, pieczętując swój tytuł Króla Strzelców III
Turnieju imienia Walerego Łobanowskiego Kilka chwil później sędzia
zagwizdał po raz ostatni i nasza wiktoria stała się faktem.
::
UKRAIŃSKA ZSYŁKA
Wypadałoby, żeby gospodarzom się
chciało grać, a tymczasem na najbardziej zniechęconych wyglądali właśnie
oni. Szewczenko, Woronin albo Rebrow powinni sami decydować o losach meczów,
zamiast tego snuli się po boisku bez większej ochoty do gry. Po Serbach też
można się było spodziewać więcej niż przegranej obu meczów i zajęci
ostatniego miejsca w turnieju, choć to bardziej była sprawa umiejętności
niż zaangażowania, bo o trzecie miejsce walczyli bardziej niż gospodarze.
Izrael, w takich okolicznościach, zwietrzył swą szansę na zdobycie tytułu
i gdyby nie czerwona kartka w finale możliwe, ze nie wypuściliby tej szansy
z rąk. Polacy wygrali zasłużenie, w obu meczach prezentując się dobrze i
skutecznie, wykazywali dużą chęć do gry, widać dobrze zmotywowani przez
trenera Janasa. Z optymizmem możemy patrzeć na mecze eliminacyjne, grane z
łatwiejszymi rywalami i do tego u siebie.
::
KOMU PUCHAR, KOMU?
Nie
ma co ukrywać, odwykliśmy od sukcesów. Do tego stopnia, że kiedy trzeba było
odebrać puchary za zwycięstwo, nasi reprezentanci, onieśmieleni, nie
wiedzieli, kto ma dostąpić tego zaszczytu. Do tego stopnia, że Ukraiński
oficjel musiał długo krążyć z nim dookoła Polaków, zanim Kłos
zdecydował się na uniesienie zdobyczy ku niebu. Cudownie by było, gdyby
zdobyte teraz doświadczenie w odbieraniu trofeów zaowocowało za rok, po
Mistrzostwach Świata w Niemczech. Ja, niestety, w takie rozstrzygnięcie nie
wierzę, ale na pocieszenie dodam, że w Mistrzostwo Europy dla Greków nie
wierzę do dziś.
::
MOŻE COŚ WIĘCEJ…
Czy Ukraińców stać na
zorganizowanie czegoś więcej niż takiego turnieju? Mówię oczywiście o
Mistrzostwach Europy, o które walczą wspólnie z nami. Pod względem
organizacyjnym turniej był udany, ale w żaden sposób nie pomoże on naszej
kandydaturze. Ukraina może sobie jakoś by poradziła, ale UEFA musiałaby być
bandą kretynów, jeśli uwierzyłaby, ze w ciągu tych siedmiu lat my
zbudujemy sześć stadionów godnych finałów ME, skoro przez ostatnich piętnaście
lat nie powstał ani jeden, a sześć odpowiednich obiektów to trudno byłoby
znaleźć nawet na kwalifikacje Ligi Mistrzów.
::
CO Z NAMI?
Boruc pokazał, że jest
znakomitym bramkarzem, na przygodę Przyrowskiego z kadrą jeszcze za wcześnie.
Kłos jest obecnie klasą sam dla siebie, Lewandowski jest obrońcą a nie
pomocnikiem, nie wiem, czemu Janas tego nie pojmuje. Dobre wrażenie pozostawił
Jop, może to nie koniec jego przygody z kadrą. W pomocy najlepsi byli
Sobolewski, Krzynówek i Szymkowiak, Kosowski tradycyjnie zawodzi, Gorawski
gra dużo słabiej niż w Wiśle, a Smolarek, choć widać jego umiejętności,
słabo rozumie się jeszcze z resztą kadry. Co do napastników, to trener może
mieć problem, na kogo postawić. Przy czym pozycja Frankowskiego jest pewna.
A co było nie tak? Nasi boczni obrońcy grają trochę za mało ofensywnie i
ciągle szwankuje prawe skrzydło. Rząsa (choć dawno nie prezentował się
tak dobrze) powinien grać bardziej do przodu, tak jak to czyni Baszczyński,
a prawoskrzydłowym powinien być niezmiennie Smolarek, pozwala mu na to
technika, trzeba go jedynie bardziej ograć z kolegami. Ale w takiej
dyspozycji kadry o awans na MŚ możemy być spokojni.
DRUŻYNA TURNIEJU
BR: Dawidowić
OBR: Rząsa, Baszczyński, Kłos, Harazi
PO: Sobolewski, Nazarenko, Gusiew, Djordjewić
AT: Frankowski, Rasiak
(Co
do jedenastki turnieju to nie jest nastawienia propatriotyczne, wymienieni są
ci, którzy na to wyróżnienie naprawdę zasłużyli. Tux, żałuję, że nie
widzę Twojej miny w momencie gdy czytasz moje porównanie Rasiaka do
Ronaldo:) -JIVŚ)
(Andrzej… no jak babcię kocham, jasnowidz… ja już się dopisałem
wcześniej, a Ty mi teraz wyjeżdżasz… więc to ohydna prowokacja była!
:P – Tux)
:: Jędrzej
IV Śniady ::
|