::: TURNIEJ
W CINCINATTI :::
Zaczęło
się od pogromu rozstawionych. Wprawdzie porażka beznadziejnego na twardej
nawierzchni Puerty nikogo nie zdziwiła, a i odpadnięcia gasnącego w oczach
Henmana też nie można było wykluczać, to przegrane T. Johanssona i Nadala
z całą pewnością zasługują na miano sensacji. Zwłaszcza osiągnięcie
tego drugiego, który ledwo po wygranej w wielkim stylu w Montrealu przegrał
z nisko notowanym Czechem Berdychem. Tuż przed turniejem wycofał się
Agassi, nie chcąc przemęczać trapionego kontuzjami kręgosłupa, w efekcie
czego z faworytów dwie pierwsze rundy przebrnęli tylko Federer, Safin,
Hewitt i Roddick. W ćwierćfinale z tego grona odpadł jeszcze Safin ulegając
rewelacji turnieju, reprezentantowi gospodarzy Ginepriemu.
Turniejowa drabinka w półfinałach zetknęła ze sobą Federera i Ginepriego
oraz Hewitta i Rodicka. Znacznie większe emocje towarzyszyły meczowi tej
pierwszej pary, Amerykanin grał naprawdę świetnie, choć oczywiście na
Federera wystarczyć to nie mogło. Tym niemniej Szwajcar nie czaruje już tak
bardzo swą grą, do zwycięstwa potrzebował trzech setów. Drugi mecz miał
scenariusz charakterystyczny dla spotkań Roddicka- wejdzie pierwszy serwis to
jest po wszystkim, jak nie to sprawę załatwia jakiś zabójczy forehand. I
choć Hewitt biegał jak mógł, to w obecnej dyspozycji nie mógł znaleźć
sposobu na potężne uderzenia Amerykanina i przegrał, nie ugrawszy nawet
seta.
W finale wiadomo było, co się stanie - Roddick ma kompleks Federera i nie
przełamał go również tym razem. Szwajcar zawsze znajduje sposób na
atomowe serwisy Amerykanina tak na trawie jak i na korcie twardym, siłę
pokonuje techniką i finezją. Trzeba przyznać, że Roddick rozegrał dobrą
partię, ale co z tego, skoro Federer wyczuł momenty, w których należy
przycisnąć, dwa razy przełamał rywala i było po sprawie.
To był 22 z rzędu wygrany przez Federera finał. Szwajcar jeszcze nigdy
dochodząc do finału nie schodził z kortu pokonany. W turniejach serii
Masters przegrał w tym roku tylko raz, wygrywając dwadzieścia siedem spotkań.
Bilans całoroczny jeszcze piękniejszy: 64-3. W 2005 z Federerem wygrać
potrafili tylko Hrbaty, Nadal i Safin. I nie wydaje się prawdopodobne, aby
ktoś dołączył do tego grona. Osiemnaście wygranych meczów z rzędu, jeśli
nie przegra w US Open i finale Masters, pobije rekord Samprasa. Ale póki co
wywalczył dziewiąty tytuł w tym roku. I wszystko wskazuje na to, że nie
ostatni.
:: Jędrzej
IV Śniady ::
|