::: SUPERPUCHAR
EUROPY: ZNOWU NUDY! :::
Na początku chciałbym zauważyć, że już drugi rok z rzędu w meczu o Superpuchar nie uświadczymy zespołów pokroju Realu czy Juventusu. Kolejny raz najważniejsze klubowe trofea przypadły drużynom z nie najwyższej półki. Dla przypomnienia, rok temu Valencia wymęczyła zwycięstwo 2:1 nad FC Porto. W tym roku Zmierzyły się zespoły Liverpoolu i CSKA Moskwa (a więc ponownie największe niespodzianki odpowiednio Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA). I nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że wartość zwycięskich drużyn w nie tak znowu długim czasie oszałamiająco spadła. Rok temu zdecydowanie poniżej poziomu zagrały Valencia i Porto, teraz słabiutko wypadł Liverpool (a przypominam, że cały czas mówimy o teoretycznie najlepszej drużynie Europy...).
Ale od początku. Spotkanie zaczęło się od niezobowiązujących wymian piłek pomiędzy zawodnikami Liverpoolu i sporadycznymi wypadami zawodników CSKA, w zbyt małej jednak liczbie by poważnie zagrozić bramce The Reds. Anglicy stwarzali sobie sytuacje, nie dość jednak klarowne, by móc je wykorzystać. Żeby strzały zza pola karnego przyniosły skutek, trzeba mieć bowiem albo szczęście, albo wyregulowany celownik. Niestety, Morientes, Luic Garcia i Dietmar Hamann nie posiadali ani jednego, ani drugiego.
Pierwsza bramka padła jednak dość wcześnie, bo już w 28. minucie. Zdobył ją Daniel Carvalho, wykorzystując koszmarny błąd defensywy Liverpoolu (źle założona pułapka ofsajdowa) i nienajlepsze ustawienie Giuseppe Reiny. Uderzenie w krótki róg z ostrego konta obciąża Hiszpana, ale zdecydowanie gorzej zachowali się defensorzy The Reds.
O dziwo, wynik utrzymywał się naprawdę długo. Liverpool po przerwie atakował, ale w dalszym ciągu nie potrafił znaleźć recepty na skomasowaną obronę CSKA. Gry kombinacyjnej nie uświadczyliśmy, podobnie zresztą jak i rajdów skrzydłami. Na szczęście w 79. minucie opamiętał się Rafael Benitez i wpuścił na boisko napastnika, który obecnie ma najwyższą formę spośród wszystkich graczy The Reds. Djibril Cisse, bo to o nim mowa, już w trzy minuty po wejściu na boisko zdobył wyrównującą bramkę. Inna sprawa, że zagrywał przy tym ręką... Pochwalić tu trzeba Reinę, który zdecydowanym wykopem po jednym z nielicznych ataków CSKA uruchomił dwójkę napastników i niemal zaliczył asystę przy tej bramce.
Końcówka spotkania nic już nie zmieniło i postawny sędzia z Holandii chcąc - nie chcąc, musiał zarządzić dogrywkę ;-). A dogrywka to była taka "pigułka" całego meczu - dwie bramki i poza tym sporo nudów. Pierwszą z nich, w 13. minucie, zdobył ponownie Djibrill Cisse, wykorzystując błąd Ignaszewicza po długim podaniu Hamanna. Bramkarz wprawdzie sparował pierwsze, niezwykle silne uderzenie, ale przy dobitce musiał już skapitulować. Po tym golu CSKA zaczęło atakować większą ilością zawodników i nadziało się na ostatnią w tym meczu kontrę. Ponownie dalekie podanie Dietmara Hamanna i ponownie Cisse, który tym razem doskonale podał wprost na głowę Luisa Garcii. 3:1 i Superpuchar Europy w rękach piłkarzy Liverpoolu!
Zdobywca Pucharu Mistrzów udowodnił swoją wyższość, ale dopiero w dogrywce, do której zresztą doszło po dosyć problematycznym trafieniu... CSKA przez niemal cały mecz spisywało się świetnie, wypełniając doskonale założenia taktyczne. Niestety defensywa posypała się w najmniej odpowiedniej chwili i zamiast świętować Rosjanie musieli
zadowolić się srebrnymi medalami.
W 21 numerze AM Sport przy tej samej okazji pisałem, że mecz o Superpuchar powinno się rozgrywać tuż po zakończeniu sezonu (czyli mniej-więcej tydzień/dwa po finale LM). Swoją opinię podtrzymuję, znów potwierdziło się, jak bardzo może się przez kilka tygodni zmienić oblicze zespołu. O ile nie mam tu większych pretensji do CSKA, które zagrało chyba nawet lepiej niż w Pucharze UEFA, to Liverpool zwyczajnie rozczarował i pokazał, ile jeszcze pracy czeka Rafaela Beniteza w tym sezonie.
Liverpool FC - CSKA Moskwa 3:1 (1:1, 0:1)
Bramki: Djibril Cisse (82 i 103), Garcia (109) - Daniel Carvalho (28).
Żółte kartki: Zenden, Josemi, Hyypia, Pongolle.
Sędzia: Rene Temmink (Holandia). Widzów: 17 000.
Liverpool: Reina, Finnan (55-Pongolle), Hyypia, Riise (79-Cisse), Luis Garcia, Alonso (70-Sissoko), Hamann, Josemi, Morientes, Carragher, Zenden.
CSKA: Akinfiejew, Ignaszewicz, Aleksiej Bieriezucki, Wasili Bieriezuci, Odiah (90-Gusiew), Daniel Carvalho, Vagner Love, Krasic (85-Dudu), Żirkow (66-Semberas), Aldonin, Rahimic.
:: Tuxedo
::
|