::: PAO
- WISŁA: ANALIZA PSYCHOLOGICZNA :::
:: Wstęp
Od razu na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jest to żadna relacja, a raczej coś w stylu amatorskiej analizy psychologicznej. Tak więc zwolenników "innych" tekstów zapraszam do czytania, a przeciwników takich artykułów zapraszam tym bardziej.
:: Kibice
Początkowo nie miałem zamiaru pisać nic o meczu rewanżowym trzeciej rundy kwalifikacyjnej do Ligi Mistrzów przegranego przez Wisłę 1:4. Po pierwsze, uważałem, że już wszystko o nim napisano, a po drugie chciałem go wymazać z pamięci. Jednakże po kilka dniach, które minęły od felernego spotkania nabrałem do niego nieco dystansu. Na takie mecze zwykle różnie reagujemy. Czasem ogarnia nas przejmująca złość i pytanie samego siebie, czemu to MY zawsze mamy takiego pecha,
czemu to NAM nigdy się nie udaje. Czasem też narasta w nas tak ogromny bunt, że mamy dość i polskich drużyn, i polskich piłkarzy, i polskich stadionów, trenerów, kibiców. Najchętniej
odcięlibyśmy się od tego wszystkiego i zazdrościmy tym, którzy obok takiego meczu przechodzą obojętnie. Czyli tym szczęśliwcom, którzy nie borykają się z codziennymi problemami przeciętnego polskiego kibica :), którzy nie muszą godzić się z takimi klęskami. Bywa, że wyzywamy, obrażamy, drwimy i
przedrzeźniamy zawodników. Swoją drogą chyba tylko sport potrafi sprawić, że w w pewnym momencie jednego zawodnika wręcz ubóstwiamy (vide Radek Sobolewski i jego bramka), a w kilka chwil potem nie powiemy o nim jednego dobrego słowa, a wręcz przeciwnie (czerwona kartka). Nastroje więc potrafimy zmieniać bardzo prędko, niejako przystosowujemy się do
otoczenia, znaczy się od zaistniałej sytuacji, którą obserwujemy przez odbiornik telewizyjny. Różne rzeczy wyczytałem po wtorkowej przegranej z Panathinaikosem na forach
dyskusyjnych, czy w komentarzach do newsów na portalach. Z nich wywnioskować
można właściwie jedno - żeby awansować do Ligi Mistrzów musimy zmienić nie tylko piłkarzy, ale i kibiców. Przed meczem, wszyscy Wielcy Kibice kibicują Wiśle, jednoczą się z całą resztą kibicowskiej gromady o czym oczywiście muszą poinformować na wszystkich znanych im forach. Tak żeby wszyscy widzieli. Po meczu jednak - normalka, czyli standardowe, wyćwiczone niemal do perfekcji zachowania. Jakie? - patrz kilkanaście linijek wyżej. Z drugiej strony - "kibice" mają przynajmniej jak trenować ;), wszak radosnych chwil w polskim futbolu jak na lekarstwo.
:: Piłkarze
|

|
|
|
Radość Radka Sobolewskiego.. |
|
Po meczu dochodziły przeróżne słuchy od piłkarzy i działaczy "Białej Gwiazdy". Sam właściciel Wisły groził zawodnikom i nie szczędził słów niezadowolenia. Trudno mu się zresztą dziwić, wiemy przecież dobrze, ile Wisła straciła, a właściwie ile pieniędzy mogła zarobić na awansie do fazy grupowej Champions League. Widzieliśmy również dramaty pojedynczych piłkarzy, oglądaliśmy załamanego Radka Sobolewskiego schodzącego do szatni po otrzymaniu czerwonej kartki, a jeszcze kilka minut wcześniej bohatera, któremu mogliśmy zawdzięczać awans. Niemal wzruszające obrazki widzieliśmy także po meczu, zapłakany Majdan długo pozostanie w pamięci. Słyszeliśmy także rozgoryczenie Tomka Frankowskiego, który nie chce dłużej grać w Wiśle, który nie może pogodzić się tą
porażką i w końcu, który stracił motywację do gry w polskiej lidze. W ogóle z tą motywacją to się dziwne rzeczy porobiły, Marek Zieńczuk również narzeka na jej utratę. Złośliwi kibice mówią, żeby ich przesunąć do trzeciej ligi to ją odzyskają ;). Choć może to jest jedyna droga ;). W takich sytuacjach wszystko jednak zależy od samych zawodników, a dokładniej od ich psychiki. Jeśli są wytrzymali oraz mają prawdziwego ducha walki to poradzą sobie, przecież świat się na jednej przegranej nie kończy. Wprawdzie niektórzy z nich nie grzeszą piłkarską młodością i być może dla nich to była ostatnia szansa na grę
wśród europejskiej elity, lecz muszą oni przełknąć i to. Poddać się nie mogą, gdyż słabość i gorsze umiejętności zaprezentowane na boisku wybaczyć kibice mogą, a poddania się - moim zdaniem nie.
:: A co Leszek czuł podczas meczu?
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego miał, jak każdy, ogromne nadzieje pokładane w piłkarzach spod Wawelu. Wierzył, że portfele po boisku nie biegają, że najważniejsza jest walka, chęci, pewność siebie i mocna wiara w zwycięstwo. Po zakończeniu pierwszej połowy był dumny i mocno podbudowany w swojej wierze. Widział Wisłę przez większość pierwszej odsłony przeważającą nad wielkim, greckim klubem z tradycjami. Cieszył się z tego, że kilkadziesiąt tysięcy greckich kibiców siedziało cichutko na stadionie, podczas gdy "Biała Gwiazda" rozbijała w pył wszelkie nieudolne ataki gospodarzy. Czuł też radość, gdy niewielka, w porównaniu do liczby greckich kibiców, grupka fanów krakowskiego zespołu wykrzykiwała słyszalne "Jazda Jazda Jazda". Na początku drugiej połowy ogarnął go lekki niepokój, był jednak ciągle dość spokojny. Z minuty na minutę niepokój się coraz bardziej powiększał. Po stracie bramek ogarnął go smutek i zmartwienie, bo Wisła była tak blisko. Po golu Sobolewskiego ogarnęła go euforia. Cały urok sportu - pomyślał. Chwilę później ogarnęła go wręcz rozpacz. I znów pomyślał - "cały urok sportu". Bardzo chciał wierzyć, że Wisła da jeszcze radę złapać wiatr w żagle i rzucić się do ataku. Po meczu długo się zamartwiał, długo nie wiedział co myśleć, kogo obwiniać. Bardzo długo nie wiedział dlaczego.
:: Leszek
::
|