::: 1
KOLEJKA PREMIER LEAGUE :::
Najpierw zajmę się
inauguracją sezonu na Wyspach czyli spotkaniem pomiędzy Evertonem FC (4
miejsce ubiegłego sezonu) a Manchesterem United (3 miejsce ub.s.). Zgodnie z
przewidywaniami, słabszy niż w ubiegłym sezonie Everton nie sprostał
kilkunastokrotnie bogatszemu rywalowi ulegając 0:2 po golach Ruuda van
Niesterlooya i wychowanka Evertonu „wonderkida” Wayne'a Rooooo
(Niech klątwa Goodison Park na nim spoczywa na wieki wieków Amen.). Parę ważnych
obserwacji z tego spotkania
Będąc na stażu w
lipcu na Wyspach nasłuchałem się masy wywiadów udzielanych telewizji przez
nowy bramkarski nabytek Man U – 34 letniego Edwina van der Saara. Pan
Edwin bronił już (w Ajaxie) gdy piszący ten artykuł biegał beztrosko za
łaciatą między blokami i nie myślał o problemach otaczającego go świata.
Teraz z Fulham przeszedł do Man U, a oczekiwania były ogromne, gdyż jak
wiemy od czasów legendy Petera Schmeichela Czerwone Diabły NIE MAJĄ godnego
następcy. Fabien Barthez zasłynął ze swej lekkomyślności i ekscentryczności
puszczając idiotyczne bramki poprzez swą brawurę, Roy Carrol znowu z
wpuszczenia śmiesznej bramki, jak to złapał piłkę która to wtoczył mu
się pod pachą do bramki(była to zwykła długa piłka, nie żaden strzał)
aż do Tima Howarda, który to już spisywał się lepiej ale do legendy
Schmeichela to mu dużo brakowało. Więc rówieśnik Duńczyka dziś
zatrzymywał Everton i zrobił to skutecznie, a troszkę się napracował. Tu
kolejna obserwacja
Co by The Toffees poczęli
bez Australijczyka Toma Cahilla, który już 2 sezon jest jedynym człowiekiem
od zdobywania bramek. Tym razem zatrzymał go Edwin, ale następnym razem
pewnie coś strzeli. I z tym związana jest ostatnia obserwacja. Everton znów
będzie wygrywał(o ile) 1:0, lub remisował 0:0, gdyż stosunkowo dobrze się
bronią (tzn teraz stracili cały blok defensywny, to może już nie być tak
różowo) i jak cos strzelą to jeszcze bardziej się bronią. Nie mają składu,
ani pieniędzy jak Arsenal czy ManU, żeby atakować cały mecz, ale nadrabiają
ambicją i za to ich kochamy.
Drugie spotkanie to konfrontacja Manchesteru City z WBA.
Uwaga, ten mecz jest na 2 miejscu ze względu na dwie sprawy. 1. Najniższy
kurs na gospodarza w całej kolejce - 1,69 (nie licząc Arsenalu, no ale..) 2.
POLSKA . Tomasz Kuszczak bohater dwóch meczów poprzedniego sezonu,
bohater sparingów już pewien występu od 1 minuty dostaje info od trenera
przed meczem - Synku, jesteś dobrym bramkarzem, fajnie, że Cię mamy w
składzie. Pobroniłeś już sobie, teraz jednak jest liga i widzisz, ja tu
wypożyczyłem Krzyśka Kirklanda z Liverpoolu...no tych czerwonych co wygrali
Ligę Mistrzów. On jest nadzieją angielskiej piłki, więc musi bronić,
rozumiesz... Ale wiesz, on ma często kontuzje, małego palca, lewego
grzbietu.. pobronisz jeszcze synku kiedyś. Na nieszczęście
Kuszczaka, i tych co postawili na "pewny" "całkiem ładny"
i tzw. "bezpieczny" kurs, znów się zawiedli, po atakach
gospodarzy, paradach Kirkiego i kontrach gości [bez rezultatu] mecz zakończył
się bezbramkowym remisem.
A teraz jeden z meczów promotorów Premier League. A
raczej 9 minutowy to promotor. Nie, spoxgreq nie zwariował [jeszcze]. Mecz
Aston Villa - Bolton Wanderers miał zaiste dziwny przebieg. W 4 minucie
gospodarze wyszli na prowadzenie, po golu nowego nabytku Kevina Phillipsa w 4
minucie. 2 minuty później odpowiedział Bolton, a następne 2 minuty później
wyszedł już na prowadzenie. Jednak po rozpoczęciu gry od środka boiska The
Villans wyrównali na 2:2 i tak po 9 minutach taki wynik widniał na
tablicy świetlnej. Po 90minutach gry również. Bolton miał w 2 połowie
więcej z gry jednak nie udało mu się zmienić rezultatu. Mecz o
niesamowitym przebiegu skończył się na 9 minucie.
Portsmouth - Tottenham. Pompey osłabili się wyraźnie
przed tym sezonem sprzedając Yakubu, czy Kamarę oraz kilku innych wartościowych
graczy. Zgodnie z Ralfem przed sezonem uznaliśmy, że mogą być oni obok
Wigan i WBA kandydatami do spadku. I nasze przypuszczenia poniekąd się
potwierdziły, Koguty przeważały większość meczu i strzeliły dwie
bramki, a ściślej rzecz ujmując jedną, bo w 45minucie do własnej bramki
piłkę skierował Andy Griffin. Przewaga Kogutów na obcym terenie i kilka
szczęśliwych interwencji nowego bramkarza gospodarzy Sandera Westervelda
pokazują, ze albo Pompey są tak słabi w nowym sezonie, albo Tottenham tak
silny. Osobiście skłonię się po troszkę ku każdej z opcji. Portsmouth -
Tottenham 0:2.
Teraz jedna z ciekawiej zapowiadających się
konfrontacji. W naszej mini redakcji uznaliśmy z Ralfem, że mistrz The
Championship z ubiegłego sezonu dokonał najrozsądniejszych zakupów. Mowa
oczywiście o Sunderland. Dziś jednak w inauguracji sezonu dostał srogą
lekcję futbolu od Charlton Athletics. Mecz był ciekawy również dla
wszelkiej maści statystyków. W ostatnich 14 meczach pomiędzy tymi drużynami,
aż 10(!) razy padał wynik remisowy. Jak więc wyglądało to spotkanie? Goście
szybko objęli prowadzenie, lecz gospodarze mieli jeszcze na tyle zacięcia by
wyrównać w pierwszej półgodzinie gry. Walka była całkiem wyrównana,
lecz... W 55min gry wyleciał z boiska jeden Darren Ambrose z Charlton, mimo
tego gospodarze nie potrafili wykorzystać przewagi. Zemściło się to w 64
minucie, kiedy strzałem z rzutu wolnego goście wyszli na prowadzenie, a
potem umiejętnie murowali bramkę wyprowadzając kontry. W 90minucie Darren
Bent udokumentował zwycięstwo 1:3, uciszając entuzjazm Czarnych Kotów.
Znów trzeba będzie uczyć się Premier League, a grają w niej niemal co
drugi sezon...
Teraz kolejny pojedynek beniaminka. Tym razem West Ham
United, czyli popularni The Hammers podejmowali na Upton Park doświadczonych
wyjadaczów z Blackburn, którzy wzmocnili się Craigiem Bellamym min. Szybko
też goście objęli prowadzenie bo w 18 minucie, a gospodarze aż do przerwy
nie wiedzieli jak zmienić obrót spotkania. Na szczęścia w składzie mają
tak doświadczonych zawodników jak Teddy Sheringham, który wyrównał zaraz
po przerwie. Potem atakowali goście, lecz nie wykorzystali swych sytuacji,
tych, które się mszczą i faktycznie tym razem też się zemściły. Nawet
dwukrotnie. W pełni zasłużenie beniaminek pokonuje Blackburn 3:1,
czyli odwrotnie do Sunderlandu. Z ciekawostek, Paul Dickov wprowadzony w
72min. gry opuszcza je z czerwoną kartką po 9 minutach. Nie ma to jak liga
angielska. Start ligi
dla West Ham United.
Mecz Boro i Liverpoolu był bardzo
wyrównany. Dużo strzałów z obu stron, jednak to bramkarze Mark Schwarzer i
Jose Reina byli bohaterami po obu stronach. Ciekawy jestem tego jak to
Liverpool ma być wreszcie w pierwszej trójce ligi, na razie jakoś tego nie
widzę, zresztą krakałem już w temacie "Nowy Sezon", że polityka
pro hiszpańska Rafaela Beniteza może na warunki Premier League skończyć się
po prostu klapą. Boro - The
Reds 0:0.
W najstarszej [i najbrutalniejszej] lidze świata mało
jest spotkań jednostronnych (nie licząc typowych potęg). Akcja szybko
przenosi się z jednej bramki pod drugą, akcja za akcję. Tym razem jednak,
mieliśmy do czynienia z jednym z wyjątków potwierdzających regułę.
Fulham atakowało cały mecz, Birmingham miało tylko Maika Taylora w bramce,
jednak to wystarczyło by wywieźć punkt z gorącego terenu Craven Cottage.
Nawet Mikael Forssell nic wielkiego nie wymyślił, zobaczymy jak The Blues
zagrają przed własną widownia wkrótce, na razie prognozy optymistyczne być
nie mogą. Fulham - Birmingham - 0:0
Teraz mecze niedzielne. najpierw to na co czekali wszyscy
- CHELSEA. Jak mistrz rozpocznie nowy sezon i ile powiezie absolutnego
debiutanta Premier League - Wigan. Kurs był bardzo zabawny na gości - koło
1,3 więc odradzałem jego granie, tzn tylko zdrowy rozsądek, bo wszystko
jest po stronie mistrzów. Mecz miał jednak fantastyczny i niespodziewany
przebieg. beniaminek nie wystraszył się mistrzów, co więcej gra szła cios
za cios, a nabytek gospodarzy Henri Camara niejednokrotnie straszył Petra
Cecha. W 82 minucie serca fanów na całym świecie nabrały niezłych
palpitacji, gdyż po strzale Gary'ego Taele'a z Wigan piłka trafiła w
poprzeczkę. Akcją rozpaczy w 90 minucie Chelsea zdobyła zwycięską bramkę
w 90minuta [Hernan Crespo], ku wielkiemu nie pocieszeniu wszelkich wrogów
chorej i brudnej kasy w piłce oraz arogantów na ławkach trenerskich.
Niepocieszeni byli również wszyscy bukmacherzy świata i gdy Crespo pakował
piłkę do siatki wydali pewnie z gardeł globalne "kurwa, fuck,czy inne
ijueputy" . Żal mi Wigan, ale mam nadzieję, że będą walczyć tak
wspaniale i utrzymają się w lidze. 0:1.
I na koniec Arsenal - Newcastle. Buki zażartowały sobie
z nas racząc nas kursem w granicach 1,4. Newcastle to nie FC Koszyce, więc również
nie polecałem specjalnie tego meczu. Znów słusznie, bo Sroki walczył
dzielnie i gdyby nie wypłakany karny Henriego w 82min. a potem juz zwykły
gol po rzuceniu wszystkiego do ataku Newcastle, to byłoby 0:0. Tak jednak
Arsenal zwycięża Newcastle 2:0.
:: spoxgreq
::
|