| ::: Snajper
... .. . .
"Snajper przyłożył celownik „OSA Snoopera” do oka. W okrągłej ramie zwieńczonej na środku dwoma krzyżującymi się liniami pojawiła się twarz młodego żołnierza wermachtu. Przez celownik można było obserwować każdy szczegół twarzy ofiary: kształt nosa, oczu, kolor włosów, usta.
Ciekawe czy ma rodzinę – pomyślał snajper. – Na
pewno."
Dawid Morajko ::: Mroczny Łowca
... .. . .
"Idę ulicą, jest wieczór, lampy uliczne świecą
bladym światłem, które pada na drogę i nielicznych przechodniów.
Od czasu do czasu spokój przerywa hałas przejeżdżającego auta,
wiatr przybiera na sile. Nagle zapada zmrok, ciemność, która
ogarnia całe miasto. Patrząc tak bezradnie na drugą stronę
ulicy, próbując coś zobaczyć stwierdziłem, że muszę tam podejść,
wszedłem na środek ulicy. Usłyszałem okropne wrzaski, potem
krzyk kobiety. Zobaczyłem ludzi wychodzących ze swoich domów, a
każdy, który wyszedł na zewnątrz padał na ziemię z przeraźliwym
krzykiem na ustach. Zamknąłem oczy i zatkałem uszy, aby nie
widzieć i nie słyszeć tej masakry. Po chwili, gdy otworzyłem
oczy zobaczyłem znowu spokojną i senną uliczkę, którą rozświetlają
lampy. Nie wiedziałem, co się stało, ale zniknęli wszyscy ci
ludzie, którzy byli na chodnikach."
S.Blaine ::: Miłości pragnę
... .. . .
"Właśnie dochodziła godzina dziewiąta,
kiedy moja smutna i, oczywiście, niemalże spóźniona osoba dotarła
do kościoła. Niestety wszystkie miejsca siedzące były już zajęte,
a nie lubię stać w kościele przez całą godzinę. Wole usiąść;
wtedy udawanie, że bycie, tam gdzie się jest przychodzi o wiele łatwiej
– a przynajmniej – zaśnięcie nie prowadzi do potłuczenia się.
Ale dobra, skoro już nie było żadnych wolnych miejsc chyba
najlepszym wyborem jest ukrycie się w cieniu i udawanie tam, że się
nie śpi... więc tak też czynię."
Howard Phillip Lovecraft ::: Alchemik
... .. . .
"Wysoko, na porośniętym trawą wierzchołku wzgórza, którego zbocza i podstawę porastają leśne ostępy z pokrzywionymi, posępnymi drzewami, stoi stare zamczysko moich przodków. Od stuleci jego blanki i krenele spoglądały ponuro na dziką i surową okolicę wokoło, pełniąc funkcje siedziby i warowni dumnego rodu, którego szlachetna linia starsza jest nawet niż porośnięte mchem zamkowe mury. Owe stare, nadgryzione zębem czasu wieżyce składały się ongi, jeszcze w czasach feudalizmu, na jedną z najbardziej przerażających i strasznych fortec w całej Francji. Z jego machikułowych gzymsów i podwyższonych blanków odpierano ataki baronów, hrabiów, a nawet królów, na tyle skutecznie, że jego przestronne komnaty nigdy nie rozbrzmiewały echem kroków najeźdźców. Jednak w miarę upływu czasu wszystko się zmieniło." |