|
Alex Hornbeam :: Dotyk Anioła ... .. .
Otworzyłem oczy. Spojrzałem na swój biały sufit. Tak zaczynałem każdy swój dzień. Zawsze tak samo. Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Wpadłem w rutynę, monotonię. Otwieram oczy, wstaję, łazienka, śniadanie, ubieram koszulę, spodnie i wybieram się do pracy. Potem wracam do domu i do końca dnia marnuje czas na wykonywanie czynności, które nie dają mi żadnej satysfakcji, przyjemności. Wypaliłem się w tak młodym wieku. Nic mnie nie cieszy, niczego mi się nie chce. A jednak dzisiaj obudziłem się z bardzo dziwnym uczuciem. Jak tysiące razy, spoglądam na swój sufit i wydaje mi się on bielszy niż zwykle. Usiadłem na łóżku i poczułem się bardzo wypoczęty i pogodny. Poczułem na karku delikatny, przyjemny dreszcz.
W łazience spojrzałem do lustra, uśmiechnąłem się. Dziwne. Tak dawno się nie uśmiechałem..
Elektryczna maszynka do golenia z brzękiem przesuwała się po mojej brodzie jak każdego dnia, jednak dzisiaj jej dźwięki wcale mnie nie drażniły, a delikatne łaskotanie w miejscu styku ze skórą bawiły mnie i wprowadzały w przedziwny stan. Nie potrafię tego opisać. Delikatne dreszcze przechodziły ciągle po moim ciele, od stóp przez nogi, plecy, brzuch, aż do głowy. Rozgrzewające, przyjemne, lekko drażniące, ale w przyjemny sposób muśnięcia. Tak jakby sierść kota, który przeszedł bardzo blisko, zahaczając delikatnie o skórę swoim futerkiem, albo chłodny wiatr wywołujący gęsią skórkę. To przedziwne, nie odczuwane nigdy wcześniej przeze mnie uczucie towarzyszyło mi przez cały dzień. Kanapka odgrzana w kuchence mikrofalowej pachniała wyjątkowo zachęcająco. Przy każdym kęsie, czułem ciepły ser rozpływający się w ustach. Pijąc sok owocowy, czułem miąższ pomarańczy, z których był wyciskany.
Przeczuwałem, że dzisiaj stanie się coś wyjątkowego. Świat był piękny, a wszystko, na prawdę wszystko wprowadzało mnie w dobry humor. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
Zamykając drzwi na klucz ujrzałem znowu swoją sąsiadkę. Jej staranny makijaż w ogóle nie potrafił zamaskować jej wrednego wyrazu twarzy, jej wścibskiego wzroku, wybałuszonych oczu, szukających byle pretekstu, by zacząć awanturę, albo, kiedy jest w lepszym humorze, przemilczeć i obgadać to z koleżankami. Jednak dzisiaj, jak wszystko zresztą, było inaczej jak zawsze. Spojrzała na mnie i tak jakoś wygięła swoją twarz i się uśmiechnęła do mnie. Zmarszczki przy jej oczach ułożyły się w zabawny kształt przypominający kurze łapki, dając wrażenie szczerego uśmiechu. Chyba taki był rzeczywiście..
Na ulicy nie widziałem tyle brudu, kurzu co zawsze. Ponownie poczułem delikatne muśnięcie w okolicach karku. Wkroczyłem na jezdnię... Coś gwałtownie popchnęło mnie na ziemię. Czułem jakby cały świat obrócił się na bok i uderzył mnie z boku. Inny rodzaj dreszczy przeszedł po lewej stronie mojego ciała. Nie potrafiłem się ruszyć. Silne mrowienie rozchodziło się po całym moim ciele, a na głowie poczułem ciepłą, oleistą ciecz, sklejającą moje włosy. Dopiero teraz ujrzałem niebo, a także zarysy sylwetek kilku ludzi. Nic nie mówili, tylko poruszały im się usta. A może ja już nic nie słyszałem? Stali tak nade mną, coraz bardziej się rozmywając, rozpływając w powietrzu. I był ktoś jeszcze. Cały biały. Klęczał przy mnie i łagodnie się uśmiechał. Miałem takie dziwne uczucie, że nikt inny nie potrafi go dostrzec. Postać wyciągnęła swoją bladą, prawie przeźroczystą, smukłą dłoń i pogłaskała mnie po piersi, a po całym moim ciele rozeszły się te same dreszcze, które czułem od samego rana. Już nic nie widziałem, już nic nie czułem. Umarłem.
18 sierpnia 2005
Alex Hornbeam [lex@aldis.one.pl]

David Morajko :: Przeznaczenie ... .. .
W czasach tak ponurych i niejasnych, tak mrocznych jak najciemniejszy zakątek wszechświata tli się iskierka nadziei wygląda jak gwiazda widziana z planety Nebula, jedyna, którą widać jaśniejącą na bezkresie ciemności, która zewsząd nas ogarnia. Historia mówi, że pod koniec XXI w. ery Neptuna urodzi się wojownik zdolny obalić Keplera, który roznosi mrok we wszechświecie. Kepler, nie umarły jeżdżący w rydwanie zaprzężonym w dwa pegazy, istoty tak niewinne, a zmuszone do służenia złu.
Miecze krzyżowały się z zawrotną szybkością, iskry sypały się po tytanowej podłodze obserwatorium w Ennos. Kepler zamachnął się, wykonał cios od sieczny Knab wykonał blok. Blok, sieczny, piruet, blok, piruet, od sieczny. Kepler z trudem unikał ciosów, ale przejął inicjatywę. Zamarkował cios, odskoczył, ciął prosto od dołu. Próbował rozpłatać pierś Knaba, Nie udało mu się, odwrócił miecz, przysunął się do niego i uderzył klingą w głowę. Krabowi pociemniało przed oczyma.
- Wracaj do domu, Kepler będzie rozsiewał mrok.
- Jeszcze chwilkę mamo
- Chodź już
Mały chłopiec o błękitnych oczach i kruczo czarnych włosach przybiegł do matki, przytulił ją i ucałował w policzek. Weszli do domu. Kładli się do snu, gdy chłopiec zapytał
- Gdzie Tato?
- Teraz nie zrozumiesz, spytaj mnie, gdy skończysz 12 lat
- Dobrze Mamusiu
Przytulił się do mamy i usnął
Czarny rydwan sunął po niebie, a za nim rozrastała się ciemność, nieskończony mrok. Kepler patrzył na małego chłopczyka a on na niego…
- Wszystkiego najlepszego synku
- Och… Mamusiu, dziękuję – powiedział uradowany chłopczyk
- Dziś twoje urodziny
- Dwunaste – Podkreślił chłopiec
- Tak, 12 – uśmiechnęła się matka
Chłopiec starał się zebrać myśli i stworzyć zdanie z sensem. W końcu zapytał.
- Mamo – zagadnął chłopiec – pamiętasz? Mówiłaś mi, że powiesz gdzie jest tato, gdy skończę 12 lat.
- Słuchaj uważnie synku – powiedziała – Tata poleciał walczyć o wolność i niezależność
- Ale, po co? Przecież żyjemy dobrze, niczego nam nie brakuje
- Zrozumiesz w swoim czasie
Dobył miecza, świsnął nim koło palika, spróbował stworzyć jakąś kombinację ciosów. Blok, cios, blok, piruet, odsieczy, sieczny, blok, pozycja wyjściowa, piruet w lewo i cios od dołu. Przeciął liny oplatające słupek treningowy.
- Jeszcze nigdy nie widziałem, aby ktoś tak władał mieczem – powiedział trener, – Który raz w życiu masz w ręku miecz?
- Pierwszy
- Niemożliwe!
- Prawdę mówię mistrzu
- Skoro prawdę powiadasz oznacza to, że jesteś…
Myśliwiec leci za rydwanem, strzela, nie trafia, nadlatują myśliwce wroga, beczka, strzał, jeden poległ zostało jeszcze czterech. Jeden na ogonie, drugi przed nim, a dwa gdzieś z boku. Zwiększył pułap, zwolnił, wyprzedził go ten, który był za nim, posłał serię myśliwiec wroga zerwał, poległ. Jeszcze trzy, beczka, przyleciały te, które były po bokach, strzeliły, on odbił w prawo i wystrzelił pociski, polegli. Jeszcze jeden, na radarze nic nie widać, obejrzał się, popatrzył nad siebie. Jest. Przyspieszył, zwiększył pułap, zanurkował, obrócił się i znalazł się za myśliwcem, strzelił, ale nie trafił bezpośrednio, zgasł mu silnik i poszybował w przestrzeń, a on za nim.
Ciemna hala, dach oszklony, posadzka tytanowa i głos starego człowieka, zmęczonego.
- Nie pokonasz mnie, nie pokonasz niezwyciężonego
- Nie bądź taki pewien – wyciągnął miecz, wywinął nim majestatycznie.
- Takie sztuczki mnie nie przestraszą – rozległ się chrapliwy śmiech
- Może i nie, ale i tak zginiesz, prędzej czy później
Otworzył oczy, w uszach mu dzwoniło, dostrzegł nad sobą Keplera z uniesionym mieczem, przeturlał się i uniknął śmiertelnego ciosu. Podniósł się a w uszach zaszumiało. W oczach pociemniało, podniósł miecz, zablokował uderzenie, blok, cios, piruet, blok, blok, piruet, cios, sieczny, blok, odskok, od sieczny, przerzucił broń do drugiej ręki i ciął prosto przez krtań, krew trysnęła, on dla pewności wytracił miecz Keplera i wbił swój prosto w jego serce. Powiedział:
- To za tatę, giń okrutna kreaturo – Powiedział Knab
Wyczerpany padł na ziemię, nastała ciemność.
Otworzył oczy. Mama była w pokoju i pytała go, co się stało
- Nic, to tylko sen, zły sen
- Śpij, zaśnij, niech przeznaczenie się wypełni.
Dawid Morajko [roswell_1947@o2.pl]
|