spis treści | poprzednia strona | zamknij magazyn
56 Obrady

Zapadła cisza w głośnej dotąd sali. Marszałek wdrapał się na mównicę, nabrał trąbą powietrza i powiedział:
- Ogłaszam XXIV kongres dyplomatyczny za otwarty!
Rozległy się pięciominutowe owacje. Ja nawet zaklaskałem. Marszałek puchł(dosłownie) z dumy. Jego worek szyjny urósł ponad dwukrotnie.
- Nie dajmy się zwieść tym żydo-komunistą! – niespodziewanie odezwał się przez terminal jeden z moich doradców. Bez wątpienia ci którzy wybrali go na tę funkcję, musieli cierpieć na jakieś choroby mózgu, albo przynajmniej na niedoinformowanie. Przecież aby nazwać kogoś żydem, trzeba najpierw zastanowić się czy ten ktoś jest człowiekiem(a ja byłem jedynym na sali!). Po drugie po uchwaleniu ustawy o zniszczeniu broni wysokiego rażenia, wszystkich komunistów wysłano na słońce.
Czyżby nasza rasa cierpiała na nieodwracalne zidiocenie?
Z rozmyślań wyrwał mnie głos marszałka:
- ...pierwszą sprawą którą rozpatrzymy, będzie rozwiązanie konfliktu w gwiazdozbiorze Gundyfora.
Czyli gwiazdozbiór Liry.
- Tamtejsza międzyrasowa firma „PAC” – kontynuował marszałek, - zajmująca się wydzierżawianiem sztucznych planetoid, weszła w konflikt ze swoimi klientami podnosząc stawkę na substancje ciekłe. W wyniku tego, rasy żyjące w środowisku płynnym znacznie na tym ucierpiały. Doszło do tego, że niektórzy klienci zaczynają łamać zawarte z firmą umowy, zabraniającej im wyjazdu przed ustalonym terminem. „PAC” broni się przed tym, zamykając lotniska. Przez to wielu uciekinierów zostało odciętych od rodzin. Zgłosili to więc ambasadom. Niektóre planty ogłosiły mobilizację...
Odechciało mi się go słuchać. Mnie płacą tylko za siedzenie tutaj. I to nawet całkiem nieźle. Dobrze zrobiłem, słuchając ojca. Dzięki niemu uzyskałem status prawnika rok przed właściwym końcem studiów i to na najwyższych notach.
Poczułem się senny. Usadowiłem się więc wygodnie w fotelu w celu ucięcia sobie drzemki. Niestety, siedzący obok mnie Froxilianin chrapał tak głośno, że nie możliwe było zaśnięcie w jego obecności.
Froxilianie to dziwna ras. Żyją w skorupach podobnie jak nasze ślimaki. Prawie ¾ ich życia poświęcone jest na sen. Przez to nie zużywają nadmiernej ilości zapasów, który i tak zawsze brakuje na Froxilu. Jest to mała, bagnista, zimna planeta położona na skraju konstelacji Ryb. Podczas 400 dniowego roku, 286 dni trwa noc. Podczas tego okresu wszystkie rośliny i zwierzęta(w tym Froxilianie) zapadają w sen. Podczas trwania dnia, Froxilianie zabierają się za budowanie cywilizacji. Mimo iż robią to bardzo intensywnie, dogonienie innych ras zdarza się rzadko. Przez to są najmniej rozwiniętą cywilizacją w galaktyce. Nie przeszkadza to im zbytnio, albowiem od wieków ich rzycie wygląda tak samo. Mieszkają w bulwiastych domach zwanych „afaa” budowanych z gliny z dodatkiem miejscowych minerałów. Każdy „afaa” składa się z trzech pomieszczeń: dużego pokoju, położonego w centrum, spichlerza i latryny. 97% czasu Froxilianie spędzają w pomieszczeniu głównym. Śpią tam, jedzą, wchłaniają gazy. Zazwyczaj w „afaa” mieszkają cztery osobniki dorosłe(każde innej płci, albowiem Froxilianie mają ich aż cztery) oraz około trzydziestu dzieci. Żyją tam przez pięć cyklów dziennych, aż zostają przydzielone przez rodziców do odpowiedniej funkcji w mieście(Froxilianie mają tylko jedno, za to olbrzymie miasto). Najgłupsze jednostki muszą pozyskiwać żywność z mułu. Za najmądrzejsze trafiają do czegoś w rodzaju ośrodka badawczego. Tam opracowują plany teoretyczne zlecone przez inne planety. Sprzedają je potem za żywność i lekarstwa(Froxiliańska medycyna jest bardzo prymitywna w porównaniu z chociażby ziemską). Przyjęto ich do Organizacji Ras Zjednoczonych tylko z powodu ich tanich cen projektów. Dzięki temu, zleceniodawcy za bezcen dostają technologię na którą musieliby wydać krocie. 
- Chamidło.. – mruknął doradca na sąsiednim terminalu, - Jakby nie było ważniejszych spraw...
Już ja wiem co to za sprawy. Ekolodzy tacy jak on dbają tylko o robactwo i kiełki zbożowe. Niestety nie wiedzą, że ekologia to nauka mówiąca o zależnościach między zwierzętami a środowiskiem. Ochroną zajmuje się sozologia.
Na sali zapanowało poruszenie. Jeden z posłów zablokował mównicę, gdy zakończyła się debata o powyższe dotacji dla rolników. Marszałek wyłączył głośniki, ale partia „Samodefensywa” posła przyniosła własne:
- Ja wiedziałem – mówił poseł Leffer do własnego mikrofonu, - że pan mi odetnie głos, kiedy ja mówię prawdę. Ale ja się przygotowałem. Teraz wszyscy poznają prawdę... 
Marszałek przez chwilę próbował uspokoić posła, a gdy ten nie dał się przekonać, wezwano Straż Marszałkowską. Było to wyspecjalizowane projektowane z myślą o tłumieniu zamieszek. Pogroziły Lefferowi elektrycznymi lancami. Futro posła stanęło dęba. Po chwili namysłu polecił zdemontować głośniki i wrócił na miejsce. Dobrze wiedział, co spotkało posła Jinkowskiego. 
- Dobrze... – rzekł Marszałek, - Przejdźmy do dalszej części obrad, podczas której premier ORP wygłosi przemówienie. 
Na mównicę wszedł humanoid w czarnym skafandrze. Podziękował marszałkowi za głos i już miał zabierać się do mówienia, gdy obok niego pojawił się poseł Niwak. Niósł w swoich sześciu mackach transparent: „Protest głodowy przeciw korupcji w ORP! Koniec z lobby! Równość i braterstwo!”. Marszałek chyba chciał go wyrzucić z sali, ale powstrzymał się zwarzywszy na niską szkodliwość Niwaka.
- Panie marszałku, wysoka izbo – powiedział premier Bel, - Jako przedstawiciel legalnie wybranego rządu...
- Wybory były sfałszowane! – wyrwał się ktoś z Ligi Galaktycznych Rodzin, ale Sojusz Lewicy Totalitarnej go uciszył. 
-...proszę was, o głosowanie na „Tak” podczas obrad nad ustawą o budżecie wojskowym na następny cykl. Bardzo to pomoże naszym wojskom w galaktyce Ipak. Dzięki temu zakończymy tam stabilizację i wprowadzanie demokratycznych rządów. Już podczas tego cyklu mamy na kącie sukcesy jak: komunikacja międzyplanetarna, gospodarkę wolnorynkową, zmniejszenie bezrobocia. Jeżeli nie przeznaczycie dodatkowych pieniędzy Ipak pogrąży się w anarchii i niekończących się wojnach. Powstaną nowe dyktatury na koloniach i skrawkach planet. Co zupełna destabilizacja w regionie! W dodatku nie będziemy kontrolować nielegalnych badań, które z pewnością prowadzą na prymitywniejszych planetach wrogie nam frakcje. Może się to skończyć nawet przemianą gwiazdy centralnej w czarną dziurę!
Zapanowała wrzawa. Posłowie Galaktycznego Stronnictwa Ludowego okładało płetwami i łapami posłów Demokratów.Gl. Sojusz Lewicy Totalitarnej żarł się z Socjaldemokracją Galaktyczną. Marszałek tłukł laską w podłogę, ale to nic nie dawało. Nawet Straż Marszałkowska miała problemy z zachowaniem spokoju. Gdy emocje opadły po zastosowaniu gazu, posłowie usiedli na miejscach i lizali rany. Jedynie ja, jako jeden z posłów nie zrzeszonych byłem cały i zdrowy. 
Wtedy zatrzęsło całą stacją kosmiczną. Drzwi sali otworzyły się i do środka wpadł woźny Fabrycy:
- Ludzie! – krzyknął.
- Tylko bez inwektyw! – obraził się Leffer. 
- Ludzie! Nieszczęście! Atakują nas!
W tym momencie Froxilianin poderwał się z miejsca i wystrzelił z ukrytej w pancerzu broni do marszałka. Ten, padł bez życia.
Padłem na kolana. Zacząłem czołgać się do wyjścia. 
- Słuchajcie mnie! – krzyknął w galaktycznym esperanto Froxilianin, - Wasz czas jest policzony. Od lat walczycie ze sobą. Jesteście skłóceni we własnych partiach, o innych nie wspominając. Nie potraficie załatwić najłatwiejszych spraw! Rządy zmieniacie jak rękawiczki! Wykorzystujecie prymitywniejsze według was rasy do załatwiania swoich spraw! Ale dość z tym! Zamierzamy przejąć władzę! Teraz to my będziemy władać galaktyką!
Jego głos słyszałem biegnąc po korytarzu. Szybko wszedłem do kapsuły kolonizacyjnej, pełniącej obecnie rolę ratunkowej. Poza mną, było w niej jeszcze kilku ludzi. Głównie dyplomaci i urzędnicy niższego stopnia. Kapsuła odpaliła.

Wylądowaliśmy na porośniętej lasami planetoidzie. Jest zbyt mała i zbyt bezwartościowa aby Froxlianie zawracali sobie nią czułki. 
Mieliśmy dobry widok na bitwę w przestworzach. Nikt z nas nie miał nadziei, że wygramy. Nie posiadaliśmy dość groźnej broni. Froxlianie przewyższali nas pod każdym względem. Podczas swojego długiego snu, tworzyli coś w rodzaju jednego umysłu. Umysł ten od wieków opracowywał plany podboju i przygotowywał się do ataku. Przez setki lat oszczędzał surowce potrzebne do zbudowania floty w podziemnych fabrykach.
Już zaraz po wylądowaniu przeprogramowałem roboty tak, aby tylko mnie słuchały. Dzięki temu zmusiłem siłą pozostałych do posłuszeństwa. To taktyka Frolixlian – poczekać aż przeciwnik sam zgłupieje i przystąpić do ataku. 
Kazałem maszynom na zbudowanie mi szałasu. Będzie to mój dom, zanim nie powstanie lepszy z surowców z pokładu kapsuły. Potem powstały domy dla reszty oraz coś w rodzaju szpitala. Urzędował tam robot medyczny dający podstawową pomoc. Do utrzymania porządku i bezpieczeństwa koloni wyznaczyłem Regulatorów, czyli działka samobieżne. Tak naprawdę służą do utrzymania dyscypliny, bo nawet jeżeliby mnie zabito, to nikt inny nie mógłby wydawać rozkazów. 
Nakazałem też poszukiwanie surowców. Dzięki temu rozkręcę mały przemysł produkujący artykuły pierwszej, drugiej, trzeciej a w przyszłości nawet czwartej potrzeby. Żywność pozyskiwaliśmy z owoców o raz z roli. Nikt niczym nie musiał się zajmować, albowiem wszystko robiły roboty. Postawiły nawet fabrykę, w której powstawały dodatkowe maszyny. Można powiedzieć, że to pierwszy przykład prawdziwego komunizmu. Ja jednak wolę nie ufać Marksowi i Engelsowi. Już ja wiem jak to może się skończyć. Dlatego nakazałem komputerowi poszukiwaniu informacji o przymusowej uniformizacji społeczeństwa. Z pewnością będzie też coś o pozbawianiu własnej woli oraz przedłużaniu życia.
Ostatnim moim problemem, będzie znalezienie żony...

 
Gwizdon [odyniecandpuzon@tlen.pl

|strona 56|