|
Snajper przyłożył celownik „OSA Snoopera” do oka. W okrągłej ramie zwieńczonej na środku dwoma krzyżującymi się liniami pojawiła się twarz młodego żołnierza wermachtu. Przez celownik można było obserwować każdy szczegół twarzy ofiary: kształt nosa, oczu, kolor włosów, usta.
„Ciekawe czy ma rodzinę” – pomyślał snajper. – „Na pewno”.
Strzelec zaczął regulować celownik. Twarz Niemca powoli zaczęła się oddalać, jednocześnie powiększając jego korpus. W rękach trzymał zwykły karabin szturmowy a za pasem miał przygotowaną saperkę i „Lughera”. Hełm miał ściągnięty,
„Pewnie w nim gorąco, jak cholera”
a jego rozmierzwione blond, niemalże rude (szwabskie) włosy, przypominały snajperowi proch strzelecki. Zapalał właśnie jakiegoś papierosa.
„Chyba to jakiś francuski skręt”.
Zaczął wodzić snajperką po całym ciele szwaba, zatrzymując się na dłużej przy sercu i kroczu.
„Ciekawe, ile człowiek może żyć z kulą w kroczu ? Chyba krótko.”
Przesunął celownik na głowę. Palec wskazujący snajpera musnął troskliwie cyngiel.
„ Ty mnie nie zdradzisz. O, nie. Możesz mieć wiele kobiet, żon, kochanek i każda może cię zdradzić z każdym. Możesz mieć wiele snajperek z najlepszymi celownikami, kolbami z drogiego drewna i każda może zawieść. Ale nie ty. Jeszcze mnie nie zawiodłaś, więc ślepo wierzę, że jesteś niezawodna. Co ja robię ? Chyba popadam w obłęd.”
Palec powoli, nieubłaganie zaczął naciskać cyngiel. Szwab nawet nie przeczuwał, że zaraz w jego mózg „wryje” się kawałek metalu, nie pozwalając mu wypowiedzieć nawet ostatniego życzenia. Po prostu zapanuje ciemność.
Ale stało się coś dziwnego. Niemiec, zamiast leżeć z rozbryzganą lewą półkulą po prawej stronie jego martwego i miotanego spazmami ciała i prawą półkulą po lewej od pozostałości jego czoła, stał dalej. Snajper się zawahał i nie strzelił, bo w jednej chwili pomyślał o
„ Ciekawe, czy spodziewał się, że umrze we Francji? Francji, którą znał w młodości tylko z podręczników do geografii, Francji, która jest wrogiem jego narodu i sprzymierzeńcem morderców jego rodaków? Czy jego matka wiedziała w chwili porodu, że jej świeżo urodzony syn zginie gdzieś w lasach Normandii na północy sąsiedniego kraju, zabity przez Amerykanina w wieku dwudziestu lat. Na tyle wygląda ten szwabik, więcej nie ma. A może jego matka już nie żyje i patrzy na mnie z góry, prosząc mnie, bym wysłał do niej jej syna…
Z pewnością nic nie jest pewne, przecież go nie znam. Gdyby przez tą lunetkę przy Snooperze można było zobaczyć dane celu… Pewnie wychowywał się w sztywnym niemieckim domu, chodził do publicznej szkoły, babcia piekła mu ciasta, którymi się zajadał, a dziadek i ojciec uczyli łowić ryby. Przyszłość stała przed nim otworem, po ukończeniu szkoły chciał studiować. Ale przyszedł kiedyś sobie pan Hitler, zaatakował kraj zwany Polską i kazał mu iść na wojnę. Zostawić wszystko i walczyć za Rzeszę nie martwic się o rodzinę, bo przecież nikt nie zginie. Wyrzucili go na front, powalczył tu i tam, aż w końcu trafił do Normandii, ale na szczęście na tyły, bo na plażach zginął by na pewno od pierwszej-lepszej, przypadkowej kuli. Miał pilnować linii obrony z innymi szwabami, żeby Amerykanie nie ruszyli na Berlin.
Ale teraz mam go na celowniku i nie mogę strzelić, bo on mi przypomina mnie. Zresztą każdy żołnierz jest bratem dla drugiego żołnierza, mimo, że wielu się z tym nie zgodzi. Ale pięć lat na wojnie ukształtowało mnie na mordercę. Z żołnierza na mordercę.”
tym, że może on nie chce teraz umierać. Może myśli , że wojna skończy się lada chwila i zaraz wróci szczęśliwy do domu?
„To niemożliwe”.
Palec znów zacisnął się na spuście. Głowa szwaba powiększyła się w celowniku. Stał bokiem do drzewa, na którym siedział snajper. Kropelki potu wystąpiły mu na czoło strzelca, a kark pokryły mrówki,
„Ktoś mnie obserwuje , cholera kto ? „
Ale konsekwentnie chciał strzelić.
Podniósł nieznacznie snajperkę i obrócił się gwałtownie. W celowniku pojawił się Niemiec z niemieckim modelem Snoopera przy oku. Snajper strzelił jednocześnie z nim, czując
„Kur… , co za ból”
Satysfakcję i ból jednocześnie. Trysnęła krew, Niemiec nie miał oka w oczodole i życia w sobie. Snajper miał przestrzelone ramię.
Tymczasem młody szwab usłyszał dwa strzały. Obrócił się, spojrzał na drzewo i zobaczył spadającego Niemca, swego rodaka, chyba bez połowy twarzy z ciągnącą się za nim krwawą smugą. Powoli wyciągnął papierosa z ust i podniósł obie ręce do góry.
Świsnęła kula i jednej ręki już nie było. Jak w wesołym miasteczku, gdy rzucasz do celu, by wygrać miśka ,cel znika. Szwab nie mógł krzyczeć bo krew trysnęła na całą jego twarz i zaczął się krztusić. Opuścił rękę i zobaczył w otępieniu rozerwany kikut z kawałkami kości w mięsie i krwi,
„Jak w restauracji”
rozerwanymi żyłami tłoczącymi krew na wszystko wokoło.
Nie było już palców, były zbędne, ba cała ręka była do wyrzucenia. Kulka dokonała spustoszeń na gigantyczną skalę. Papieros zamienił się w niewidoczne drobinki, śmierdzące francuskim tytoniem.
Ramię snajpera krwawiło. Ale on mierzył w szwaba, który powoli osuwał się w straszliwym bólu na kolana, próbując owinąć kikut rękawem munduru. Nie krzyczał ,bo ból sparaliżował mu usta i organ odpowiedzialny za mowę. W ramach celownika przypominał zbitego psa bez łapy patrzącego na jej pozostałości.
„Muszę go zabić, bo zaraz będzie tu drugi na zmianę warty”
Strzelec spokojnie wymierzył. Z oddali było słychać wszczęty alarm
„Szwaby się zorientowały”
I krzyki nadbiegających żołnierzy. I wtedy, w tej jednej chwili młody Niemiec krzyknął całych sił, wypluwając krew na trawę. Ból był potworny, krzyk jeszcze gorszy. Każdy jego nerw jak na złość skupił się na rozerwanej ręce.
Krew skapnęła snajperowi na spodnie. Wśród jęków dosłyszał słowa „Heil Hitler !”
„Więc zamiast wzywać w chwili śmierci Boga lub matkę, on krzyczy hasło tego pedała z wąsikiem ?”
I po chwili oddał strzał. Kula dokonała jeszcze większego bajzlu niż jej siostra ,która unicestwiła rękę Niemca. Krew pokryła wszystko w promieniu 4 metrów. Zęby były porozrzucane w kawałkach, zaś oczy… oczy nie istniały. Nie istniała twarz, tylko fontanna tryskająca krwią i płynami naczyń limfatycznych.
Snajper zszedł z drzewa i ukrył się w ostatniej chwili. Przybyli Niemcy i zaczęli przeszukiwać zarośla. Strzelec uciekł w stronę frontu, może trafi na swoich, może nie. Co prawda dał się zaskoczyć od tyłu spartolił akcję, ale wierzył w kolegów. W końcu przełamią szwabów i wygrają. Nie myślał już o młodym Niemcu ginącym w bólu, ani o Niemcach którzy go szukają, ale o swoim
„Cholernym postrzelonym ramieniu, może wdała się gangrena ? Będzie wesoło”.
Bart 990 [bart990@interia.pl]
|