|
Prolog
Rzecz dzieje się 10 lat po Zemście Sithów. Większość Jedi została już zabita z rąk Dartha Vadera lub też sług Imperatora. Ci, którzy przeżyli szukają schronienia wszędzie gdzie potęga Ciemnej Strony Mocy nie jest w stanie ich dosięgnąć. Jest wśród nich także Mistrz Yoda, wielki Jedi, który wiele lat temu rozpoczął tułaczkę po galaktyce w poszukiwaniu nowych uczniów. Niestety, nikt o zdrowych zmysłach nie posłałby swojego dziecka na pewne „samobójstwo”. Pewnego dnia Yoda spotyka młodego Hana Solo i ratuje mu życie. W Hanie nie ma jednak nawet najmniejszej oznaki Mocy, mimo to Yoda zyskuje przyjaciela i sprzymierzeńca. Po kilku latach ich drogi znów się spotykają, Han proponuje małemu Mistrzowi, że w czasie jednego z przemytów podrzuci go na Isolarin gdzie podobno działa Tajne Stowarzyszenie Jedi.
Rozdział 1
Przed nimi rozciągał się ogrom gwiazd, taka była przestrzeń kosmiczna tej ery; wiele planet, które się nie poddały woli Imperium dawno już zostało zniszczone. Jedyne co po nich pozostało to luźne kawałki fruwające w przestrzeni i okrążające ich statek. Yoda czuł smutek i wołania o pomoc mieszkańców tych ziem, ale jak mógł przecież pomóc tym którzy dawno już umarli. Poza tym trapił go jeszcze ten sen, sen który był tak realny, sen ukazujący mu prawdę – to, że nie ma już Jedi zdolnego pokonać Imperatora i jego ucznia Dartha Vadera. Mały mistrz od dawna wiedział, że ostatni rycerze Jedi zostali wytropieni i zabici. Nawet Imperator bał się brać nowych uczniów i szkolić ich na Sithów, ponieważ wiedział, że Ciemna Strona Mocy kusi o wiele bardziej, tacy wojownicy mogliby chcieć więcej, a ich ambicje zagłuszyłyby szacunek dla własnego mistrza. Tak, nawet Yoda czuł, iż Darth Vader nie jest wierny Imperatorowi, nie jest wierny nikomu, już jako Jedi Anakin Skywalker zachowywał się podejżliwie, a teraz jako Sith stara się zaspokoić własne ambicje. Sny jednego z ostatnich Jedi nie muszą być prorocze, ale strach jaki ogarnął wszystkich żyjących jeszcze i ukrywających się rycerzy tej generacji jest prawdziwy. Nie ma już nadziei na to, że kiedyś powróci blask chwały Jedi. Palpatine pogrzebał wszystko o co tak naprawdę walczyli oni od lat i zniszczył, zniszczył nawet legendę Sithów, tak było bezpieczniej dla niego, ale nie dla galaktyki.
– Obudź się Mistrzu Yoda – głos z oddali wybudził małego Mistrza.
Yoda wstał z niewielkiego łóżka po czym rozglądnął się po statku. - Ach to ty Han, czy już na miejscu jesteśmy? - zapytał.
– Niezupełnie, Lando właśnie wprowadza kurs do komputera – odpowiedział młody przemytnik.
– Co cię więc trapić może tak, że mój sen przerwać postanowiłeś? - zapytał grzecznie Yoda.
– Musieliśmy zmienić kurs, przed nami pojawił się okręt bojowy Imperium, na szczęście nie zauważyli nas, a Lando w porę zareagował – odparł Solo.
– Czyli na Isolarin dłuższą drogę będziemy musieli wybrać? - Mistrz Yoda zapytał z niepewnością w oczach.
– Tak, chciałem żebyś wiedział, ten statek bojowy to krążownik, a ściślej mówiąc Chimera, pomyślałem, że to cię może zainteresować – odparł Han spoglądając na Calrissiana wprowadzającego kurs do komputera. - Skończyłeś? - zapytał.
– Tak, już gotowe, Sokół jest w pełni zaprogramowany na dalszy lot – odpowiedział Lando wychylając się z fotela pierwszego pilota.
Chimera, Yoda doskonale wiedział, że to statek na którym dowodzi Darth Vader, wyczuwał go, choć ten znajdował się już wiele lat świetlnych stąd i nie było ku temu powodu. Obi-Wan miał rację, w nim było wciąż dobro, choć to co zawdzięczał Imperatorowi nie pozwoliło mu na jego okazywanie. Także Padme, także ona znajdowała miejsce w sercu okrutnego Sitha, który pozbawił życia już wiele osób sprzeciwiających się jego zdaniu. Przez chwilę w głowie Yody kłębił się ogrom myśli po czym spojrzał na Hana i wydobył z siebie kilka słów:
– Muszę wypoczywać jeszcze, na Isolarin przeznaczenie czekać na mnie może
– Dobrze Mistrzu, wypoczywaj – odpowiedział jakby obojętnie młody przemytnik.
– Czy ty Han wierzysz w Jedi? – zapytał mały Mistrz.
– Jedi to już przeszłość Mistrzu, Imperator i Vader zabili większość z nich, a wiara jest ulotna – takie słowa wypłynęły z jego ust po czym spojrzał na zamyślonego Yodę. - O co chodzi? - przez to, że Yoda zrobił zmartowioną minę młodzieniec zadał pytanie. - Czy czymś cię uraziłem, Mistrzu?
– Raczej nie Han, czułem, że tak odpowiedzieć możesz – mruknął prawie już ospały Yoda. - Zmęczony jestem, przespać się muszę, starość także i mi nie służy – dodał po czym oddalił się do swojego miejsca na statku i zapadł w stan hibernacji.
– Co mamy? - siadając na miejscu drugiego pilota Han spojrzał na jakby lekko przestraszonego Lando.
– To dziwne, Chimera jest już daleko stąd, a oni wysłali dwa staki patrolowe, dziwne, w takim miejscu – Lando zamyślany w sobie obwieścił przyjacielowi sytuację.
– Dwa statki patrolowe powiadasz, chyba nie myślisz, że wiedzą o Yodzie? - Solo bał się o to spytać, ale musiał.
– Sam już nie wiem co myśleć – odpowiedział. - Czy zawsze musimy spłacać twoje długi? - Calrissian jak zwykle zadał swoje odwieczne pytanie.
– Moje długi, ty mówisz o moich długach, Mistrz Yoda to mój przyjaciel, uratował mi życie – prawie krzycząc Han odepchnął oskarżenia kolegi, tyle że w głębi duszy wiedział, że Lando ma rację, już od dwóch lat stanowią zespół i praktycznie zawsze kiedy któryś z nich popada w kłopoty drugi stara się go z nich wyciągnąć – najgorsze jest to, iż kłopoty prawie zawsze ma Han.
– Życie, a niby jak, nie wygląda – z uśmiechem na twarzy Lando wypowiedział te słowa; może nie starał się obrazić Yody, ale po prostu chciał aby Han zszedł na ziemię i przestał bujać w obłokach.
– A jednak, Yoda to jeden z najlepszych Jedi, kiedyś kiedy jeszcze nie byłem przemytnikiem i miałem jakieś 14 lat mój ojciec wdał się w sprzeczkę z jednym z głównych dowódców jednego ze statków Imperium, to było w Mos Esley, tak właśnie tam, ten rozkazał szturmowcom zabić ojca i mnie. Już byłbym po tamtej stronie gdyby nie mały i skromny przybysz, siedzący przy barze i popijający mleko – Han uwielbiał opowiadać takie historie, Lando był natomiast dobrym słuchaczem.
– To Yoda, tak? – z podziem w głosie zapytał Lando.
– Tak, Yoda, uratował mnie i tatę, był jak największy wojownik, mieczem świetlnym odpychał strzały z blasterów i zabił cały oddział szturmowców, jedynie dowódca uciekł tak, że śladu po nim nie było – dodał Solo.
Han chciał jeszcze ciągnąć opowieść, ale Lando powstrzymał go pokazując mu dwie kropki na monitorze.
– Pięknie Han, dokończysz kiedy indziej, mamy kłopoty.
– To te patrolowce, musimy ukryć Yodę – Han zaproponował najlepsze rozwiązanie. - Może w tajnych lukach transportowych – dodał.
– To dobry pomysł, oby się nie połapali, że coś jest nie tak – Lando nie bardzo wierzył w plan Hana, ale nie było innego wyjścia.
– Nie połapią się, są na to zbyt głupi – Han sam także nie wierzył w to, iż szturmowcy nie przeczeszą każdego zakamarku Sokoła Milenium, ale honorowy dług wobec Yody nie pozwalał mu myśleć o niczym innym.
– Mistrzu Yodo, obudź się – Han poruszył Yodą aby wybudzić go z hibernacji.
– Han, co znów się dziać musi, że mnie budzisz? - zapytał Jedi.
– Za chwilę będą tu szturmowcy, musimy cię ukryć w lukach transportowych – odpowiedział zmartowiny Han.
– Zatem, twoją decyzję uszanować muszę – odpowiedział Yoda po czym oddalił się w stronę miejsca gdzie Han i Lando trzymali towar. Akurat w tej chwili przewozili oni tylko kilka paczek, więc dwa luki transportowe były całkowicie puste.
Na szczęście Mistrz Yoda był na tyle mały, że zmieścił się w jednym z nich i przeczekał aż do chwili, w której kilku szturmowców przesiadło się ze swoich patrolowców na pokład statku należącego do Landa. W luku była mała szczelina, przez którą Yoda mógł usłyszeć wszystko co mówiono na pokładzie, w gruncie rzeczy był Jedi i mógł wyczuć czyjś niepokój, ale to, iż słyszał rozmowę szturmowców ze współtowarzyszami było jeszcze większym udogodnieniem.
– Czyj to statek? - zapytał jeden ze szturmowców.
– Mój – odparł Lando.
– Dostaliśmy doniesienie, że jesteście przemytnikami i przewozicie nielegalny towar – dodał drugi stojący obok niego.
– Z czegoś trzeba żyć – Han starał się zagadać szturmowców.
– Na terenie Galaktycznego Imperium przemyt jest zabroniony, przeszukać statek – pierwszy wydał rozkaz reszcie.
Yoda nie mógł pozwolić na to aby go zaskoczono lub aby ktoś z jego współtowarzyszy ucierpiał. W tej samej chwili kiedy padł rozkaz wyskoczył ze swojego luku i jeszcze w locie uruchomił miecz świetlny. Dźwięk wydawany przez broń przyciągnął wszystkich szturmowców, którzy zaczęli strzelać w stronę Yody, na szczęście Jedi był na to przygotowany i rozpoczął kontratak odbijając promienienie wystrzelone z blastera i raniąc przy tym kolejno każdego szturmowca. Nawet Han i Lando widząc, że w pewnej chwili szturmowcy mieli już Yodę w garści wyjęli swoje blastery. Han w porę strzelił w jednego czającego się za plecami Mistrza w czasie gdy ten walczył z dwoma następnymi nacierającymi od strony drzwi statku. Na szczęście szturmowcy nie stanowili dla nich większego zagrożenia i wszyscy, którzy byli w załodze dwóch patrolowców polegli od ciosów mieczem świetlnym lub też od promienia blastera.
– Han, musieli będziecie wysadzić mnie wcześniej, zbyt duże zagrożenie dla was stanowię – Yoda oznajmił Hanowi i Lando, że są zmuszeni zakończyć wspólną podróż.
– Ależ mistrzu Yodo, my... - Han nie dokończył, dlatego że Jedi przerwał mu w pół zdania.
– Nie na Isolarin mnie zawieziecie, lecz na Dagobah, tam gdzie Ciemna Strona Mocy mnie nie odnajdzie – mały Mistrz wskazał współtowarzyszom błotnistą planetę, na której jedynym życiem mogą być żyjące tam gady.
– Ciemna Strona? – Lando zdumiony jakby zadał Yodzie pytanie dotyczące Ciemnej Strony Mocy.
– Ciemna Strona Mocy to coś co łączy równowagę między Jasną Stroną Mocy, a samą Mocą, potrzebna jest, jednak Jedi tłumić ją w sobie powinien, gdyż może ona go na drogę zła sprowadzić – Lando wiedział, że jego pasażer jest mądry, ale nigdy nie przeczuwał, że aż tak.
– Mistrzu, jesteś pewien, że chcesz abyśmy polecieli na Dagobah? - Han jeszcze raz starał się zadać to samo pytanie.
– Tak, innego wyjścia mieć nie mogę, zbyt duże zagrożenie dla was stanowię, oni nadal szukać mnie będą – Yoda był już chyba pewien, że jedynym wyjściem jest ukryć się na błotnistej planecie, planecie która skrywa o wiele więcej niż wydaje się tym, którzy go tam zawiozą.
Han był zmartwiony postawą przyjaciela, ale zrozumiał, że tak musi być. Wkrótce potem dolecieli na Dagobah i wylądowali w miejscu, które praktycznie się do tego nie nadawało, na szczęście jakoś sobie porawdzili z posadzeniem Sokoła na błocie.
– Dziękować ci muszę Han, i mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy jeszcze, przyjaciele – prawie ze łzami w swoich ogromnych zielonych oczach Yoda pożegnał Hana i Lando.
– To ja dziękuję Yodo, pomogłeś mi kolejny raz – Han także czuł się źle, ale nie chciał tego okazywać, a jedyne co potrafił powiedzieć to te słowa.
– Tak Han, póki co nasze drogi się rozstać muszą, ale dla ciebie mam jeszcze jedno zadanie, na Tatooin polecieć musisz, spotkać się z moim dawnym przyjacielem, Obi-Wanem Kenobim. - odpowiedział Jedi po czym wręczył Hanowi dysk z dokładnymi danymi na temat Obi-Wana i miejsca, w którym przebywa.
Lando i Han wsiędli na statek, a sam Yoda ruszył przed siebie, tyle było widać z jednego z okien Sokoła Milenium przed odlotem. Jeszcze po drodze zahaczyli o Krainę Sześciu Bagien i porzucili ciała zabitych szturmowców po czym ruszyli w stronę ojczystego układu zdać towar dla Jaby i usprawiedliwić przed nim swoje spóźnienie.
– Musimy się spieszyć, Jaba nas powiesi – spoglądając na zegarek Calrissian obwieścił Hanowi to co on domyślał się już od dawna.
– Tak, Jaba to nienajlepszy pracodawca, ale kto inny tyle płaci? – zamyślony w sobie Han powiedział te słowa po czym oparł się w fotelu drugiego pilota i zasnął.
Sam Lando natomiast skalibrował napęd nadprzestrzenny i wprowadził kurs do komputera pokładowego po czym uruchomił prędkość ponadświetlną i całe niebo rozpłynęło się jakby we mgle.
Serek [ziner4@wp.pl]
|