spis treści | poprzednia strona | następna strona
19 Seth :: Violence - Komentuje Ogór

Na początku chciałem powiedzieć, że naprawdę bardzo dużo dobrych opinii czytałem na temat tego opowiadania. W każdym z komentarzy znalazłem prawie same pozytywne reakcje. Jeśli o mnie chodzi to ja zaliczam się także do tej grupy. Opowiadanie mi się podobało i utwierdziło w przekonaniu, że naczelny nie bez powodu jest na swoim stanowisku :) (nie lubię, kiedy utwierdzam kogoś w przekonaniu, że jestem na stanowisku nie bez powodu… prawdę mówiąc – nie lubię pisać po to by udowadniać komukolwiek cokolwiek. Gdyby było inaczej pewnie nie przestałbym pisać… – dop. Seth). No ale zacznijmy ocenę od samego początku… Już na starcie stwierdziłem, że Seth chciał napisać coś w starym stylu (jak opowiadania E.A. Poe itp.) – świadczą o tym informacje o czym będzie dana część historii, jak np. „pocałunek, pożegnanie, klucz, cmentarz”; poza tym temat i nastrój całej opowieści przypomina mi dawno czytane teksty Poego:). Trzeba przyznać, że pomysł należy do grona tych interesujących, ale nie innowacyjnych. Ja osobiście zaliczyłbym go do grupy „co zadziałało raz zadziała i drugi”. Ponownie muszę pochwalić Setha za styl, ponieważ całość napisana jest lepiej niż dobrze. Na mroczny klimat i atmosferę tajemnicy także nie mogę narzekać. Całość nastroju budują idealnie dobrane cytaty. Tak na marginesie zaciekawiło mnie to, czy Seth faktycznie czytał Marcela Prousta, którego książki nie należą do łatwych, aczkolwiek są wybitne (przede wszystkim za genialne wykorzystanie strumienia świadomości). Oczywiście, żeby nie było za pięknie, muszę też trochę ponarzekać. Seth na końcu napisał, że marzyło mu się napisanie „skomplikowanego i wielowątkowego poematu” i właśnie na tych pięciu stronach tego brakuje! Ciekawi mnie co było na dwudziestu stronicach, które wykasował. Po przeczytaniu czułem niedosyt, ponieważ lubię długie historię, a obrany w „Violence” temat wydaję się być najzwyczajniej niewykorzystany w pełni. Chociaż zawiódłbym się, gdyby Seth napisał całe opowiadanie na np. 30-40 stron i na końcu bohater zrobiłby to, co zrobił:) – wtedy czułbym się rozczarowany. Więc według mnie musiał istnieć inny pomysł na zakończenie. Pozostaje pytanie, dlaczego autor go nie wykorzystał i sięgnął po trochę oklepany motyw? Niestety ja tego nie wiem, ale nie zmienia to faktu, że opowiadanie zasługuje na to, żeby je przeczytać. Razi trochę niewykorzystany potencjał i zbyt krótkie rozwinięcie całego tematu, lecz tak poza tym opowieść Setha należy do grona tych lepszych.
Tak na koniec chce powiedzieć, że widać u Setha fascynacje Kingiem (a u kogo jej nie widać???), ale „Violence” znacznie różni się tematycznie od „Tajemniczego okna, Tajemniczego ogrodu” i ja osobiście nie powiedziałbym, że to opowiadanie z „Czwartej po północy” pasuję do określenia „skomplikowany i wielowątkowy poemat”. Jeśli miałbym porównywać „Violence” do określonego stylu pisania, to bardziej pasowałyby mi (wspomniane wcześniej) opowiadania Poego. Lektura „Violence” na pewno nie była stratą czasu.

Plusy:
+ Bardzo dobry styl,
+ Ciekawy pomysł,
+ Klimat,
+ Nastrojowe cytaty.

Minusy:
- Za krótkie!
- Niewykorzystany potencjał.

Seth: aż nie wiem od czego zacząć ;). Dlatego zacznę od podziękowań za komentarz.
Dalej… nie sugerowałem się tutaj stylem Poego, oj nie, gdyż prawda jest taka, że już od dawna nie czytałem żadnej książki tego interesującego autora. A pomysł z wyprzedzaniem akcji każdego z rozdziałów tym specyficznym „pocałunek, pożegnanie, klucz, cmentarz” wziął się jeśli dobrze pamiętam z „Langolierów” Stephena Kinga – noweli jaka wchodziła w skład zbioru „Czwarta po północy” – pomysł mnie zaintrygował, więc postanowiłem wykorzystać go w którymś z moich tekstów i padło właśnie na ten ;).
Styl był, jak zwykle, dyktowany tematykom utworu. Lubię pisać opowiadania w różnych stylach, dopiero po nie w czasie dowiaduję się, że różnice w stylu są znikome – widać, z założenia mam drętwy styl nie z tej epoki ;).
Ogór pewnie będzie zawiedziony, ale ta historia zakończyła się dokładnie w taki sposób w jaki zakończyć się miała – czyli wielkim pytaniem „co będzie dalej?” I osobiście, podoba mi się takie zakończenie. Nie lubię historii oczywistych, jakie po skończonej lekturze nie zmuszają do zadawania sobie żadnych pytań. Szkoda, że tym razem takie zakończenie nie podziałało.
Na dwudziestu stronach jakie skasowałem było mniej więcej to samo co znalazło się w pierwszym „rozdziale” tego tekstu – czyli powrót głównego bohatera do domu, obszerne nakreślenie jego osoby i historii jaka łączy go z Violence. Jednak – tekst był przeraźliwie drętwy, zwyczajnie pisałem za długo i zbyt obszernie, co zdarza mi się często, ale w tej określonej sytuacji było wręcz niewskazane. Dlatego zrobiłem coś, czego zwykle z powodzeniem unikam i zacząłem wszystko od początku – tym razem wystrzegając się wchodzenia w wszelkie niuanse fabuły. I to mi się podoba. Ta prostota prawdziwej miłości.
Po książkę Marcela Prousta sięgnąłem tylko raz. I muszę przyznać, że bynajmniej tego nie żałuję.
A to co napisałem na końcu opowiadania w posłowiu, na temat „Sekretnego okna, sekretnego ogrodu” wynikało z faktu, iż tamta historia miała w sobie kawałek duszy, jaki ja za wszelką cenę starałem się zagubić w moim opowiadaniu. Czy mi się to udało – to już inna sprawa. Nadal jednak uważam moje opowiadanie za udane. A to (kiedy w dorobku ma się więcej porażek, niż tekstów autentycznie dobrych) zawsze coś.

 
Ogór [gaau@wp.pl]

|strona 19|