spis treści | poprzednia strona | następna strona
17 Komentarze do opowiadań T#M'a

Przyznam się bez bicia, że niewiele jest wydań AM#O które przeczytałem w całości. W pierwszej kolejności interesują mnie opowiadania autorów których twórczość zdążyła już wcześniej wywrzeć na mnie pozytywne wrażenie, lub kieruje się opinią Setha (niestety ostatnio tego zaprzestał [niespodziewajka – zwyczaj wrócił :) – dop. Seth]). Chcąc nadrobić właśnie takie zaległość, rzuciłem okiem na AM#O;30, którego skrót zdołał się już nieco „zakurzyć” na moim pulpicie. 

„Teatrzyk kukiełkowy” – komentarz

Zaintrygował mnie tytuł. Z góry domyślałem się, że nie będzie to teatrzyk zwykłych, drewnianych, bezosobowych lalek, a w treści pojawi się jakaś magia.
Bez owijania w bawełnę, już teraz przyznam, że zawiodłem się. Tak, dlatego ten komentarz pisze mi się raczej ciężko, bo o wiele przyjemniej jest przynosić autorowi gratulacje niżeli wcielić się w posłańca, który przynosi niezbyt miłą nowinę. Mam nadzieję, że T#M nie zabija takich posłańców. ;-)
Opowiadanie jak na historię o uczuciach jest w nie słabo wyposażone. Nie mają jakby swojej ewolucji – dzieją się z miejsca. Ot choćby samotność głównego bohatera – zostaje sprowadzona do kilku słów narratora, praktycznie żadnych scen obrazujących jego odosobnienie (z wyjątkiem kilku słów, wspomnianej już narracji, o chwilach gdy bohater sam sobie odgrywa kukiełkowe przedstawienia). Niema żadnych rozmów między bohaterem a kobietą, która została jego żoną, choć go nie kochała... Nie ma przedstawionych kłótni sąsiadów, które w tajemniczy sposób wywołuje sam bohater.
Utwór jest skromny w opisy miejsca akcji. Wiem, że jest jedynie jakieś miasto, dom i piwnica gdzie Thomas trzyma kukiełki. 
W tych skąpych opisach przedstawiona historia nie wydaje się realna, raczej okrojona i niemal sucha. Eh, autor nie pokusił się nawet o precyzyjniejszy obraz śmierci bohatera, który ginie przecież w dramatyczny i bolesny sposób! Jego śmierć zajęła autorowi jedno, suche, mające na celu jedynie podanie do wiadomości czytelnika, informację o zgonie. Nie chcę być do reszty wścibski, ale mam wrażenie, że autor nudził się przy pisaniu tego opowiadania.
Marna to pociecha, ale wszystko wydaje mi się napisane poprawnie, bez byków różnego rodzaju. W tej kwestii jednak nie powinienem się udzielać, bo wszelakie błędy techniczne to moja osobista wizytówka.

„Trzy godziny z życiorysu” – komentarz

Nie tracąc jednak zapału wygrzebałem kolejne opowiadanie spod pióra T#Ma - „Trzy godziny z życiorysu”(AM#O;32). I wierzcie mi – tytuł jest godny podkreślenia.
Historia jest krótka, ale w przeciwieństwie do powyższej sprawia wrażenie pełniejszej i prawdziwej.
Opowiadanie opiera się na prostym pomyśle, który - chcąc skomentować to krótkie opowiadanie – muszę zdradzić. Jest to relacja człowieka z chwili śmierci klinicznej, żeby było ciekawiej ów osobnik sam zgłębiał możliwą wiedzę na ten temat. Tylko, że w tej krytycznej chwili zamiast duchem wzlatywać pod niebiańską bramę Św. Piotra, pogrąża się w piekielnych mękach Tartaru . Męki te nie tylko wydają się kaleczyć fizyczną powłokę ale i psychikę. Ich staranny opis sprawił, że na moment uwierzyłem w przedstawioną historię, choć bohater pomimo niewyobrażalnych katuszy nie popada w wyraźny obłęd. 
Ciekawa jest jedna sprawa. Opowiadanie to może przecież być dla nas pewnego rodzaju przestrogą. Lecz śledząc dokładnie los bohatera stwierdzimy, że był on przecież niewinny. Być może była to nauczka... Przecież, ciekawość to pierwszy stopień do piekła...
Opowiadanie polecam.

„Koniec” – komentarz

Krótkie opowiadanie (AM#O;33) i o łatwym do przewidzenia zakończeniu. Jednak ta liniowa historia budzi pewne uczucia w osobach mających w sobie odrobinę wrażliwości, lub trzymających w pamięci niemal takie same przeżycia. Mam jednak wrażenie, że podobnych opowiadań jest wiele, a raczej cała chmara i u niektórych „Koniec” nie spowodował nic więcej niż przeciągłe ziewnięcie. 
Udzielił mi się nastrój, choć zdecydowanie mógł by być nieco cięższy, lub urozmaicony.
Czytając opowiadanie doświadczyłem małego zgrzytu... Otóż w pewnym momencie bohater obrywa za rozbitą szybę. Nie chodzi mi o to, że był to błahy powód do tortur, ale o to, że trzask rozbitej szyby nie wyrwał go pierwszego ze snu. Nie spamiętałem by autor to jakoś uzasadnił.

Kilka słów na zakończenie.
Chciałby zaproponować autorowi by bardziej urozmaicał i rozbudowywał (np. wielowątkowość) swoje pomysły, które były przecież dobre. Czytelnik lubi niespodziewane zwroty akcji i momenty budzące chwilę refleksji (jedynie „Trzy godziny z życiorysu” zaoferowały mi chwilę przemyśleń), mniemam jednak, że autor dobrze o tym wiedział. Mimo to właśnie tego mi brakło. 
Choć sam autorytetem w dziedzinie pisania nie jestem, pisałem to co podsunęła mi intuicja. Mam nadzieję, że moja krytyka wyszła chociaż odrobinę na konstruktywną i nie zniechęciła autora do dalszego pisania. 
Pozdrawiam i życzę jeszcze wielu pomysłów.

 
Rat [neon_rat@o2.pl]

|strona 17|