|
Już po przeczytaniu cytatu na początku opowiadania wiedziałem, że ta historia mi się spodoba, przede wszystkim dlatego, że zawsze fascynowała mnie wizja innych ludzi na życie po śmierci.
Na ostatnim tekście T#M zawiodłem się. Pomysł był ciekawy, ale potencjał nie wykorzystany. Z kolei jeśli chodzi o „Trzy godziny z życiorysu” to sprawa ma się zupełnie inaczej. Opowiadanie jest krótkie i jak najbardziej solidnie napisane (choć znowu trochę mi przeszkadzał nadmiar słów swego, swej itp. – ale że sam święty nie jestem to nie zaliczam tego na minus). Historyjka jest prosta, zwięzła i na temat – nie ma w niej niepotrzebnego wodolejstwa. Cała fabuła nie jest może wybitnie złożona czy zagmatwana, ale potrafi wciągnąć. Najbardziej podobał mi się opis przeżyć i uczuć bohatera po śmierci. Sam pomysł nie należy do innowacyjnych, ale stanowi znacznie ciekawszą wizję, niż banda aniołków z harfami, które siedzą na chmurce i wietrzą stopy. Cierpienie to jest to w tym opowiadaniu! Autor chciał oddać dobrze realizm całej sytuacji i musze przyznać, że mu się udało. Czytając wydawało mi się, że czuje to samo, co główny bohater – tak sugestywnie T#M to opisał. Jeżeli tak ma wyglądać piekło, to raczej nikt z nas nie chciałby tam trafić – brakuje jeszcze tylko Lewiatana i Cenobitów:) Co do stylu nie mam zastrzeżeń. Według mnie przed autorem jeszcze długa droga, ale robi postępy i to widać. Całą opowieść czyta się szybko, a kolejne sceny następują po sobie bez zbędnego ociągania. No i oczywiście w „Trzech godzinach z życiorysu” jest sporo przeżyć wewnętrznych bohatera (ale nadal trochę za mało – więcej bólu!), czego mi w „Teatrzyku…” brakowało. Podsumowując trzeba powiedzieć, że opowiadanie T#M jest tekstem obowiązkowym dla czytelników AM # Opowiadania. Ma w sobie wszystko, co dobra historia mieć powinna. Polecam z czystym sumieniem każdemu.
Plusy:
+ Ciekawy pomysł,
+ Dobre wykonanie,
+ Dobrze się czyta,
+ Cierpienie!
Minusy:
- Jak dla mnie standardowo,
- mogłoby być ciut dłuższe,
- Jeszcze za mało opisów, przeżyć wew. bohatera.
T#M: Co tu dużo gadać? Geniusz zawsze się objawić MUSI :P A tak na poważnie, to z tym tekstem, jak z życiem – jeden wychwala, drugi mówi, że ”Trzy godziny…” to typowy przeciętniak (pozdrowienia ślę do Wickeda z forum :P). Jakie z tego wnioski wyciągnąć? „Nie otwieraj lodówki, bo cię rower przejedzie”.
Cierpienia Ci mało? Ja się właściwie obawiałem ten tekst wysyłać do Setha, właśnie z powodu owego cierpienia. I zdaję sobie sprawę, że do (nie)sławnych „Krzyży” moje opowiadanie pod tym względem nie dorasta, ale po tej „aferze”, która miała miejsce swego czasu niesmak mi pozostał :P. Dlatego te „Trzy godziny z życiorysu”, które ukazało się w AM#Opowiadaniach to wersja „okrojona” – pierwotnie rzeczywiście tego było więcej i… po prostu więcej :].
Dobra tam, idę na piwo…
Ogór [gaau@wp.pl]
|