spis treści | poprzednia strona | następna strona
10 Rozważania Niespełnionego Literata vol. 1

W numerze 34 Opowiadań na początku przeczytałem (nie licząc wstępniaka oczywiście) tekst „Sprawy” Wicked Sick’a. Zastępca naczelnego wyłożył w swoim poscie kilka dręczących go problemów i nie ukrywam, że w szczególności punkt pierwszy zapadł mi głęboko w pamięć, dając przy tym troszeczkę do myślenia.

Sprawa pierwsza dotyczyła działu „Inne” kącika. Wicked Sick stwierdził, że od dawien dawna nic innego poza „Wywiadem z Vampirem” (no i czasem "Dreamwalkera") się tam nie umieszcza. Przy okazji zachęcił autorów, żeby spróbowali pisać o swoich przemyśleniach, o natchnieniu – po prostu o czymś odmiennym! Stwierdziłem, że taki wywód ma w sobie pewną rację bytu i postanowiłem coś z tym zrobić, przy czym mam nadzieję, że nie będę osamotniony.

Od numeru 35 (jeśli mój pomysł przypadnie do gustu naczelnego i jego zastępcy) postaram się systematycznie pisać coś o tym, co może zainspirować do tworzenia, o muzyce, o czytaniu i o wielu innych sprawach, które tylko wpadną mi do główki. Oczywiście liczę także na inwencje kolejnych autorów kącika, tak żeby dział „Inne” zaczął się rozwijać – stając się równie ciekawym miejscem jak główna pula i dział „Po godzinach”.

Dobra, sprawę wstępu i motywacji mamy już z głowy, więc teraz możemy przejść do głównego wątku tego tekstu. W niniejszym numerze zajmiemy się tym, co nas piszących dotyczy bezpośrednio, a mianowicie czytaniem i odpowiednim wyborem lektury na sezon jesienny (pewnie brzmi to jak jakaś tandetna reklama ze „Świata książki”:)

Na ogół jesień jest czasem, w którym nauka zaczyna ponownie kwitnąć i przykry obowiązek szkolny staje się rutyną. Nie wiem jak pozostali twórcy/czytelnicy Opowiadań podchodzą do kwestii czytania książek, ale dla mnie zawsze był to jeden z najprzyjemniejszych sposobów spędzania czasu. Wraz z pierwszym września (bądź pierwszym października dla studentów) niestety wolne chwile na lekturę ulegają lekkim ograniczeniom. Jednak osobiście uważam, że dla chcącego nic trudnego i te kilkadziesiąt minut dziennie zawsze się znajdzie, choćby była to nawet 3 w nocy. Główną motywacją dla mnie jest przede wszystkim to, że aby pisać trzeba także czytać i nie można sobie odpuścić, choćby nawet nawał pracy w szkole był przygniatający. Kto traktuje tworzenie opowiadań poważnie, musi zdawać sobie sprawę, że czytanie jest jedną z dróg do rozwoju literackiego ducha. Trzeba więc znaleźć przynajmniej tą godzinkę (bądź dwie) dziennie na zagłębienie się w świat fikcji – to bezsprzeczny fakt, jak przegrana UPR w wyborach do sejmu i senatu (chłopak ma świętą racje – radzę go posłuchać :> - dop. Seth).

Po prostu musimy czytać, aby rozwijać swoje umiejętności. Co ciekawe nie tylko dobra proza potrafi nas czegoś nauczyć, często te złe książki także wnoszą pewną świeżość do naszych prac. Chyba nie ma lepszego uczucia niż czytanie powieści i stwierdzenie, że (kurwa mać!) ja już lepiej piszę od danego autora/autorki! Wtedy z dziwnym błyskiem w oku siadamy do komputera (bądź bierzemy długopis w rękę) i tworzymy coś, co nas osobiście bardziej pasjonuje, a przede wszystkim bardziej się podoba, niż kolejna flakowata powieść Danielle Steele.

Czytanie = pisanie i o tym musimy pamiętać jeśli chcemy, żeby kiedykolwiek wyrósł z nas porządny twórca z co najmniej dobrym warsztatem. Osoby, które uważają, że im to nie potrzebne, ponieważ są już wystarczająco dobre, są w błędzie, albo co gorsza żyją w jakiejś bananowej nibylandi. Niestety tylko geniusz albo grafoman myśli, że jest lepszy od innych. Pisarzy genialnych (jak choćby Hemingway, Golding, Rushdie, czy Proust itd.) jest obecnie tyle, że można ich wyliczyć na palcach kilku rąk:) Jeśli chodzi o grafomanów to ta grupa zawszę będzie silna i ciągle będą doprowadzali dobrych lub świetnych pisarzy do szewskiej pasji. Plus jest taki, że początkujący mogą się od nich nauczyć, jak nie popełniać podstawowych błędów.

Jeśli już jesteśmy przy tym temacie to proponuję małą debatę na temat złych powieści. Jeśli czytaliście takie (a tego jestem pewien) to ślijcie swoje opinie na mój adres gaau@wp.pl, a postaram się to wykorzystać w kolejnym poscie.

Nie będę się dalej rozpisywał o grafomanach i geniuszach, ale na pewno jeszcze kiedyś wrócę do tej kwestii – któż to wie może nawet za miesiąc. Zanim skończę na dobre chce zrobić to, co obiecałem na początku, czyli zająć się odpowiednim wyborem książek na jesień.

Sezon między końcem września a początkiem grudnia na ogół powinien minąć w miarę bez stresowo – ze względu na rozpoczęcie nauki, która momentami potrafi być wystarczająco deprymująca. Dlatego w tym zestawieniu (a obiecuje, że będzie jeszcze kilka takich) umieściłem książki przyjemne w czytaniu, z wartką akcją lub unikalnym klimatem. Osobiście uważam, że te trudniejsze powieści należy czytać, gdy rok szkolny trwa na całego (czyli tak w okolicach zimowych i wiosennych); przede wszystkim z tego powodu, że wyniesiona z nich wiedza bardziej nam się przyda – choćby po to, żeby zmieść durnowaty uśmieszek z twarzy polonisty :P

Jeśli mowa o powieściach przyjemnych w czytaniu, z wartką akcją itp. to nadeszła teraz pora na polecenie kilku takich pozycji. Mam nadzieję, że ktoś z chęcią sięgnie do wymienionych przeze mnie książek. Będzie ich pięć i gwarantuję, że każda warta jest uwagi.

5. Dan Brown „Kod Leonarda da Vinci” - tego tytułu chyba nie muszę przedstawiać? Książka kontrowersyjna, największy bestseller ostatniego dwudziestolecia, potępiona przez kościół oraz sprzedana w ponad 30 milionach egzemplarzy! Już te fakty powinny zachęcić do czytania. Powieść trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej kartki. Mnożące się zagadki, dobry warsztat autora sprawia, że całość czyta się w około dwa/trzy dni. Polecam z czystym sumieniem.

4. William Golding „Władca much”. Powieść człowieka, który zdobył literacką nagrodę Nobla i ta informacja powinna zachęcić każdego, żeby od razu pobiegł do biblioteki. Cała opowieść jest krótka (około 200 stron) i czyta się ją po prostu świetnie. Opowiada o grupie dzieci, która trafia na bezludna wyspę i organizuje na niej własne społeczeństwo. Należy wspomnieć, że podczas czytania człowiek czuje cały czas dziwny, mroczy klimat, jakby coś ciągle było nie w porządku. No i oczywiście coś jest nie tak, ale z dziećmi… „miał kij zaostrzony z obu końców” (kto przeczyta ten zrozumie:) (niestety nie czytałem, ale widziałem film – spodobał mi się bardzo – i czuje się zachęcony do lektury, teraz, kiedy już wiem, że film był na podstawie książki ;) – dop. Seth)

3. J.R.R Tolkien „Władca Pierścieni”. Tego tytułu chyba także nie musze nikomu przedstawiać, a jeśli ktoś nie czytał to powinien od razu nadrobić braki zanim edukacja ruszy na całego. Nie należę do wielbicieli fantasy, ale ta powieść to wyjątek. Magiczna, wspaniała, fascynująca – cóż więcej dodać? Każdy chciałby stworzyć taki świat, jak ten opisany we „Władcy…”.

2. Dan Brown „Anioły i Demony”. To nie pomyłka, że ten autor pojawia się po raz drugi w tym zestawieniu. Książka także powiązana z kościołem. Zdecydowanie bliższa sercom Polaków, ponieważ dotyczy tego, co przeżyliśmy w kwietniu, czyli śmierci papieża i konklawe. Zdecydowanie lepsza od numeru pięć i polecam czytać ją przed „Kodem…” – wtedy lektura tego pierwszego jest znacznie przyjemniejsza. Akcja od samego początku do końca i do tego misterna intryga. Nic dodać, nic ująć.

1. Stephena King „Cztery pory roku”. Sylwetki autora nie będę przybliżał, ponieważ i tak każdy go zna i pewnie czytał (lub co najmniej słyszał) jego twory. W zbiorze znajdują się cztery historię (dodam, że bardzo rozbudowane) i każda coś w sobie ma :D Mi osobiście najbardziej spodobał się „Zdolny uczeń” – notabene uważane przez krytyków amerykańskich za jedno z najlepszych opowiadań w historii tego kraju – przede wszystkim za świetny pomysł, genialne wykonanie i KLIMAT! (To mnie zaskoczyłeś - tym bardziej, że w pierwotnej wersji tekstu polecałeś inną książkę... „Zdolny uczeń” jest też i moim ulubionym opowiadaniem z tego zbioru :). A to zakończenie… ostatnie zdanie skrystalizowało się na mojej skórze w postaci potu i gęsiej skórki ;) – dop. Seth). Oprócz tego trzeba polecić „Skazanych na Shawshank” i opowieść jesienną „Ciało” . Naprawdę warto sięgnąć po ten zbiór opowiadań, pomimo tego, że tylko jedno jest horrorem. King umie tworzyć opowieści nie tylko przerażające, ale i piękne oraz jak najbardziej genialne. Życzę miłego czytania.

To byłoby na tyle, jeśli chodzi o wybór książek na czas jesienny. Jeśli mój pomysł się przyjmie to zapraszam ponownie za miesiąc. Przypominam o debecie na temat złych powieści. Do przeczytania w następnym kąciku Rewolwerowcy!

 
Ogór [gaau@wp.pl]

|strona 10|