|
Czyli kontynuacja sprawdzonego projektu poświęconego temu, co gra w duszy naszych autorów…
Miłego czytania, mniemam, iż przy słuchaniu ulubionej melodii.

ALAN AKAB:
Muzyka daje mi nie tyle inspirację, co buduje nastrój, wprowadza w odpowiedni klimat. Nie będę ukrywał – znaczna część Więźnia Układu ukształtowała się przy pomocy ścieżki dźwiękowej Władcy Pierścieni – czy to Breaking of the Fellowship i May it be (końcówka), czy Isengard Unleashed (gdzie – to już zgadnijcie sami), lecz były i inne... Ilekroć potrzebuję wczuć się w przestrzeń kosmosu, pomaga mi Equinoxe Jeana Michela Jarre’a. Większość scen to jednak indywidualny dobór muzyki – podświadomość sama wie czego chce posłuchać, wystarczy spełnić jej zachciankę i...

BLACKGRZYWA:
Nie bardzo, wolę pracować w ciszy. (I temat uległ wypaleniu :> - dop. Seth)

CUTHULHU THE HUTT:
Zawsze grała w mej duszy muzyka niemodna i nie na topie, co nie oznacza, że nie z wyższej półki ;) Szeroko pojęty rock i metal to jest to, co lubię. Ostatnimi czasy najbardziej kręci mnie industrial – świetna inspiracja do pisania, gdyż jest to muzyka pozostawiająca bardzo dużo do powiedzenia wyobraźni słuchacza. Najczęściej piszę przy Skinny Puppy, Coil, Nurse With Wound, Laibach, no i oczywiście przy moim ulubionym Nine Inch Nails ;) Nie pogardzę też dobrym gothic rockiem – Sisters of Mercy, Tiamat, Fields of the Nephilim, Moonspell... Krótko mówiąc, w muzyce stawiam na klimat. Z polskich najczęściej można u mnie usłyszeć Republikę, Agressivę 69, Hedone, Jesus Chrysler Suicide, Comę, TSA, Janerkę i Strommoussheld. Czyli jak widać skaczę po stylach ile się da ;) Nie znoszę natomiast hip-hopu (wyjątek: Kaliber 44 i Paktofonika), r & b (i innych tego typu rzeczy, których nazw nawet nie znam i szczerze pisząc znać nie chcę), całej tej plastikowej papki, która rządzi we wszelakich rankingach i w ogóle 97 % tego, co puszczają w telewizji przed północą.

CYPHER AEDON:
Właśnie czekałem na takie pytanie ;) Hmm, od czego by tu zacząć… Muzyka może nie tyle inspiruje, co tworzy pewien nastrój sprzyjający literackiej płodności :) Żeby nie być gołosłownym, pisząc te słowa, słucham sobie Opetha, któremu nie można odmówić klimatyczności. Mój dobry kumpel, poeta, tworzył tylko przy dźwiękach bardzo ciężkiej muzy, i wychodziło mu to wspaniale. Z opowiadaniami już tak nie jest. Można zauważyć pewną prawidłowość – im dłuższe opowiadanie, bardziej zakręcona fabuła, więcej rozbudowanych postaci, tym bardziej trzeba się skupić, nawet zatracić w pisaniu, a wtedy muzyka przeszkadza. To tylko moje zdanie, przypominam. Z autopsji wiem, że aby coś wyszło możliwie najlepiej, trzeba skoncentrować się w stu procentach. Oczywiście, każdy człowiek jest inny, i każdy inaczej podchodzi do pisania, każdy ma inne sposoby czy techniki, każdy też inaczej odbiera samą muzykę. Ale wracając do muzyki, wymienianie ulubionych zespołów chyba mija się z celem. Nie ma w zasadzie znaczenia, czego się słucha. Chociaż nie wierzę, że przy death technie można cokolwiek napisać ;)) Osobiście dzielę muzykę na MUZYKĘ i chłam, więc tolerancji proszę nie oczekiwać ;)

GWIZDON:
Żadna muzyka mnie nie inspiruje, albowiem odpowiada ona naszej psychiki i pobudza pewne emocje, a ja wole pisać od materialnych, o zjawiskach społecznych (tzn. staram się, oczywiście jeżeli nie opęta mnie głupawka). Lubię pisać przy skrzypcach, lub odmianach rocka lub metalu.

JAREK PORWOŁ:
Muzyka... Wszystko od Disturbed, po Disturbed. A dokładniej Reqwiem dla snu, Disturbed, Aphex Twin, Digger, Inkatha, Enya, Cradle of Filth, a także wiele, wiele innych. Jednak nie mogę powiedzieć, żeby muzyka, na razie, zainspirowała mnie do napisania czegokolwiek. Fakt, praktycznie zawsze coś tam leci, ale jak zaczynam pisać, to przestaję słuchać, byle tylko nie było cicho leci.

JUZEF:
Nie będę ukrywał że jestem skrajnym przypadkiem. Przy pisaniu słucham głównie radia, bo żadnej konkretnej muzyki szczególnie nie lubię. Łatwiej byłoby mi powiedzieć, czego nienawidze. Najbardziej chyba hip-hopu. No i disco-polo. A najlepiej piszę mi sie w ciszy....

MISZCZU WICHURSKI:
Podczas pisania w słuchawkach leci przeważnie 52D. Coś to w sobie ma, skoro mi się nie nudzi.;] Nie pogardzę jednak czymś innym (K44, Abra DaB, ostatnio nawet 3W). Znacznie to lepsze niż wsłuchiwanie się w jałowy odgłos wiatraczka i HDDka.;] Nie przedłużam, bo zaraz zacznę lać wodę, a chyba nie o to tu chodzi, czyż nie?;]

NOSFERATU:
(Zapowiada się mroczna litania :) - dop. Seth) Boszzzzz muza... no to tylko kolczasta piosenka wiatru -METAL!!!!!! I nie ma nic poza tym:)) No może oprócz gotyku? No ale ogólnie to metal a odmiany jakich słucham sobie to: black \death \doom .... heavy odpada bo nie kręcą mnie kastraci (chociaż ludziki mówią że dani from CoF też kastrat ALE to inna para kaloszy....) No i teraz wyjdzie na to że jak słucham Kredek to nie jestem Tru:)) Ale co tam... ogólnie mogę wam wymienić pare zespolików: Behemoth, Immortal, Limbonic Art, Cannibal Corpse, Autumnal Winds, CoF, CoB, Satyricon, Gorgoroth, Carpathian Forest, Tiamat, Therion, Aion, Diabolical Masquarade, NNN, Lucifix, Amon Amarth, Covenant, The Covenant, Mayhem, Infernal Requiem, Morgul, Mortis, Rotting Christ, Summoning, Vampiria , Sacrum a z gotyku to hmm Hocico, Daine Lakaien, Clan Of Xymox, Diary Of Dreams, AevLord, Daimonion, Closterkeller... no to w sumie chyba wystarczy? Teraz pewnei by wypadało powiedzieć CZEMU wlaśnie tej muzy sobie slucham? No cóż... BO KURWA TAK ... i nie bede sie tlumaczył:) Szatan z Wami Potępieńcy! Od siebie mogę powiedzieć jeszcze że owa muza mnie baardzo inspiruje co widać po spaczonym sposobie mojego pisania po analnych bezeceństwach jakie sobie pisze i tworze jak również po psychodelicznym podejściu do co niektórych rzeczy ALE.... chuj z tym.

OGÓR:
Jeśli chodzi o minie to zależy co piszę. Jeśli są to wiersze (zdarza mi się) to wsłuchuję się w ciszę, ponieważ potrzebuję dużo skupienia i wtedy to mi pomaga. Z opowiadaniami ma się sprawa całkiem inaczej. Potrafię włączyć sobie muzykę głośno i pisać przez kilka godzin nawet nie czytając tego co tworzę. Słucham prawie wszystkiego, ale najlepiej piszę mi się przy muzyce elektronicznej jak trance, progressive (w szczególności muza Mauro Picotto i Blank & Jones), Acid Trance. Oprócz tego przy Hip-Hopie też mi się zdarza, ale tylko przy tekstach Eminema i D12. Jeśli mam napisać coś smutnego to słucham ballad, żeby wczuć się w nastrój. Tak był np. z „Marzeniem” – tylko smutne kawałki. Najlepiej klasyki.

RAT:
Zaczynałem chyba jak każdy – próbowałem wszystkiego. W końców wraz z zarostem (a nie długo potem grzywą) moje zainteresowania zatrzymały się - niczym wskaźnik - na polu z napisem „Rock”, acz szeroko pojęty. Nie chcę tu wymieniać od groma kapel, czy cokolwiek komuś proponować, bo jak mawiają ludzie o zamkniętych umysłach „nie będziecie tru”, czy coś takiego...
Przynajmniej dwa zespoły wywarły pewien wpływ na moją „twórczość”: Metallica, a z polskiej sceny muzycznej (już nieistniejący niestety) Illusion. Ten drugi jest szczególnie mi bliski - w trzech słowach: Przekaz, Wokal, Moc.
Jednak, w trakcie pocenia się przy przelewaniu w miarę strawnie myśli na arkusz Worda słuchać mogę wyłącznie Nocy i tego co się wtedy we mnie tli.

SETH:
Zauważyłem, że moje rzekomo najlepsze teksty powstawały w okresie kiedy słuchałem nałogowo Busha. I teraz – pisać zacząłem również przy akompaniamencie tego gruntowego brzmienia. Muzyka często mnie inspiruje i popycha do pisania. Podobno słuchanie muzyki w trakcie pisania nie wpływa pozytywnie na koncentracje. Gdy ja wezmę się za pisanie na poważnie (tak przynajmniej było dawno temu) zwyczajnie nie słyszę muzyki, nie widzę też monitora i znaków na nim, przenoszę się za to w miejsce właśnie opisywane, przeżywam to co opisuję, a muzykę uznaję wtedy bardziej za łącznik z światem niż coś rozpraszającego. Zdarzało się już mi wpadać na jakiś pomysł na opowiadanie tylko pod wpływem jakiejś piosenki lub jej tytułu. A że mam mało wybredny gust (nie przepadam tylko za techno – pomijając teledyski z ładnymi damami, bowiem przecież zawsze można wyłączyć dźwięk i delektować się obrazem :D, oraz za hip-hopem – lecz też z pewnymi wyjątkami, tym razem uzależnionymi od tego czy akurat jestem właśnie na imprezie i spożywam jakiś alkohol – alkohol w krwi dziwnie zwiększa moją tolerancję na ten gatunek muzyki :D). Słucham głównie grungeu – czyli
Nirvana i Bush – oraz wszelkich odmian rocka (pomijając jednak te skrajnie najostrzejsze) – czyli:
Foo Fighters, Rage Against The Machine, Audioslave, CKY, Korn, Merlin Manson,
Queens Of The Stone Age, Rob Zombie, Creed, Guano Apes, Incubus, Nicleback,
Silverchair, Staind, Stone Temple Pilots, Aerosmith, Alien Ant Farm, Blink 182,
Coldplay, Placebo, Filter, Garbage, The Shins i U2 (wszystkie te zespoły wpłynęły na mnie, niektóre słabiej inne mocniej, pogrubiłem te, które nadal słucham często). Słucham także wszelkiej maści soundracków. Moje ulubione to muzyka do filmów: „Fight Club”, „Requiem dla snu”, „Garden State”, „Pulp Fiction” i „Święci z Bostonu”. Czasami słucham czegoś bardziej uspokajającego i wyciszającego (Frou Frou, Bjork, Zero 7), niekiedy pod pop podpadającego (Gwen Stefani – Bardzo Ładna wokalistka ;)), a ostatnio przerzuciłem się na rap (w woli ścisłości – wszystkie solowe albumy Willa Smitha – najnowszy wymiata). W chwili obecnej, pisząc te słowa słucham świeżutkiego albumu Institute (formacji powstałej na zgliszczach Busha).

T#M:
Pisanie bez muzyki to w moim przypadku rzecz niemożliwa. Muzyka po prostu inspiruje, w pewien sposób uwalnia potok myśli, które pozwalają tworzyć dobre fabuły, czy ciekawych bohaterów… A przynajmniej ja tak mam.
Osoby, które nie słuchają metalu, o których można by powiedzieć, że w nim „nie siedzą”, często się dziwią, jak ja w ogóle mogę myśleć przy tej całej katatonii krzyków, ryków i wrzasków. No cóż, wyjaśnić tego nie potrafię, ale przecież przymusu wyjaśniania nie mam. Muzyka, której słucham podczas pisania, to ta sama, którą słucham normalnie. Nie wybieram specjalnych utworów, by tylko przy nich pisać (wyjątkiem jest moje pierwsze opowiadanie: „Przesłuchanie” :P), po prostu słucham. I piszę. Jak dojdę do pewnego momentu w opowiadaniu, że przyjdzie mi na myśl „O! Tutaj przyda się odpowiednie tło muzyczne”, to zapuszczam właściwy utwór. I to naprawdę skutkuje.
Muzykę, przy której piszę lubię traktować jako swego rodzaju „ścieżkę dźwiękową” do opowiadania :).
Raczej przy słuchaniu nie wpadam na nowe pomysły do już pisanego tworu, częściej się to zdarza w nocnej ciszy, kiedy tylko zza okna dochodzą głosy lekko podpitych osobników :P. Już prędzej przy odpowiedniej muzyce popadam w swego rodzaju trans w którym, przy sprzyjających pomysłach w głowie, piszę i przestać nie mogę. Nie wiem jak to nazwać… Po prostu wolę pisać przy muzyce, niż w ciszy, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach CISZA jest tylko ułudą…

TUXEDO:
Przede wszystkim muzyka nie może przeszkadzać. Tzn. techno, trance, metal, hop-hip i inne takie odpadają. W trakcie pisania i tak zapominam o tym, co akurat w Winampie leci i całkowicie się wyłączam na muzykę. No chyba, że akurat nie mam weny. Wtedy wrzucam Myslovitz, żeby przynajmniej przyjemnie się na ową wenę czekało. A pisząc te słowa słucham Pudelsów. I gwoli podsumowania – dla mnie muzyka NIE jest inspiracją, bo po prostu wydaje mi się tak dobra, że co ja, żuczek mały, mogę jeszcze inszego wymyślić? Niektóre piosenki są tak genialne, że aż mnie przytłaczają…
;) A na co dzień słucham jeszcze Łez, pana Wiśniewskiego i, ale to już wybiórczo, Iry, Wilków, Kazika, Republiki, Jacka Kaczmarskiego, i pewnie jeszcze wielu, wielu innych zespołów, których Wam teraz oszczędzę ;-)

WICKED SICK:
Próbowałem jedynie dwóch sposobów. Ze słuchawkami na uszach i ze słuchawkami odłożonymi na biurku. Moim zdaniem, oba nie wpływają jakoś szczególnie ani na prędkość pisania, ani na to, co się pisze, a skoro nie widać różnicy, to po cholerę rezygnować z czegoś, bez czego nie da się żyć? Tak, od niedawna stałem się prawdziwym muzykoholikiem. Pierwsze, co robię po zajęciu miejsca przed monitorem, to łączę się z Internetem, a potem włączam WinAMPa, by rozkoszować się dźwiękami różnych kapel, których zazwyczaj łączy jeden gatunek...
A więc jakiej muzyki słucham? Najważniejszą moją zasadą jest nie ograniczanie się do jednego gatunku czy piosenki nowopoznanego zespołu. Jak już ściągam, to kilka utworów, by swojej opinii nie uzasadniać na podstawie jednej piosenki. Gatunkiem, który kocham ponad wszystkie inne, jest rock we wszelkich odmianach. Hard rock, progressive, psychedelic, punk rock... Inne gatunki też zniosę, nawet hip-hop i techno, jeśli wpadną w ucho albo mają coś do przekazania (no dobra, techno czy drum’n’bassy to muzyka, która stroni od przesłania, ale weźmy na przykład taki hip-hop: nic, tylko wkoło jeden wał, śpiewanie o tym, jak to jest źle, jak to się żyje na osiedlu i jak się pali trawkę... W tym gatunku wytrzymam jedynie Kaliber i Paktofonikę). Ludzie dziwią się też, że lubię takie gatunki jak reggae albo country (Statler Brothers – Flowers on the wall :D). Wg mnie, nie ma tutaj powodu do dziwnych min i podnoszenia brwi, choć przyzwyczaiłem się do takich reakcji...
Moja miłość do muzyki zaczęła się wraz z utworami z filmów, które z trudem ściągałem przez modem z łączem 56 kb/s. Wcześniej jeszcze usłyszałem „Guerilla Radio” i „Renegades of funk” Rage Against The Machine, który to zespół poznałem na Gwiazdkę 2004 roku. Pierwsza ich płyta wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, więc zakupiłem jeszcze jedną (ostatnią), a resztę ściągnąłem z Internetu, pożytecznie wykorzystując stałe łącze o prędkości 128 kb/s :P
Wtedy wszystko się dopiero rozkręcało. Jeszcze nie wiedziałem, co dokładnie ściągać, ale zawsze chciałem poznać klasykę rocka, o której dużo słyszałem. Znowu jednak powróciłem do muzyki filmowej i zassałem soundtracki do filmów Tarantino, w których często przeważa muzyka country z lat 70. Przypomniało mi się, że to właśnie w latach 70 i 60 grały największe zespoły rockowe, więc co mi szkodziło pościągać nieco kawałków z tamtego okresu. Zaczęło się od AC/DC, potem było Deep Purple, Jimi Hendrix, Led Zeppelin, Pearl Jam, KISS, no i przede wszystkim Pink Floyd – czołowy reprezentant psychodelicznego rocka, do którego przekonałem się dopiero niedawno. Naprawdę kocham muzykę lat 70. I późnych 60., kiedy to rodziły się takie gatunki jak progressive czy hard rock, cały czas poznaję inne zespoły czy muzyków, takich jak np. Isaac Hayes, Bob Dylan, Frank Zappa, Steppenwolf, Jefferson Airplane, Bad Company... Długo by wymieniać, więc przejdźmy może w nieco inne klimaty.
W zasadzie to nie powinienem słuchać punku, bo ten gatunek właściwie zniszczył całe lata 70... Ale co dekada, to inna muzyka, więc późne lata 70. i 80. stały pod znakiem takich grup, jak np. Sex Pistols. Wtedy też rodził się metal i po jakimś czasie powstała Metallica – zespół, moim zdaniem, nadzwyczajny. Zarówno z okresu, kiedy dopiero zaczynali („Master of puppets”, „Ride the lightning”), jak i z nie tak dawnych czasów, kiedy powrócili z płytą St. Anger. Zespół ten lubię chyba najbardziej za to, że wokalista nie pruje mordy, i że cała grupa nie stara się być m(r)oczna, jak np. robi to Manson, który budzi jedynie moje politowanie... A najbardziej znane kawałki Metallici zostały zagrane przez pewien kwartet z Finlandii, nazywany Apocalypticą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zagrali oni te piosenki na... wiolonczelach :o Efekt jest piorunujący, naprawdę radzę się zapoznać z tymi przeróbkami...
Z jeszcze nowszych zespołów, to Nirvana i The White Stripes. Ten drugi jest zdecydowanie bardziej godny uwagi, zwłaszcza na to, że wokalista jeszcze żyje :P Jest to dwuosobowa (!) grupa złożona z perkusistki i gitarzysty, który jednocześnie robi za wokalistę. W natłoku hip-hopowych ziomali czy growlujących, mhrocznych metali, TWS grają prostego, nieskomplikowanego rocka. Riffy (grane na gitarze motywy, powtarzające się przez cały utwór) niesamowicie szybko wpadają w ucho, by potem można było je nucić pod prysznicem czy w wolnych chwilach. Piosenki nie są szczególnie „ostre”, jest wręcz na odwrót. „My doorbell” czy „Hotel Yorba” to tylko przykłady. Najlepsze są jednak gitarowe solówki (posłuchajcie tylko „Girl, you have no faith in medicine”, a dowiecie się, o czym mówię).
Kolejny akapit poświęcę polskiej muzyce. Nie słucham jej za dużo, bo zespoły w stylu Wilki czy Leszcze mnie nie rajcują, a namnożyło się toto ostatnio niebywale. Właściwie to ograniczam się do jednego zespołu i wykonawcy: Kultu i Kazika. Jak usłyszę Perfect, radia też nie wyłączam... Ale Kult przebija wszystko, co słyszałem. Nie chodzi tu o muzykę, która jest przede wszystkim „inna”, ale o teksty. Czasem bardzo proste, czasem zawiłe, do interpretacji... No i ten „swojski” klimat klasy robotniczej :P
Teraz w słuchawkach gra Linkin Park – band do niedawna uważany przeze mnie za muzykę z MTV dla niezbyt wymagającego odbiorcy. Przekonałem się jednak do nich i jak na razie mi się podoba. Z tego można wywnioskować dwie rzeczy: po pierwsze, nadal odkrywam nowe zespoły i gatunki i wiem, że przede mną jeszcze wiele nowych brzmień. Po drugie – ważniejsze – bardzo ciężko jest mi się przekonać do danego zespołu czy piosenki. Pewnego razu znajomy wysłał mi „Stairway To Heaven” Led Zeppelin. Teraz jest to mój ulubiony utwór, ale żeby móc to stwierdzić, potrzebowałem kilku miesięcy. Tak samo, a nawet gorzej, było z Pink Floyd, do którego namawiano mnie kilkakrotnie – ja jednak pozostawałem głuchy i dopiero usłyszane w radiu Comfortably Numb zmieniło moje nastawienie.
Na koniec wspomnieć muszę, że nienawidzę muzyki popowej. Zbiera mi się na wymioty, gdy słyszę kawałki z radia (Złote Przeboje jedynie uznaję :P) czy MTV albo Vivy. W ogóle cała otoczka tych telewizji mnie denerwuje, tak samo zresztą jak klimaty hip-hopowych ziomów czy dyskotekowych drechów. Rozumiem, że ktoś lubi jakiś gatunek i chce to zamanifestować, ale nie rozumiem, dlaczego. Dlaczego prawdziwy trve hip-hopowiec musi mieć nasrane w spodniach? Dlaczego musi jarać trawę? By jeszcze więcej gówna przeniosło się do jego mózgu? To już nie jest żadna manifestacja, tylko zwykła głupota...
To chyba wszystko. Mógłbym się rozpisywać o każdym zespole z osobna, ale to by się mijało z celem. Poza tym, zanudziłbym was na śmierć, bo przeca każdy słucha innej muzyki i to, co dla mnie jest zachwycające, dla kogoś może być po prostu średnie i nieciekawe... Dziękuję za uwagę
(gdyby wszyscy potrafili odpowiadać tak obszernie... ;) - dop.
Seth).

WINIX:
Prawda jest taka, że nie słucham muzyki podczas pisania, bo to czego słucham po prostu nie może grać w tle. Gdy tylko posłyszę pierwsze takty ‘Hey You’ Pink Floydów to zrazu przerywam pisanie i daje nieść się melodii. Nie słucham zwyczajnej muzyki, słucham zespołów, które zaczynają brzmieć dopiero gdy skupisz się na tym co grają... Czyli krótko mówiąc słucham muzyki DO SŁUCHANIA. Pink Floyd (legenda i bogowie dźwięku), King Crimson, Dream Theater to przede wszystkim. Lubię też bardzo Led Zeppelin, Deep Purple, Queen, Muse, Iron Maiden, Black Sabbath, Metallica, a i Polskimi zespołami nie pogardzę (jeśli ktoś uważa, że Polska muzyka to dno, niech posłucha): ostatnio Hunter, Coma, Rażeni Piorunem, a i giganci tacy jak Kult, Perfect, TSA, Budka Suflera (stara!) nie są mi obce. Ponadto cenię sobie bardzo grę na gitarze panów: David Gilmour (Pink Floyd), John Petrucci (Dream Theater), Richi Blackmoour (Deep Purple)... Długo by wymieniać. Ogólnie siedzę w rocku progresywnym i klasyce rocka. Najbardziej mnie inspiruje muzyka Pink Floyda z pierwszych, bardzo psychodelicznych płyt, bo za pomocą samych dźwięków ów panowie tworzyli jakąś historię (że choćby wspomnę legendarną suitę ‘Atom Heart Mother’ trwającą 24 minuty).
Pytania zadawał: Seth [storytellers@op.pl]
|