Abraxas "99"
| Nie wiem czy dojrzałem na tyle żeby się o tej muzyce wypowiadać. Zacząłem słuchać jej dzięki tacie i od tamtego czasu (od ok. 3 lat- sam nie
wiedziałem, że aż tyle...) czasami lubię jej sobie posłuchać. Jest to raczej trudna muzyka (progresywny rock)- autor tekstów pisze bardzo emocjonalnie, a i wykonanie nie jest wyzbyte z uczuć. Ja dałem ponieść się tym emocjom, czy wy tez dacie? Postaram się Was z nimi zarazić. Pierwszy utwór, 14.06.1999, zaczyna się słowami: "Wszystko zaczęło się we mnie, niektórzy nazywają to bólem istnienia. Jestem w transie, a trans jest wszystkim.", którym nie akompaniuje żaden instrument (tylko tajemnicze szepty). Potem zaczynają grać przestrojone gitary i perkusja, natomiast w tle płyną dźwięki z klawiszy (jakieś organy). Potem jest zamiana, gitary i perka cichną i zostają organy- wtedy wchodzi śpiew. Co ciekawe słabo słychać gitarę basową. Utwór kończy się prawie natychmiast. Kolejna ścieżka, "Czekam", jest kontrastująco spokojna. Zaczyna się na organach do których dołącza dźwięk podobny do tego jaki daje aparatura do mierzenia tętna (pik,pik,pik...). To "tętno" jest z początku normalne, lecz powoli przyśpiesza by na końcu przejść w jednostajny pisk (migotanie przedsionków- ma się rodziców lekarzy to się wie! :). I znów same słowa: "Moje powieki są jak zamknięte okna, moja nagość stała mi się obca...". Potem jest przepiękne "Jezbel". Jeden z najpiękniejszych utworów w mojej kolekcji. Tu do głosu dochodzi bas. W pierwszej części piosenki nie ma innej gitary niż właśnie basowa. Do niej dokomponowane są organy i perkusja. Dopiero potem pojawia się gitara solowa i wtedy muzyka staje się bardziej tajemnicza. Przypominam, że jeszcze nie ma śpiewu (w ogóle jest go mało)! W połowie piosenki klimat jest już bardzo gęsty, odzywają się już wszystkie instrumenty. Rozładowuje go bardzo czysty, wysoki głos. Tekst trochę filozoficzny, zmuszający do zastanowienia się nad swym istnieniem ("...mimo, że nic w pamięci nie powtarza się..."). Prawie nagle zrywa się melodia i zostaje tylko bas i ograny. Zaczyna się piękniejsza część piosenki. po ok. 1,5 minuty pojawia się przepiękna solówka (tego nie da się opisać!). Gitara po prostu śpiewa i płacze. Mógłbym słuchać tego fragmentu po 100 razy. Po rozwinięci solówki i zakończeniu jest przerwa i kończący akord. Kolejna wstawka słowna- "Szaleństwo przyszło nocą". Potem już taka bardziej normalny (muzycznie bo tekst jest co najmniej dziwny co nie znaczy głupi!!) utwór "Spowiedź". Wstęp na perkusji i od razu dość agresywna (choć nie szybka) gra na gitarach. W całości występuje cały skład: klawisze, gitary, bas i głos. W sumie fajna melodia. Szóstym utworem jest "Anatema, czyli moje obsesje". Długi i dość pokręcony twór. Wstępie łagodny, wręcz spokojny, natomiast reszta wręcz duszna. Jednak nie nieprzyjemnie duszna tylko tak jak duszny jest pokój, w którym pali się kadzidełko. Bardzo ciekawa kompozycja jeśli przesłucha się ją dokładnie. Jak we wszystkich utworach muzyka raczej nie przeskakuje od spokojnych rytmów w dźwiękową kaszankę. Pod koniec znów ładna solówka powoli wygasająca. Chwile potem wpadamy w "Pętle medialną". Chyba najmniej rockowy utwór na płycie. We wstępie są klawisze i perkusja. Którym pomaga monolog. Dopiero w drugiej części wszystko wraca do normy i zaczynają grać gitary. Ta pierwsza część bardziej mi się podoba. Nie to, że druga jest zła tylko po prostu mnóstwo jest takich piosenek i mi się już nudzą. "Noel", kolejny kawałek, jest inny. Początek na klawiszach, trzy nutki w kółko, potem jakieś organy dochodzą następnie perkusja i pas. Następuje zamiana nutek i dołącza głos. Znów piosenka bez "widocznej" gitary! Ale tylko do połowy. Po połowie jest taki galimatias stworzony przez przesterowane wiosła, że po prostu inna piosenka. Ten moment na wpływ na dalszą część piosenki- perkusja przyspiesza, organy ustępują gitarom. Jednak po chwili znów tempo zwalnia. W tej piosence warto zwrócić uwagę na tekst- jest ciekawy. Końcówka utwory znów należy do klawiszów. Potem jest '37- smutna muzyka organowa. Ciekawy utwór, który ma wbrew tytułowi 1:16 minuty. Był on tak jakby gąbką, którą smutne nutki zostały starte z linii melodycznych. Medalion, już 10 numerek, jest muzycznie pozytywny, teksty jako słowa na papierze nie są chyba w żadnej piosence smutne, natomiast to w jaki sposób są zaśpiewane można określić jako wesoły. W utworze grają klawisze (są w każdym), gitarki (wiolinowe i basowa) no i oczywiście perka. W zasadzie nie wybija się żaden z tych instrumentów. W drugiej części utworu staje się on bardziej pozytywny i troszkę przyśpiesza. Tutaj też jest jedna z nie wielu solówek na gitarce- jak wszystkie dość prosta ale szybka. Piosenka urywa się nagle i po krótkiej przerwie jest już bardziej mroczno-napięty utwór Iris. Wybijająca się na pierwszy plan perkusja i przesterowana gitara z klawiszami grają gdzieś w tle. Po 2 minutach perkusja trochę spuszcza z tonu i zaczyna grać bas. Oczywiście wszystkie inne instrumenty grają w tle podbudowując nastrój napięcia. W połowie piosenki wyciszenie i przejście do jeszcze bardziej mrocznej części. Nastrój rośnie, rośnie i nagle opada. Jest znów przerwa (cały czas ten sam utwór) i zaczynają grać świerszcze :) chwilkę po nich wchodzą klawisze. Grają tylko one muzyczkę podobną do jakiejś z Herosów 3 (Heros Might&Magic 3 dla nie kumatych). Podniosła atmosfera i takie bzdety. Później jest kolejny utwór, Oczyszczenie. Początek na "organach" potem dochodzi reszta. W tej piosence głos jest chyba najbardziej instrumentalnie potraktowany. Chyba największym atutem tej kompozycji jest tekst. Muzyka, choć fajna, jest tylko tłem dla szeptanych słów. Jest ich jak w każdej piosence mało ale są po prostu mądre (pewnie niektórzy się skrzywili myśląc "Po co w piosence mądry tekst? Przecież wystarczy że "wokalista" straci swoje struny głosowe/będzie "rapował" w tak muzyki"). Ostatni już utwór, Moje mantry, jest genialny. Od samego początku piękna gra gitary, której reszta instrumentów akompaniuje. Znów ciekawy tekst, choć raptem kilka zdań. Ale tutaj to jednak ta gitarka tworzy klimat. PIĘKNA PIOSENKA. Najlepiej opisać płytę słowami jej twórców (tekst z pierwszej strony książeczki dołączonej do płyty): "Wyobraź sobie dzień, w którym pęka niebo. Nie możesz. Nikt nie może. Ale to się zdarza. Zdarza się codziennie. Taki właśnie jest początek tej historii... Gdy twój umysł rozpada się na tysiące drobnych ziaren, przestajesz cokolwiek czuć i rozumieć. Czekasz, aby urodzić się na nowo, bo nic o sobie nie wiesz. To dobry czas na wędrówkę po zakamarkach swojej świadomości i podświadomości. Każdy chce poznać swój tunel. Każdy walczy ze swym szaleństwem. Jeśli pragniesz doznać oświecenia musisz wyspowiadać się ze swoich grzechów. Przenika cię strach i obsesja Stałeś się niewolnikiem techniki i wynalazku. Medialna pętla delikatnie zaciska się na twej szyi, jedyny kontakt ze światem Twego Ducha. Potrzebujesz oddechu. Wracasz myślami do chwili gdy poznałeś smak prawdziwego szczęścia. Poznałeś istotę, z którą mógłbyś być razem, ale przestraszyłeś się uczuć, którymi musiałbyś ją obdarzyć. Już nigdy nie zadzwoni upragniony telefon. Czasami jednak czułeś obecność jakiejś Opatrzności. To był rodzaj Twojego amuletu. To był medalion, który nosi się zawsze przy sobie. Nadzieja, która pozwoliła Ci przetrwać. Nagle wszystkie przeżycia kumulują się w jedno. Nagle stajesz się własnym sędzią. Jesteś wewnątrz i na zewnątrz. Jesteś światłem i ciemnością. Widzisz ciąg zdarzeń i przyczyn. Inkarnujesz, a potem wszystko się urywa. Słyszysz głos, który cię budzi. Czujesz jak twoje zmysły wdarły się w materię. Czujesz jak powietrze rani twoje ciało. Taka jest droga oczyszczenia... Po każdej burzy nastaje cisza. Po każdej zimie przychodzi wiosna. Wracasz jak pielgrzym po długim rozstaniu. Pogodzony z losem. Świadomy swej przyszłości. Wolny ponad wszystko." Podsumowanie: Płyta ogólnie dobra, trochę nie spójna, ale to tylko dodaje jej uroku. Jeśli ktoś szuka odskoczni od popularnych piosenek i chce trochę zastanowić się nad sensem istnienia to jest to płyta dla niego. Przez cały czas trzyma wysoki poziom zarówno tekstowo (chociaż trochę za mało go jak dla mnie, bo mądry jest) jak i muzycznie. Polecam ją każdemu czy słucha metalu, czy hh. Ocena:10/10 |
| P.S. Ta recenzja pisana jest pod wpływem chwili i stanowi moje prywatne (chore) przemyślenia, więc nie wszystko musi być dokładnie tak samo przez Was odebrane jak przeze mnie! |