LAO CHE
Finał festiwalu Rockowe Ogródki 2005


Planowałem pisać relacje z każdego koncertu odbywającego się w ramach festiwalu Rockowe Ogródki, ale pomyślałem, że i tak czytelników Kącika Muzycznego nie obchodzą występy początkujących i nieznanych zespolików, więc zdecydowałem się napisać relację tylko z ostatniego występu. Jego gwiazdą był zespół niewątpliwie znany już w Polsce za sprawą concept albumu "Powstanie Warszawskie", a mianowicie Lao Che. O samej płycie chyba nie ma się co rozpisywać, zresztą może i tak napiszę jej recenzję, skupię się lepiej na samym koncercie.

Około godziny 20:00 (o tejże planowo miał się zacząć koncert) zjawiłem się z kumplami w klubie Rock 69. Ze względu na grający zespół dziedziniec i teren wokół bramy pełen był ludzi, nie tylko fanów ostrego rocka, ale i zwykłych melomanów, którzy z pewnością przyszli z ciekawości podsyconej relacjami z "Faktów" czy "Wiadomości". Stanęliśmy przy samym wejściu czekając na rozpoczęcie koncertu.. Zanim się on jednak rozpoczął miano ogłosić, kto został tegorocznym zwycięzcą festiwalu. Nagroda jury przypadła zespołowi Redrum (zdecydowanie zasłużenie), a nagroda publiczności Des Moines (mniej zasłużenie). Wśród uczestników plebiscytu rozlosowano też skromne nagrody rzeczowe. Po tym wszystkim, mózg całego przedsięwzięcia :) Michał Kublik zapowiedział zespół i zachęcił do zabawy. Chłopaki z Lao Che weszli na scenę i rozstawili się na stanowiskach. Pierwszym utworem, który zagrali był "Did Lirnik", którego nie znałem dotąd, jako iż nie miałem jeszcze przyjemności słyszeć pierwszego albumu płocczan. Muszę przyznać, że jako utwór rozpoczynający koncert nie jest to najlepszy wybór, chyba że zamiarem zespołu było wprowadzenie klimatu a nie natychmiastowe rozruszanie publiki. Następnymi utworami były znane mi już numery z "Powstania Warszawskiego". Pierwsze 3 poleciały zdaje się że, w kolejności znanej z albumu, choć pewny nie jestem. Podczas "Godziny W." na scenę zapakowali się skinheadzi i zaczęli machać biało-czerwoną flagą, lecz po zakończeniu utworu Spięty kazał im zejść. Natomiast podczas "Barykady" stwierdziliśmy z kumplami, że nie ma co tak stać i trzeba się przedostać pod scenę. Tak też zrobiliśmy i chwilę później znajdowaliśmy się już w tłumie szalejących ludzi. Początkowo zabawa polegała raczej na kołysaniu się, aniżeli prawdziwym pogo, Lao Che zagrało bowiem oprócz wspomnianej "Barykady", niewesołe 'Stare Miasto". Jednak pod koniec tegoż młyn zaczął się rozkręcać, a przy następnym killerze, jakim jest "Przebicie do Śródmieścia" był on już całkiem solidny. Atmosfera wspaniała, wszyscy skakali, śpiewali i wymachiwali pięściami z bojowym zadęciem :) Ucieszył mnie fakt, iż większość osób znała teksty piosenek, zatem Spięty mógł utrzymać kontakt z publiką. Kolejność utworów z "PW" różniła się nieco od tej znanej z albumu, tak więc zamiast znajdujących się gdzies w środku "Zrzutów" poleciał znany z "Guseł", "Astrolog". W setliście znalazło się też miejsce na oryginalną pieść powstańcza pt. "Groźba", która stylistycznie idealnie wręcz pasowała do reszty i podobnie jak pozostałe sprawiła, że pod sceną się zakotłowało. Ja jednak ciągle nie mogłem doczekać się moich ulubionych "Zrzutów", lecz moje marzenie spełniło się, choć dopiero na bisach :) Wtedy też poleciało parę numerów z "Guseł" i wyczekiwany przez jednego z kumpli, który BTW również urzęduje w tym Kąciku :), "Klucznik". Dla uzupełnienia zagrano też resztę materiału z "Powstania Warszawskiego", która do końca utrzymała wspaniałą atmosferę występu, aż po ostatni dźwięk wszyscy skakali, gibali się, pływali na rękach innych ludzi, słowem: genialna zabawa. Po koncercie żałowałem trochę, że nie zdecydowałem się na stage-diving, choć z drugiej strony nie wiadomo czy ludzie utrzymali by 77 kg żywej wagi jakim jest moje cielsko. Może okazja nadarzy sie na następnym koncercie albo na występie Farben Lehre, który już we wrześniu? W każdym razie polecam wybranie się na występ Lao Che każdemu kto słyszał "Powstanie Warszawskie" i podobało mu się albo nie jest do końca przekonany. Wątpiącym muszę powiedzieć, że utwory te znakomicie brzmią na żywo i są jeszcze bardziej poruszające, a wyśpiewywanie powstańczych tekstów to ogromna radość. Dobra, jeszcze obowiązkowe pozdrowienia, tym razem dla: G3T, Sinner_Ed, Jacek vel Demonaz, Daniel, Jelcyn, i już się zamykam.


© Bad Guy (np. Acid Drinkers - "Rock is not Enough")