KREATOR
"Live Kreation"


Oj, powalił mnie Kreator na tegorocznym Mystic Fetival. Mille z kolegami po raz kolejny pokazali, że choć młodzikami już nie są potrafią nadal dotkliwie skopać tyłki. Właśnie ich występ najmilej wspominam spośród wszystkich, których byłem tamtego dnia świadkiem. Szkoda tylko że pewnie na kolejną wizytę Kreatora w naszym kraju przyjdzie nam czekać jakieś dwa lub trzy lata. By nie zatracić się jednak w smutku z tego powodu polecam posłuchać jakiegoś bootlega zespołu lub jego oficjalny, podwójny album koncertowy - "Live Kreation".

Materiał na jaki składa się pierwszy i na razie jedyny album koncertowy Kreatora to fragmenty koncertów z różnych krajów świata, zagranych w ramach trasy promującej album "Violent Revolution". Zostały one jednak tak sprytnie zmiksowane, że mamy wrażenie jakby pochodziły tylko z jednego występu. A jest to, wierzcie mi, bardzo ważne.

Dobór materiału nie powinien nikogo dziwić. Najwięcej utworów pochodzi z "Violent Revolution" (z intrem "The Patriarh" jest ich aż sześć). Pomimo tego resztę setlisty stanowią same klasyki grupy, że wymienie tylko: "Extreme Agression", "People of the Lie", "Pleasure To Kill", "Riot of Violence", "Coma of Souls", "Terror Zone", "Flag of Hate", "Under the Gillotine", "Betrayer" czy "Tormentor". Zespół nie zaniedbał również swoich, trochę mniej popularnych, produkcji z lat 90. Myślę jednak, że takie np. "Renewal" i "Lost" bronią się na żywo doskonale. Co do poszczególnych muzyków to nie mam żadnych zastrzeżeń. Ba, wielokrotnie na albumie pokazują oni, że ponad 20 lat (przynajmniej jeśli chodzi o Mille i Ventora) spędzonych na scenie nie poszło na marne. Ventor popisuje się solem na początku "Lost" i zaskakuje w np. "Riot of Voilence" śpiewem. Tak, tak, ten gościu potrafi grać na perce i jeszcze do tego drzeć mordę. Oczywiście i tak przy większości numerów przy mikrofonie stoi Petrozza, ale myślę że Ventor i tak niewiele ustępuje swojemu koledze.

Inną kwestię stanowi brzmienie. Jest ono trochę podejrzanie czyste i klarowne. Może i trochę zbyt gładkie jak na koncertówkę, ale w końcu chyba lepiej słuchać takiego materiału niż jakiegoś kiepskiego i sprzedawanego po wygórowanych cenach bootlegu. A może wolę pozostać w świadomości że takim starym wyjadaczom co Kreator nie potrzebne są retusze w studio? Dobra, dość bo coś zaczynam marudzić. Ważne w końcu, że słychać wyraźnie wszystkie instrumenty i publiczność. Nie oszukujmy się to ona stanowi jeden z najważniejszych elementów albumów koncertowych. Osobiście uwielbiam słuchać chóralnie odśpiewywanych refrenów piosenek. A tego jest tu właśnie dużo. Nic oczywiście nie przebije koncertowej wersji "Tormentora", przy której publika udziela się najbardziej. Jeśli są kawałki, które na koncertach wypadają lepiej niż w oryginale to ten numer do nich z pewnością należy.

Ok, przestaję już brudzić klawiszy klawiatury. A Ty, pod warunkiem że jesteś fanem Kreatora i niemieckiego thrash metalu, nie gap się dłużej w monitor tylko rozbijaj swoją świnkę-skarbonkę i wyruszaj na polowanie tego albumu do Media Markt. Naprawdę polecam!

PS. "Live Kreation" można kupić także w wersji digipack z dyskiem DVD, na którym znajdują się fragmenty koncertów i wywiad z Mille.

Ocena: 9/10


© Anger