BRUCE DICKINSON
"Tyranny Of Souls"
"Tyranny Of Souls" jest pierwszą solową płytą Bruce'a od czasu jego powrotu w szeregi Iron Maiden. Od wydania poprzedniego dzieła artysty zatytułowanego "The Chemical Wedding" upłynęło już siedem lat. Oczywiście Dickinson przez ten czas nie próżnował. Razem z Maidenami nagrał dwie płyty studyjne, jedną koncertową i zagrał kilka dużych tras koncertowych (to wcale nie przypadek, że premiera "Tyranny..." zbiegła się z jedną z nich).
Na omawianym albumie Bruce'a wspomagają Roy Z (wszystkie gitary, bas, kompozycje, produkcja), David Moreno (perkusja), Ray "Geezer" Burke (bas), Juan Perez (bas) i Maestro Mistheria (klawisze). Ciekawym elementem jest także wkładka. Każdy tekst jest przyozdobiony diabelskim rysunkiem autorstwa Hansa Memlinga.
Przejdźmy do rzeczy najważniejszej, czyli muzyki zawartej na albumie. "Tyranny Of Souls" rozpoczyna krótkie, mroczne intro pt. "Mars Within". Klimatem przywodzi na myśl poprzednią płytę Bruce'a "The Chemical Wedding". Numer dwa to singlowe "Abduction". Utwór ten spokojnie mógłby znaleźć się na którymś z ostatnich dwóch albumów Ironów. To bez wątpienia najbardziej "maidenowy" kawałek na płycie. Roy Z gra solówki niczym Murray albo Smith. Dalej mamy "Soul Intruders", który również trzyma bardzo wysoki poziom. Numer cztery to zdecydowanie najlepszy na płycie utwór zatytułowany "Kill Devil Hill". Rozpoczyna się wolno i mrocznie. Tak jest aż do niezwykłego, magicznego refrenu, który po prostu się przeżywa. W pewnym momencie wszystko zwalnia. Gitara zaczyna grać spokojnie. Towarzyszą jej klawisze. Jest to kolejne odwołanie do poprzedniego albumu, których na "Tyranny..." nie brakuje. Następne dwa utwory w kolejności to ballady. Pierwsza z nich to "Navigate The Seas Of The Sun". Kawałek ten może być zupełnym zaskoczeniem dla fanów Bruce'a. Jest to spokojna piosenka zaśpiewana przy akompaniamencie gitary akustycznej. Wokal również jest inny niż w reszcie utworów. Jedynie przed refrenem Dickinson śpiewa tak jak nas do tego przyzwyczaił. "Navigate..." spokojnie mogłoby się znaleźć w repertuarze Bon Jovi albo Matchbox 20. Druga ballada to "River of No Return". Zdecydowanie bardziej metalowa przypominająca poprzednie dokonania artysty. Numer siedem to dynamiczny i przebojowy "Power Of The Sun". Jest to rzecz spokojnie nadająca się na singiel. W trakcie solówki można odnieść wrażenie, że słucha się Maidenów. Dalej mamy "Devil On A Hog". Utwór utrzymany w średnim tempie z ciekawym riffem i melodyjnym refrenem. Bardzo mi się podoba moment, w którym Bruce śpiewa "Coming outta nowhere I'm a Godhead rider...". Dwa ostatnie utwory ("Believil" i tytułowy) spokojnie mogłyby się znaleźć na "The Chemical Wedding". Obydwa są utrzymane w wolnym tempie i mają mroczny, niepokojący klimat.
Teraz kilka słów podsumowania. Płyta trzyma naprawdę wysoki poziom. Polecam ją wszystkim fanom Iron Maiden oraz dobrego hard rocka i heavy metalu.
Ocena: +8/10