DARKTHRONE
"Under A Funeral Moon"


Oj, ciężkie boje toczyłem z tą płytką, zanim w końcu mi siadła. "Under A Funeral Moon" było pierwszym wydawnictwem Darkthrone, które usłyszałem i nie będę tu nikomu ściemniał, że od razu doznałem objawienia i zakochałem się w tym krążku. Darkthrone to jednak w końcu nie Metallica, której takie "St.Anger" najpierw powala (przynajmniej mnie), a potem rozczarowuje. Może jednak dzięki temu, że dłużej przyswajałem sobie trzeci album w dyskografii zespołu Nocturno Culto i Fenriza cenie go bardziej od np. "Total Death" (z całym jednak szacunkiem dla tej płyty), które spodobało mi się od razu, ale do którego nie wracam zbyt często.

"Under A Funeral..." powstało w 1983 r. w czasie gdy norweska scena black metalowa powoli chyliła się już ku upadkowi. Śmiem jednak twierdzić, że nagrane wtedy dzieło Darkthrone, wraz z "De Mysteriis Dom Sathanas", jest najwybitniejszą pozycją black metalową z tego okresu. Aż bije z niego pasja muzyków zespołu suto zakrapiana jeszcze diabelską polewką. Faktycznie, można poczuć siarkę przesłuchując ten album. Uroku dodaje mu w szczególności szorstki, niczym papier ścierny, wokal Nocturna Culta, który śpiewa jakby dopiero co przestał rzygać lub ostro chlać. Trochę z tyłu za jego growlem słychać cichy, tajemniczy szept. Czyżby Lucyfer podpowiadał Tedowi słowa? Możliwe, możliwe.

Jeśli zaś chodzi o same kompozycje to "Under A Funeral..." mógłby śmiało nosić tytuł "The Best of Darkthrone". Bo w końcu czy ktoś wyobraża sobie uważać się za fana tej hordy i nie znać "Natassja in Eternal Sleep", "Unholy Black Metal", "To Walk The Infernal Fields" czy numeru tytułowego? Ktoś mógłby jednak zapytać co mają w sobie zachwalane przeze mnie utwory. Faktycznie, nie są ani powalające technicznie, gdyż riffy, jak na Darkthrone przystało, są wręcz banalnie proste. Podobnie zresztą jak, chwilami rozbrajająca swoją prymitywnością, perkusja Fenriza. Nie o to tu jednak chodzi. Tu liczy się ten piekielny klimat, który sprawia, że podczas słuchania krążka oglądamy się nagle za siebie i sprawdzamy czy nie stoi za nami Diabeł, przez który wydaje nam się, że nasze nozdrza drażni gotowana smoła i siarka. Ta płyta to po prostu kult i niech się walą te wszystkie współczesne, podziemne kapelki, które nieudolnie próbują naśladować Darkthorne. Grać tak prosto i zarazem szatańsko potrafili tylko Zephyrous, Nocturno Culto i Fenriz!

PS. Aha, byłbym zapomniał. Do ostatniej reedycji krążka dołączono wywiady z muzykami, opowiadającymi o jego powstawaniu. Są one jednak w języku Szekspira, więc jak ktoś go nie zna, nic nie zrozumie, ale że zawsze trzeba szukać pozytywnych stron życia to mogę takiemu komuś powiedzieć, że będzie mógł sobie popatrzeć na Fenriza i ubranego w zupełnie niemetalowy sweterek Nocturna Culta:-).

Ocena: +9/10


© Anger