BLAZE
"Tenth Dimension"


Zaczyna się jakimiś metalicznymi łupnięciami, głuchymi odgłosami jakby wyssanymi z podświadomości. "Forgotten future"- trzeba przyznać, że tytuł idealnie pasuje do tego, co słychać w intrze. Atmosfera jaką wytwarza kojarzy mi się ze "Speak to me" z "Dark side of the moon" Pink Floyd, ale tu nie wypływa z niego łagodna ballada, ale ostry, agresywny riff. Bo przecież chyba nikt się nie spodziewał, że były frontman Wolfsbane i Ironów weźmie się za granie art rocka. "Tenth dimension" to concept- album o samotnym naukowcu poszukującym tytułowego dziesiątego wymiaru. Bayley pisząc teksty opierał się na filozoficznych rozprawach, o czym zresztą on sam informuje w książeczce do płyty. "Kill and destroy" robi za punkt wyjścia, jako przekonanie o tym, że w przeciwieństwie do innych odkryć, to jako jedyne nigdy nie obróci się przeciwko ludzkości. Przez cały album wędrujemy wraz z geniuszem ku jego wielkiemu celowi. Droga wiedzie przez senne koszmary i wizje ("End dream"), samozaparcie w dążeniu do celu ("Nothing will stop me"), chwile wiary w siebie ("Leap of faith"), momenty zwątpienia ("Truth is revealed"), a nawet spowiedź przed samym sobą ("Meant to be"). W dodatku teksty mają postać monologów, co dodaje całej opowieści wiarygodności.

Ale "Tenth dimenson" to płyta z muzyką, a nie książka Paulo Coelho. Świetną muzyką, stanowiącą idealne tło do historii opowiadanej przez Bayleya. W "End dream" za skrzyżowanie snu i jawy odpowiadają przeciągłe gitary, schematyczna perkusja, a także niespójna kompozycja całej piosenki. Do tego Bayley pokazuje, że potrafi stworzyć nastrój swoim wokalem. "Nothing will stop me" zaczyna się łagodnie, ale z każdą frazą wszystko przyspiesza, a śpiewający utwierdza się w tytułowym przekonaniu. Mamy też bardziej klasyczne momenty. "Leap of faith" i "Speed of light" to tradycyjne galopady, które jednak idealnie zgrywają się z tekstem. Ale bywa też nastrojowo i refleksyjnie, jak w "The truth revealed" z misternymi, iście floydowskimi solówkami, albo w "Meant to be" z cudownym, spokojnym wokalem. Paradoksalnie do całości najmniej pasuje utwór tytułowy. Jego końcówka jest podsumowaniem całego albumu a fraza na końcu wciśnięta jakby tylko po to, żeby nadać utworowi taki właśnie tytuł. Szkopuł w tym, że "Tenth dimension" znajduje się pośrodku płyty, a nie na jej końcu. Ale jestem gotów wybaczyć to niedociągnięcie, ze względu na to, że utwór ów to dla mnie klasyk metalu. Wokal jest popisowy, refrenu mógłbym słuchać w nieskończoność, wyśmienite zwolnienie tempa w środku utworu, wyborne riffy, wspaniałe przejście z solówki do refrenu... Rewelacja!

To bądź co bądź tradycyjne rzemiosło heavy metalowe, widać doskonale inspiracje, jednak nie ma mowy o wtórności. Trzeba oddać panom z Blaze, że potrafili doprawić utwory swoimi świetnymi nieschematycznymi pomysłami. Album jest dopracowany w każdym calu. Nawet teksty w książeczce z płyty są pisane w "notesie" głównego bohatera. 53- minutowa opowieść mija szybko i po usłyszeniu finałowego okrzyku nie pozostaje nic innego, jak tylko odpalić tą płytę jeszcze raz. I jeszcze raz… Tylko z obawy o własne życie nie porównam tej płyty do najnowszego osiągnięcia Iron Maiden. Maestrii technicznej to tu może nie ma, ale jak słychać i w heavy metalu można wymyśleć coś absolutnie nowego i odkrywczego. Polecam!

Ocena: +9/10

Lista utowrów:
1. Forgotten future 2. Kill and destroy 3. End dream 4. The tenth dimension 5. Nothing will stop me 6. Leap of faith 7. The truth revealed 8. Meant to be 9. Land of the blind 10. Stealing time 11. Speed of light 12. Stranger to the light


© Jędrzej IV Śniady <chilvary@wp.pl>