Anita Lipnicka & John Porter "nieprzyzwoite piosenki"

Płyta dwójki znanych (w niektórych kręgach) osób przyciąga moją uwagę od dość dawna. Najlepiej smakuje wtedy, kiedy jestem zdołowany i żyć się nie chce, z tego prozaicznego powodu, że teksty są o miłości, nadziei i takich tam :). Jednak pomimo raczej smutnych tekstów i melodii, zwykle po przesłuchaniu tej płyty moja tak jakbym zapominał o smutnych chwilach. Ale przecież nie o moje odczucia tu chodzi! Nie przynudzając dłużej przechodze do dalszej części recenzji (akurat piosenka sie zmieniła:))

Z instrumentów na tej płycie nie wiele, bo zaledwie dwie gitary, perka oraz w niektórych utworach jakieś skszypce czy cóś takiego. Śpiewają Porter i Lipnicka, i wychodzi im to nawet nieźle. Słychać, że są doświadczonymi "bardami"- nawet nie roumiejąc słów piosenki można bardzo dobrze zorientowć się "o co tutaj chodzi". Nadszedł czas wspomnieć o samych piosenkach pokolei.
Pierwszą piosenka jest, znana z radia, "Bones of Love". Opowiada o zabójcach, którzy mieli zlikfidować się nawzajem ale nie pykło im bo się zakochali w sobie:). No to tak zgrubsza. Utwór jest żwawy ale nie skoczny, nie pasuje trochę do reszty płyty melodią i tempem ale po niej piosenki są już dobrze dobrane. Druga w kolejności jest smutna ballada "Beggar's Song". Chwyty moll'owe (na całej płycie nie ma żadnych riff'ów, wysępują tylko solówki-a wszystko to na akustykach) melancholijny tekst o człowieku który był zakochany w kims kogo widywał często. Było on samotny, miał "więcej palców niż przyjaciół". Po smutnych dźwiękach Pieśni Beggara, "Heven Knows Why" odchodzi odrbina melancholi. Piosenka jest bardzo ładna (jedna z najulubienszych moich na tej płycie:)), a obok melancholi jest też ciut nadziei. Te dwie emocje przeplataja się co daje efekt jakby śpiewający mówił to do kogoś w zwyczjnej rozmowie. Jednak nadzieja zbyt długo się nie utrzymyje i "Then & Now" mamy taki, jakże już nudny, smutek. Nie jest to wybinie piękna ballada, choć trzyma bardzo wysoki poziom całej płyty. Potem jest piękny utwór "Rose". Jest on świetnie skompnowany, a głosy Lipnickiej i Portera świetnie do siebie pasują. Właśnie ta piosenka, mimo że raczej wolna, zawsze dawła mi nowa siłę do życia na naszym łez padole. Potem jest wesoła piosenka o dość płynnym tytule "Everything Flows". Porównując ją do reszty płyty t mżna powiedzieć, że jest wręcz radosna! nie wiem dlaczego kojaży mi się z hipisami. jakoś tak kwieciście jest śpiewana, że jak zamknę oczy to widzę jakiś hipisów śpiewających sobie latem. Miękko i płynnie nadchodzi "Learning (how to fall)". Dobra piosenka jak chce się trochę pomysleć , bo plumka sobie gdzieś w tle (bardzo ładnie zresztą), a my możemy oddac się przemyślenim. Najlepiej na jakieś egzystencjalne albo miłosne tematy. Całkiem nieżle może sprawdzić sie też jako wolniak na jakichś imprezach. Jak zresztą większość utworów z płyty. Śpiew jest zgrany z muzyka tak, że jeśli by nie zwracać uwagi to można go nie zrozumieć! Tak oto dobrneliśmy do połowy płyty! Ósma piosenka, "Cry", jest w zasadzie tylko śpiewana- gitarki graja gdzieś w tle podbudowując nastrój i eksponując tekst. Wbrew tytułowi nie jest baaardzo smutna. Tak w sumie to żadna z tych piosenek nie jest dołująco smutna (musi byc wam wiadome, że dziele smutek na dołujący i podbudwujący). Nie jest wprawdzie piosenka przy której nie da się bez śmiechu wytrzymać, jest spkojna, wyciszająca... Dziewiąta, "Way Back To Love", jest zgoła inna. Gitary nadal trzymają sie w tle ale słychać je już wyraźniej. "Cruel magic" jest jedną z najspokojniejszych utworów. Gitarą akompaniuje delikatnie tylko perkusja. Tekst smutny, muzyka również. Następna "Nobody else" jest weselsza od poprzedniej ale nie jest radosna. Jest to piosenka opowiadająca jak bardzo jedna osoba kocha drugą. Jeszcze weselsza jest kompozycja nosząca wiele znaczący tytuł "Knock, knock". Jak co utwór grają dwie gitary. Nie jest śpiewana bardzo radośnie ale nie jest to też ballada samobójcza. Silny ptak ("Strange bird") jest jednym z najpiękniejszych utworów w moje tysięcznej kolekcji piosenek. Nie ma tu tyle muzyki granej na gitarze, są też fortepian i skrzypce, a całość muzyki jest daleko w tle za pięknym śpiewem Anity Lipnickiej. Właśnie jej głos jest największym atutem tego dzieła. "Sweet Jesus", kolejna pozycja na plycie, jest zgoła inna. Muzyka jest dynamiczna, śpiew weselszy, tekst również. Bardzo fajne zakonczenie płyty.
Podsumowanie:
Płyta spokojna, dobrze technicznie zagrana i bardzo fajna. Polecam wszystkim, którzy mają dość radiowych (s)hit-ów, wszystkich tych ciężkich zespołów oraz tym którzy szukają wyciszenia.
Ocena:
9/10

P.S.Ta recenzja pisana jest pod wpływem chwili i stanowi moje prywatne (chore) przemyślenia, więc nie wszystko musi być dokładnie tak samo przez Was odebrane jak przeze mnie!
Ainedhu