*** Akustyczne kontrowersje ***


Kiedyś za tego typu wybryki wieszano ludzi jak mokre ubrania - bez skrupułów. Byli to ludzie, którzy doszli do pewnych ważnych i delikatnych wniosków, którymi chcieli się podzielić z szerszą publicznością. Mowa o kontrowersji. Z czasem, kiedy demokracja otworzyła nad ludnością swój parasol wolności wypowiedzi, ostre słowa padały z każdej dziedziny sztuki - film, malowanie, pisanie, rzeźbiarstwo, patroszenie ryb. I oczywiście muzyka.

Kontrowersyjność w muzyce jest bardzo dobrym środkiem pomocniczym w wybiciu się na szczeblach rozrywkowej hierarchii. Doskonale promuje owoc twórczości danego artysty, gdyż będąc właśnie takim odwraca uwagę milionów ludzi, którzy czerpią przyjemność ze słuchania muzyki, która nie kwestionuje pewnych delikatnych spraw. A właśnie tym zajmuje się akustyczna kontrowersja - poprzez muzykę dotyka najczulsze tematy, tak sprytnie omijane przez media, ludzi, polityków czy Kościół, prowokuje i szokuje. Jednak jest niekiedy tak, że artysta zrywający z dobrymi obyczajami zapomina o samej muzyce.

Przykładem mogę nazwać żonę sławnego polskiego statycznego piłkarza nożnego - Dodę Elektrodę. Biuściasta blondyna postanowiła za pomocą muzyki zaprezentować swoje okrągłe mięso (osobiście nie uważam tego za kontrowersję, a kompletny brak pomysłu, talentu i świadectwo omylnego przekonania o posiadaniu najładniejszej dupy w Polsce), co niezbyt dobrze wyszło samej muzyce. Dźwięki są nawet dobre, do słownego przesłania Dody nie mam większych zarzutów, choć niekiedy jej metafory są tak dziwne, że zdaje się, iż sama Doda nie wiedziała, co konkretnie ma na myśli. Ale odpycha właśnie ten imidż. Można też tutaj wskazać Chylińską, która słynie z małego zasobu słownictwa, zamkniętego głównie w kurwo-podobnych sformułowaniach.

Taki styl sam w sobie nie jest zły. Trzeba umieć tylko nad nim panować, wiedzieć, gdzie postawić granicę. Nie może on być pierwszorzędnym powodem tworzenia muzyki. Tu idzie najpierw talent, potem dopiero robienie hałasu wokół swojej osoby. Bo wykrzyczeć niewygodne fakty czy dwadzieścia razy k... w jednym zdaniu to i ja potrafię. Wystarczy wyłapać z telewizji czy książki coś, co ruszy tłum, i krzyknąć to do mikrofonu. A takich rzeczy we współczesnym świecie jest więcej niż pryszczy na głazach nastolatki. Wątpliwość na wersję ludzkości wg Kościoła katolickiego, "wzorowi" politycy, wojna w Iraku, prezydentura Wujka Busha - to nie jest czubek góry, tylko parę ziarenek na ów szczycie.

Wystarczy spojrzeć na Marilyn Mansona - znanego promotora satanizmu, publicznego mordercy drobiu i podpalacza perkusistów. Lider Brian Warner dobre obyczaje na czas teledysków i koncertów wkłada do szufladki w swojej garderobie. Facet nie śpiewa o niczym, co nie wywołuje szoku i wzburzenia katolików, ludzi broniących cenzury w mediach i przemyśle rozrywkowym. Plakat z jego koncertem jest zwiastunem czegoś, co nie mieści się w definicji kontrowersja. A muzyka jest jego największym atutem. Grupa Mansona doskonale wie, co robi. Warner tworzy muzykę po to, by coś oczernić. I robi to znakomicie.

Podobnie jak ostatnimi czasy uśpieni panowie z Greendaya. Panowie ostro i bezkompromisowo pokazują sens i skutki dyktatury aktualnego prezydenta stanów zjednoczonych. Robią to dobrze, trochę dziwnie dobrana do przesłania muzyka - coś koło kalifornijskiego rocka. Mimo smutnego dla jankesów przesłania płytę słucha się przyjemnie i zapewne o to Billemu Armstrongowi chodziło.

Jak to wygląda dzisiaj? Właściwie sam nie wiem. Mnie tego typu spełnianie się w muzyce nie dokucza. Warunkiem jednak musi być przede wszystkim to, co powiedziałem już wcześniej - talent muzyczny. Tworzenie "wrzącej" muzyki bez talentu, jest jak nauczanie matematyki przez polonistę - mogą być chęci, ale potrzeba do tego pewnej wiedzy i umiejętności. Od czasu do czasu na scenie pojawi się jakaś banda, która myśli inaczej. I znika prawie tak szybko, jak przy wejściu na scenę. Staje się tylko wspomnieniem, napisem na podkoszulku, zakurzoną płytą jednego sezonu wakacyjnego, do której nigdy się nie wróci. Inni natomiast dalej będą robić takie wrzawy. Z jednego powodu: Bo wiedzą, jak.


© Michał Chmielewski <eric_wu@wp.pl>