COŚ JESZCZE O WOJNIE
czyli o bitwie hip hop VS metal moja własna opinia


Wiem, że to temat przewałkowany już wzdłuż i wstecz n razy, ale chcę dorzucić swoje 100 groszy. Hip hop to muzyka, która wciąż jest bardzo popularna i wciąż istnieje na nią moda. Prawdziwi hip hopowcy to, wbrew pozorom, nie ludzie, którzy przerzucili się z Christiny Aguilery na hip hop, bo stało się to modne, lecz ludzie, którzy słuchają tej muzyki od dawna, rozumieją ją i doceniają jej piękno. Bo hip hop, drodzy (niektórzy) metale, też potrafi być piękny.

No i od słowa do słowa, na hip hop zrobiła się cała moda. Nie ma sklepu, w którym dumnie nie powiewałyby szerokie spodnie i workowate bluzy. Sporo sklepów sprzedaje także deskorolki (fakt, że są one dziadowskiej jakości nie ma znaczenia). Na każdej ulicy zobaczysz teraz kolesia w spodniach z krokiem poniżej kolan. Tylko, że teraz powstał problem: jak odróżnić pozera od hip-hopowca, który naprawdę zna się na tej muzyce? Bo pozer- kim jest, każdy wie. Bardzo możliwe, że chłopaczek, który dumnie wymachuje teraz w powietrzu swoją nową (400 PLN) deskorolką (na której nie umie nawet podskoczyć) kilka lat temu afiszował się z koszulką Ich Troje, a hip- hopu zaczął słuchać, bo wszyscy zaczęli. I to jest właśnie najbardziej do chrzanu. Jak odróżnić fana Mezo i Ascetoholix od fana... hmmm.. .no na przykład Fabulousa albo Numera Raz, albo...OK, starczy. Różnica między nimi jest taka, że dwa pierwsze składy powstały w czasie największego popytu na tą muzykę z pewną szansą na sukces. Nic więc dziwnego, że mają tyle fanów (nie chcę nikogo obrażać, po prostu podaję przykład). Tylko, co to za fani? Napalone trzynastolatki? Za jakiś czas, kiedy modne będzie np. reggae, będą tłumnie kupować płyty z zielono- żółto- czerwoną okładką, nie wiedząc, kto to był Bob Marley. Bo to jest po prostu modne!

Ci "hip hopowcy", jak sami o sobie mówią, spotykani na ulicy i bluzgający wszystkich i wszystko, to nic innego, jak zwykli pozerzy. Tak po prostu. Czują się silni, bo są w grupie i mają na sobie modne ciuszki, które kosztowały połowę wypłaty ich rodzica, i które mają zapewnić im szacunek społeczeństwa. Spytaj się któregoś z nich, czego słucha. Odpowiedzi tych, których spotkałam ja: Mezo (najwięcej), TeDe, Eminem, Ascetoholix, Doniu, Liber itp. Wątpię, czy któryś z nich kiedykolwiek słyszał o O.S.T.R., Pezecie albo Grammatik na przykład... Oni słyszeli tylko to, co leci w radiu. Źeby tylko to... Nie tak dawno w mieście obok mojej miejsowości grał Ivan i Delfin. Trzeba było zobaczyć, ilu ludzi z publiczności miało na sobie szerokie spodnie i bluzę z kapturem. Czyli pozerzy przerzucili się także na techno i dance. A mówią o sobie: "my, skejci". Prawdziwi hip hopowcy (ich wypowiedzi można przeczytać w "Ślizgu") załamują ręce, że po takich gnojkach osądza się całą kulturę hip hopową.

Bo hip- hop to, wbrew temu, co sądzą niektórzy, jest całą kulturą. Składają się na nią cztery elementy: rap, breakdance, grafitti i turntablism. Deskorolka, jak widać, nie jest jednym z tych elementów. "Skejt" nie jest równy "hip hopowcowi". Skejt to ktoś jeżdżący na desce, kto wcale nie musi słuchać hip hopu, bo sporo z nich słucha punk rocka, a nie pozer w zbyt szerokich łachach z najdroższą deską ze sklepu. "Hip hop to tylko pieprzenie o pieprzeniu, siedzeniu przed blokiem i jaraniu blantów" - tak mówią jego przeciwnicy. Tak? A metal to pieprzenie o flakach, Szatanie, krwi i mózgu na ścianie. Hip hop nie miał był uładzoną wizją świata i przeklinanie zawsze będzie elementem utworów (aczkolwiek nie wszystkich), tak jak w black metalu często obecny jest wątek Szatana, walki z chrześcijanami itp. A zresztą, czy w metalu też nie ma przekleństw? Albo seksistowskich tekstów? Tak jak nie w każdym utworze metalowym jest obecny opis Szatana, tak nie w każdym utworze hip hopowym jest opis jarania zioła pod blokiem. Są mądre teksty metalowe i mądre teksty hip hopowe.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż, pozer to właśnie coś takiego, co psuje cały image danej kultury. Weźmy takiego "ziomala" co słucha Mezo itp., nosi jak najmodniejsze szmaty i biega na sobotnie dyskoteki. Prawie na stówę będzie się tarzał ze śmiech na widok metala, a dlaczego? Bo metal jest kimś, kogo pozer nie rozumie i dlatego stara się go zwalczyć. Bo metal nie nosi modnych ciuchów, nie słucha modnej muzyki i nie jara go jaranie skrętów na "melanżach". Bo metal jest gorszy pod każdym względem, właśnie dlatego, że modę ma w dupie i nie kręci go pokazywanie, że jest najlepszy, bo słucha takiej muzyki, jak wszyscy. Nie mam nic do samego hip hopu. Lubię patrzeć na kolesi tańczących breaka (sama próbuję go ćwiczyć), podoba mi się grafitti i jestem pełna podziwu dla turntablistów, inaczej DJ-i. I sam rap też jest w porządku. Ale nigdy nie będę tolerować takiego gnojka-frajera, który będzie mnie tępił za to, że nie jestem taka, jak on, bo nie słucham tego, co jest MODNE.

Klasyczny przykład pozerów można było ujrzeć na głośniej sprawie lekcji w Toruniu. Kilka gazet odnotowało, że prowodyr całego tego zajścia rapował na lekcji. Co na to prawdziwi hip hopowcy? Nie, nie cieszyli się, nie wołali, że chuj w dupę szkole i że dobrze się stało. Oni się załamali, że po takich sukinsynach ludzie będą osądzać całą kulturę hip hopu jako jakiś młodocianych chuliganów w zbyt szerokich gaciach. Pozer po prostu głośno drze ryja, a normalny człowiek próbuje mu go zamknąć, bo się wstydzi i nie chce, żeby wszyscy oceniali jego kulturę po takich małych zasrańcach. Poczytaj sobie jakieś gazetki o hip hopie (ale nie takie jak "Bravo"), np. "Ślizga". Tam wcale nie ma instrukcji skręcania blantów. Kiedyś były np. lekcje jazdy na desce ze zdjęciami, albo poradniki typu "zrób to sam", np. jak zrobić membranę do mikrofonu, albo czapkę do kręcenia się na głowie (przydatna dla breakdancerów). Hip hop nie oznacza gnojka z deską pod pachą i petem w zębach, wystawiającego środkowy palec w stronę policji i wrzeszczącego słynne hasło HWDP. Prawdziwi hip hopowcy to ludzie, którzy NAPRAWDĘ kochają tą kulturę i chcą się jak najwięcej nauczyć, np. umiejętnego scratchowania, czy różnych trików breakdance'owych. I z rapem jest tak samo. Bo, wbrew pozorom, robić dobry rap nie jest tak łatwo. Do napisania DOBREGO tekstu też trzeba trochę umiejętności. I bity też nie są takie łatwe do sklejenia. Tak więc nie mówcie, że hip hop może robić każdy, bo każdy może robić gówno, a naprawdę porządny hip hop wymaga poświęceń.

To wszystko, co chciałam tu przekazać na temat wojny hip hop VS metal, czyli pozer A VS pozer B. Bo nie wiem, jak można przekonywać np. A o wyższości B, skoro A i B są tak od siebie odmienne. To bez sensu.

PS. Słuchałam Deathu "Symbolic", Metalliki "Ride The Lighting" i Accept "Metal Heart"


© Emily Barker <emily_barker@interia.pl>