DARK FUNERAL
Historia pewnej szwedzkiej hordy


Jak mi się wydaje (a wydaje mi się chyba dobrze) na łamach KM jeszcze nikt nigdy nie opublikował biografii Dark Funeral. Pomyślałem, że tą niewątpliwą szkodę trzeba jak najszybciej naprawić. A że akurat nie pojechałem, z powodu choroby, na wycieczkę klasową, z nudów rzuciłem się więc szybko do mojej klawiatury i zacząłem pisać... Czego efekty możecie poczytać poniżej.

W 1993 r. scena blackmetalowa zaczęła chylić się już ku upadkowi. Varg zabił Euronymousa, Black Circle rozpadło się. Niektórzy "mroczni" ludzie twierdzą nawet, że po tych wydarzeniach wszystko było już gównem. Całe szczęście Szatan nadal czuwał, a swoją siedzibę przeniósł z Norwegii do sąsiedniej Szwecji. Opętał tam niejednego, chodzącego dotąd grzecznie do kościoła młodzieńca i przemieniał w straszny twór zwany powszechnie muzykiem blackmetalowym. W taki też sposób na świat przyszli Lord Ahriman i Blackmoon (ten drugi nazywał się przedtem David Parland, zaś tożsamości pierwszego do dziś nie udało mi się ustalić). Obaj Opętani, by grać ku czci swego tatula Lucyfera, sięgnęli po gitary. Czymże są jednak najlepsi choćby gitarzyści bez porządnej sekcji rytmicznej? Lord Ahriman i Blackmoon chyba znali odpowiedź na to pytanie, gdyż szybko znaleźli dla swojego zespołu basistę i perkusistę - Themogorotha (zajmował się także wokalami) oraz Draugena. W ten sposób powstał pierwszy, historyczny skład Dark Funeral. Jako kwartet zespół zaczął płodzenie swoich dziewiczych kawałków. Ostatecznie grupa straciła całkowicie swoją niewinność z Danem Swano 4 maja 1994 r. w studiu Uni Sound. Wtedy to powstało demo o zaskakującym tytule "Dark Funeral". Nie mogę o nim niestety nic powiedzieć z tak prozaicznego powodu, że po prostu go nie słyszałem. Wkrótce także horda po raz pierwszy zaprezentowała się na żywo w Luse Lottes Pub w niedawnej stolicy black metalu - Oslo. Niestety po tym koncercie zespół opuścił Draugen, zastąpiony nowym wysłannikiem piekieł - Equimanthornem. Grupa trafiła także w szpony gości z No Fashion Records (ta sama wytwórnia wydała debiut Marduk i wielu innych zacnych kapelek), dla której zaczęła przygotowywać się do nagrania swojego pierwszego, dużego, diabelskiego krążka.

W 1995 r. diabły z Dark Funeral ponownie zawitały do Uni-Sound i znów z Danem Swano (oraz Szatanem oczywiście) zaczęły rejestrować materiał na debiutancki "The Secrets Of The Black Arts". Tym razem rezultaty sesji nie zadowoliły Lorda Ahrimana i spółki. Postanowiono nagrać krążek po raz drugi, w jednej z piekielnych przepaści zwanej powszechnie studiem Abyss. W nagrywaniu czarcich wyziewów Dark Funeral pomagał człowiek o najbardziej podkrążonych oczach w branży metalu - Peter Tagtgren. W tajemnicy (tylko nikomu tego nie mówcie) mogę Wam Moi (nie)Mili czytelnicy powiedzieć, że w czasie wizyty w Abyss powstał jeden premierowy kawałek - "When Angels Forever Die". Nareszcie i zespół, i wytwórnia, i Lucyfer, i Hades, i babcia Blackmoona byli zadowoleni z brzmienia i można było płytę w końcu wydać. A spotkała się ona od razu z niemałym zainteresowaniem (w niedługim czasie kupiło ją 15 tys. fanów, a kilka razy tyle pewnie przegrało).

Wraz z Marduk Dark Funeral ze swoim "The Secrets Of The Black Arts" dał początek nowej fali blacku. Na swoim debiucie zespół nie bierze jeńców. Nie ma litości dla chrześcijan! -chciałoby się zakrzyknąć. Cały krążek to zaś masakra. Jak słucham choćby jednego z tych 9 bękartów mam ochotę wybebeszyć tego łysego pajaca, który uczy w mojej budzie religii a później spuścić jego wnętrzności w kiblu. Ale, ale, odszedłem od tematu. O moich marzeniach sennych napiszę może kiedyś osobny artykuł. Teraz zaś skrobnę Wam coś jeszcze o zawartości "Tajemnic czarnej sztuki". Mamy tu głównie bezlitosne napierdalanie dla Rogatego w najszybszym wykonaniu. Żadnych panienek wziętych z kościelnych chórków czy pieprzenia na klawiszach. Jedynym minusem albumu jest brak kawałków, które na długo zapadałyby w pamięć. Albo powiem inaczej: wszystkie utwory trochę zlewają się ze sobą, ale nie jest to bynajmniej jakąś wielką wadą, gdyż całokształt wypada jaj najbardziej pozytywnie. Brakuje mi tu trochę tej mardukowej melodyki, ale w końcu Dark Funeral nie Marduk, ma swój styl. Tyle że inny he, he (powyższe dwa zdania są najprawdopodobniej efektem mojego przeziębienia). Szybko po premierze albumu grupa zaczęła go promować dość licznymi koncertami (z większych mogę wymienić np. niemiecki festiwal Under The Black Sun). Szkoda tylko, że Lorda Ahrimana i Blackmoona opuścili Themogoroth oraz Equimanthorn. Na ich miejsca wskoczyli całe szczęście Emperor Magnus Kaligula (znany tu i ówdzie jako Masse Broberg, wokalista Hypocrisy) i Alzazmon. Na tym się jednak nie skończyło. Po paru tygodniach odszedł jeszcze Blackmoon, zastąpiony przez Typhosa. W odświeżonym składzie zespół wyruszył wraz z włoskim Necromass na Satanic War Tour. Podczas każdego występu grupy w czasie trwania tej trasy na scenie stały, nabite na pale, dwa świńskie łby. Całe szczęście Dark Funeral nie wpadli z takim show do krakowskiego studia na Krzemionkach, bo pewnie nie obyło by się bez afery na miarę słynnej Gorgoroth Gate.

Po powrocie z koncertowych wojaży zespół wszedł do studia, ale nie po to by nagrać nowy album, tylko dwa covery Bathory ("Call From The Grave" i "Equimanthorn") na trybut "In Conspiracy With Satan", po czym ponownie muzycy ruszyli w trasę. Satanic War Tour II objęło tym razem Amerykę. Wraz z supportującymi Ancient i Bal Sagoth grupa siała zniszczenie po USA. Oczywiście i tym razem nie obyło się bez głów niewinnych prosiaczków, krwi i ziania ogniem.

Nareszcie pod koniec roku 1997 grupa zdecydowała się na nagranie drugiego albumu. "Vobiscum Satanas", bo tak go zatytułowano, udowodnił wszystkim, że, u boku Marduk, to właśnie Dark Funeral rządzą na scenie. Muzycznie była to właściwie kontynuacja debiutu, tyle że szybsza i brutalniejsza.

Zaraz po premierze "Vobiscum Satanas" Dark Funeral ruszyło w trasę The Ineffable Kings Of Darkness po USA i Meksyku, podczas której towarzyszyły mu bluźniercy z Enthroned oraz Liar Of Golgotha. Po powrocie z tournee zespół zagrał jeszcze szereg koncertów u boku Dimmu Borgir. Dla konserwatywnych fanów był to znak, że z Dark Funeral nie jest najlepiej. Lordowi Ahrimanowi chyba spodobało się jednak gwiazdorstwo Shagratha i spółki, ponieważ od tego czasu jego grupa muzycznie zaczęła zmierzać ku trochę lżejszemu i melodyjniejszemu graniu. Jego plany dalszego "rozwoju" zespołu nie spodobały się chyba Thyphosowi, który został szybko... wykopany z Dark Funeral i zastąpiony przez Dominiona. Parę tygodni później odchodzi także Alzazmon. Nowym pałkerem grupy został tymczasowo Gaahnfaust. Z nowymi muzykami zespół kontynuował granie świetnych koncertów min. u boku... Cannibal Corpse. Ale właściwie w czasach gdy Marduk grał trasę z Deicide, a Carnal Force supportuje Gorgoroth i Carpatian Forest nie powinno to już nikogo dziwić.

Pomiędzy trasami, a konkretnie w 2000 r., powstała EP'ka "Teach Children To Worship Satan", zawierająca jeden premierowy, ukazujący nowy kierunek w twórczości Dark Funeral, utwór oraz cztery covery ("The Trial" Kinga Diamonda, "Dead Skin Mask" Slayera, "Remember The Fallen" Sodom i "Pagan Fears" Mayhem). "An Appretience Of Satan", najnowszy, autorski wyziew zespołu, okazał się znacznie melodyjniejszy i nie dawał tak po uszach jak kawałki z poprzednich płyt. Covery były natomiast znakomite. "Dead Skin Mask" w wykonaniu Dark Funeral zyskuje mroczności i właściwie podoba mi się bardziej od oryginału. Podobnie zresztą jak reszta "przeróbek". Tylko "Pagan Fears" niewiele odbiega od wersji Mayhem. Caligula śpiewa nawet pod Atillę.

W nagrodę za nagranie fajnego mini albumu grupa dołączyła do Deicide, Immortal oraz Cannibal Corpse, z którymi, w ramach No Mercy Festivals, zagrała szereg koncertów. Kolejne występy zespół zagrał jednak już z nowym perkusistą - Matte Modinem, znanym z death metalowego Defleshed. Grupa ponownie zagrała tournee dla swoich amerykańskich fanów oraz wystąpiła na Wacken Open Air. Potem muzycy postanowili zrobić sobie krótkie wakacje, które najaktywniej spędzili chyba Dominion i Emperor Magus Caligula, którzy założyli swój nowy zespół Dominion Caligula (cóż za pomysłowa nazwa!), w którym grali także były perkusista Dark Funeral, Gaahnfaust oraz basista i klawiszowiec grupy Obscurity (sorry, ale nie znalazłem ich ksyw). Muzycy zdążyli nagrać ze swoją nową hordą jedynie jedną płytkę, gdyż już na początku 2001 r. zaczęli pracować nad nowym albumem swojej macierzystej kapeli.

"Diabolis Interium", bo o nim mowa, ukazał się w połowie 2001 r. i jest albumem wyjątkowym w dyskografii Dark Funeral. Zespół pokazał na nim swoje nowe oblicze. To już nie jest napierdalanie 200 km/h. Utwory są wolniejsze (takie np. "Goddess Of Sodomy" jest wręcz momentami death metalowe), zawierają więcej melodii, szybciej wpadają w ucho. Nie musze chyba wspominać, że płyta podzieliła fanów. Cześć oskarżała grupę o sprzedanie się, inni chwalili za rozwój. Jaka jest prawda o "Wewnętrznym demonie"? Najlepiej go posłuchajcie i sami się przekonajcie. Ja wolę jednak "The Secrets Of The Black Arts".

Przez kolejne trzy lata zespół wiele koncertował i promował "Diabolis Interium". W 2002 r. odszedł od niego Dominion, zastąpiony przez Chaqa Mola, zaś gdzieś w połowie 2004 r. pojawiła się jego koncertówka "De Profundis Clamavi Ad Te Domine", której jak na razie nie słyszałem. Obecnie muzycy pracują ponoć nad nowym krążkiem... Już niedługo pewnie znów zaatakują i wyrżną niejednego prosiaka na scenie.


© Anger