:: ZLOT LODÓWY CENTER OKIEM HELENGOLD
Lodówa Ceter - I zjazd

Wszystko zaczęło się pewnego deszczowego dnia (nie jestem pewna, ale kto by się tam przejmował pogodą ;)), kiedy to Sir_Nick napomknął mi o zjeździe lodówy. Na początku pomyślałam sobie, że propozycja abym udała się na to spotkanie razem z Nim i Szotkiem (SQNXem) była tylko z grzeczności... i troszeczkę czasu minęło zanim się zgodziłam. Nie byłam pewna, czy nadaję się do takiego rodzaju imprez... Szczerze powiedziawszy to na samym początku się tylko zaśmiałam w środku - myślałam, że będę się czuła jak piąte koło u wozu, bo przecież kim jestem w LC?:) Duszkiem, który od czasu do czasu zerknął na jakąś recenzję... z nudy spojrzał na forum... i może to było tylko z chęci podlizania się pewnemu RedNaczowi ;) Nawet nie jestem dla Sir_Nicka żadną muzą, która natchnęłaby Go do napisania czegoś... (Tak, tak... odkąd się pojawiłam Grzesiek jakby mniej pisał!;) Ba, On w ogóle nie pisał przez jakiś czas;) Jednakowoż...wracając do wcześniej zaczętego tematu - teksty mi się naprawdę bardzo podobały...Umilały w taki specyficzny sposób czas wieczornej nudy, wypełniały chwile, kiedy nie wiedziałam co ze sobą począć. W końcu... zgodziłam się... Pomyślałam sobie, że przeca SQNXik to jeszcze bardziej leniwy ode mnie czasami (jeśli chodzi o LC) ;)

To miał być ważny dzień... i był... nie tylko ważny, ale i wspaniały:) Dzień, który zaczął się nocą... dzień, w ciągu którego drogi kilku ludzi (i nie tylko ludzi;) miały się przeciąć a ich losy totalnie odmienić... dzień.. zwykły dzień... ;) (uch, chyba coś poplątałam:D)... miałam małe problemy ze snem (ach, te emocje!;) ) A może te wszystkie kłopoty przez olśniewający blask Pantery Północy, z którym to przed udaniem się spać po raz pierwszy w swoim życiu rozmawiałam na lodówiastym czacie:> Kto wie, kto wie... :) [Colgate dobra rzecz. ;) - PP]

Słoneczko wstało i swym blaskiem mnie zbudziło... niee... to jeszcze nie teraz, pomyślałam... wydawało się, że oczka zamknęłam na jedną sekundę, a budzik już zadzwonił... czas się okąpać - pomyślałam. No, ale oczywiście CZECHOWICE to WIELKIE miasto i wody nie było (a właściwie to była, tylko ciekła bardzo maluteńką stróżką)... ;) Wracając myślami do pomysłów sprzed kilku tysięcy lat postanowiłam okąpać się w miednicy... CUDOWNIE ZACZYNAJĄCY SIĘ DZIEŃ :D

Szybciutko pomknęłam na stację, gdzie czekał na mnie... full wypasiony pociąg relacji Zwardoń-Katowice (Huh, jak to zabrzmiało! :D) Udałam się do pierwszego wagonu. Dzielnie i strasznie długo (8 min) czekałam na wsiadających w Goczałkowicach Sir_Nicka i SQNXa :) Nogi mnie tak piekielnie bolały (hehehe:D), że wyszłam (z siebie, a nie z pociągu:P) z propozycją o znalezienie sobie wolnych miejsc... i wtedy padły te słowa... te słowa, które mnie o mało nie zwaliły na podłogę..."Nie dostałaś SMSa?" spytał się SerniK... ech, no tak... ja i moja totalna znieczulica jeśli chodzi o wibrator w telefonie;) Treść SMS powaliła mnie na podłogę. SATO wsiada w Pszczynie... zostało mi 9 minut życia - pomyślałam :D No tak... ech, heh... kiedyś musiał nadejść ten moment... o mamusiu:D Pociąg dojechał niezwykle płynnie do Pszczyny. Stanął. Czekamy. I nic. I nikogo... I nagle... pojawił się ON :) Niezwykle przystojny, olśniewający, wysoki blondyn... ach... pomyślałam... po mnie już...;) Chciałam zwrócić Jego uwagę w jakikolwiek sposób - jednak mi się to nie udało...:( ważniejszy dla niego był RedNacz, z którym to zaczął prowadzić rozmowę (DO TERAZ JESTEM ZAZDROSNA!! :D) Przywitał się z nami, po czym powiedział Grześkowi, że fajnie wygląda... uch! [No co, zna się chłopak na rzeczy! :P - SN] :D To miała być moja kwestia, no tak... ale z kolei ja nie lubię mówić aż tak oczywistych rzeczy;) (chcę być z Sir_Nickiem w momencie, kiedy będzie to czytał, pewnie dostanę buzi:D) [:* - SN]

<<AAA i jak zwykle straciłam wontek:D (Panterko, uch Ty, nawet nie próbuj tego poprawiać!! :P)>> [Nie ma sprawy Helenko, nie poprawiam. :P - PP]

Popatrzyłam się na SQNXika... SQNXik popatrzył się na mnie... już nie mogłam od Niego oderwać oczek... wiedział o co się rozchodzi... czuliśmy się odrzuceni.. postanowiliśmy więc zostawić Tych Dwoje samych i udaliśmy się do innego przedziału na krótką pogawędkę...;)

<<knuliśmy wtedy plan działania>>

Po naszym powrocie zaczęła się bardzo sympatyczna rozmowa... pomyślałam sobie wtedy, że Sato nie jest taki zły i że zauważył również nas - a nie tylko Serniczka ;) Ale swoją drogą to to było obopólne zainteresowanie :D Dojechaliśmy do tych Tych, o których mowa w tych wszystkich sprawozdaniach ;) Dworzec główny swoim wyglądem postraszył nas troszkę na początku.. a raczej zastanawialiśmy się, czy w dobrym miejscu wysiedliśmy ;) Nadszedł czas szukania Pantery i Panterowatych (Fauske, 47, Varmack). Obok nas przeszedł bardzo podobny do kotka człowieczek.. zaczęliśmy się zastanawiać, czy jest aby prawdziwym północnym drapieżcą ;) SQNX chwycił szybko za swojego... telefona i wykręcił numer alarmowy Futrzaka;) Pantero-podobny zbliżył swój plecak do siebie, żeby coś wyciągnąć..

Tak, tak.. to ON! Wszyscy zaczęliśmy biec, jedno szybsze od drugiego... nasz wzrok spoczął na ręce owego podejrzanego... nie, to nie on... chyba sprawdzał, czy ma dobrze zabezpieczone swoje bogactwa (rzeczy w plecaku!:) Zrezygnowani stanęliśmy i po krótkiej rozmowie udaliśmy się w stronę CENTRUM. Przeszliśmy przez podziemne przejście czytając niezwykle ciekawe napisy na murach (na jednej cegiełce pojawił się nawet podpis 47 - och, nie ładnie tak swoje miasto niszczyć!;)) Wyszliśmy ponad powierzchnię i spojrzeliśmy ukradkiem na trzyosobową grupkę młodocianych przestępców po lewej stronie... Grzesiek zastanawiał się nad prawdziwością Pantery i jego spokojem... Przecież wiedział, że to my, dlaczego nie rzucał się Nam na szyje, dlaczego nie wołał, nie krzyczał, nie biegł... raz kozie śmierć. Podeszliśmy do nich. Ufff... dobry adres...:) No to było nas już siedmiu:) Panter (ale nie mówcie tak do Niego, On tego nie lubi, naprawde!:D [Prych. >:) - PP]) - czyli Łukasz, Fauske (Ania), 47 (Piotrek), Sato (Marcin), Sir_Nick (Grzesiu), SQNX (Marek) i ja... Helen:)

<<No to na kogo jeszcze czekamy? Alexx i Varmack jak dotąd nie dotarli...>>

Na początku była trochę drętwa atmosfera, nikt nie wiedział co ma mówić. Ale to chyba normalne, nieprawdaż? Znaczy się nie nikt.. Sato wiedział o czym ma zacząć opowiadać. Zastanawiał się na głos nad tym, czy mężczyzna, który zmieni płeć ma miesiączkę;) uch, dobre pytanie na śniadanie, a mianowicie.. zna ktoś odpowiedź?:D Kto zna, dostanie numer LC miesiąc wcześniej:>) [Patrzcie państwo, już by się chciała nie swoim kącikiem rozporządzać... Ni ma letko! :) - SN] Varmack dotarł... Alexx dalej miał z tym problemy..

Godzina 11:10, czy ile tam było - załoga Lodówy stała zrezygnowana na dworcu, zapoznawała się ze sobą nawzajem. Nikt ani nie pomyślał o tym, żeby się ruszyć. Przejmuję kontrolę - pomyślałam, a jak pomyślałam tak i poleciałam wąchać kwiatki w pobliskiej Tyskiej rabatce... Ogółowi moje zachowanie się nie spodobało...uch, wtopa na początku, jak zwykle - pomyślałam sobie w duchu:( A Sir_Nick cały czas za moje zachowanie przepraszał---> no tak, nieodpowiednia osoba na nieodpowiednim miejscu, masz nauczkę...

Uznaliśmy, że nie czekamy na brakujący Element i udaliśmy się przed siebie. Po drodze Panter opowiadał nam historie pobliskich miejsc, murów, kotów, itd... pierwsze pamiątkowe nasze zdjęcie zostało zrobione pod pomnikiem jakichśikej ludków ;) szliśmy dalej... a ja w główce sobie myślałam o każdym z osobna... To Ci ludzie, którzy chcą i którzy są... którzy piszą do Lodówy i przelewają cząstkę siebie w słowa...W mojej głowie dokonywały się oceny, przemyślenia. Panterka zadziwiał mnie swoim spokojem.. do tej pory zastanawiam się, jak on wytrzymywał moją obecność... to, że mnie nie zabił ani nic mi nie zrobił... Równy gościu, naprawdę.. fajnie się z Nim droczy;) Varmack na początku był trochę z boku dzielnie obserwując sytuację... ale potem coraz częściej dawał o sobie znać, co mi się podobało --> na wszystko potrzeba czasu.. 47 też cichutko, ale sympatycznie - szkoda tylko, że poszedł bez pożegnania (ale to później) Fauske jest przesympatyczną i świetną osóbką - miałyśmy okazję chwilkę porozmawiać. Chociaż na początku czułam z jej strony malutką niechęć co do zjazdu i w ogóle, to potem zaczęłam rozumieć... następnym razem będzie lepiej - o wiele szybciej:) Sato z każdą minutą coraz bardziej mi się podobał... uwielbiam tak otwartych ludzi, którzy mówią wszystko, co im w sercu na dnie leży;) SQNXik to SQNXik, znam Go już troszkę dłużej i On wie, że jest słodki;) Ech...a poza tym... tak fajnie było widzieć te płomyki w oczach RedNacza... zależało mu, bardzo...:) Naprawdę...to takie... heh..."..napawające niebywałym optymizmem..", kiedy się widzi radość w oczach Kogoś...

Mijaliśmy na swojej drodze wiele ciekawych miejsc, rozmowy coraz lepiej się układały... mijał ten czas, którego tak potrzeba do oswojenia się:). Na początku planowaliśmy podróż w stronę tzw. "Żyrafy", ale Panter uznał, że to za daleko, więc wylądowaliśmy w muzeum historii Tych(ów;)) Bardzo sympatyczna Pani zajmująca się ochroną budynku ukradła nam plecaki, które nie daj Boże, mogły coś potłuc. Zaczęliśmy oglądać wystawę. Według mnie była ciekawie zrobiona, niezbyt dużo tekstu, więcej obrazu - dociera to do oglądającego:) Mijając kolejne wiszące antyramy prowadziliśmy bardzo dojrzałe rozmowy na temat wystawy. Wszyscy staraliśmy się doszukać swoich znajomych na zdjęciach sprzed kilkudziesięciu lat. 47 znalazł mnie, Sir_Nick znalazł mojego kolegę z klasy, a ZNOWU TO WSTRĘTNE CIACHO doszukało się Leppera...;) {lista otwarta} Mieliśmy nawet okazję usiąść na nowoczesnej kanapie pod obrazem panoramicznym przedstawiającym miasto, w którym się znajdowaliśmy. Bardzo żałowaliśmy, że nie mogliśmy zwiedzić "muzeum piwowarstwa", które było prawdopodobnie w sali obok (potrzebna była rezerwacja i terefere..;D) W środku budynku zrobiliśmy sobie jedyne pamiątkowe zdjęcie z całą ekipą... bardzo dziękujemy pewnemu sympatycznemu strażnikowi (teksasu;)), który zgodził się zrobić tą czarną robotę ;)

ZGŁODNIELIŚMY...

...więc razem z Panterem udaliśmy się na polowanie. Jednak w momencie, kiedy nasze zmęczone nogi wreszcie odpoczęły, a pupcie zasiadły w wygodnych "fotelach" nikt nie myślał o jedzeniu... a co najwyżej o piciu. Varmack i Sato udawali dorosłych;) <piwo> a co to?;) a inni kupili sobie Coca Colę, Sprite'a itd...:) Siedzieliśmy tak kilka godzinek wymieniając się swoimi myślami i odczuciami...tudzież uczuciami;) Było coraz fajniej. Rozmowy dotyczyły naprawdę wielu różnych, fajnych tematów. Sato wiódł prym;) Zaczynając od jakiejś puszki coli w Ameryce (wiedzieliście, że jeden facet wypił COŚ TAKIEGO?;)), kończąc na Mandze, Anime itd...;) Już nawet do ubikacji chodziliśmy razem, a nie osobno! :) Po kilku godzinkach zamówiliśmy sobie 2 pizze...dostaliśmy nawet jakieś zniżki... chociaż... powinniśmy dostać za darmo. "Gdyby Oni tylko wiedzieli, kogo obsługują..!"/Sir_Nick :D

Pizze były strasznie ostre, bleee...:) A Wy wszyscy cierpicie na znieczulice:) [Nie Moja Droga, jakbyś tyle siedziała w "branży" co my, to też miałabyś język odporny na wszystko... Nawet na nadmorskie kebaby z ostrym sosem! :D - SN] [Errare panteren est. :P - PP] Ta choroba prowadzi do zaniku języka :P Potem porobiliśmy kilka pamiątkowych i artystycznych zdjęć, Sato rozśmieszał całe towarzystwo... Został stworzony pamiątkowy bilecik...

Jednak dzień chylił się ku końcowi... Fauske pierwsza musiała pojechać... pociągiem o godzinie 17.XY... jako zgrana grupa postanowiliśmy ją odprowadzić. Droga ta wiodła poprzez zabrudzone psim.. (;)...chodniki ;) SQNXiowi, biedaczkowi, tak bardzo spodobała się ta zabawa, ze postanowił na pamiątkę zabrać ze sobą chociaż cząstkę jednej z kupek i wdepnął w nią nieświadomy konsekwencji:) To się wtedy porobiło, ufff pufff, brudno dookoła i troszkę śmierdziało... ale jak to stare porzekadło polskie mówi: "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie", więc Go nie zostawiliśmy, ale szliśmy dalej... razem... a wszyscy się za nami oglądali;)

Fauske odjechała ok. 17... o tej samej godzinie w niewiadomych okolicznościach i zupełnie niezauważony z dworca uciekł (szukany listem gończym od wielu lat) 47.. czy byliśmy aż tak okropni?:(

Sato miał mieć pociąg 19:44... My (Sernik,SQNX i ja) o 20:05, Pantera miał miejscówkę, a Varmack do Mikołowa kawałeczek, więc dostosował się do nas... mieliśmy więc ponad 2 h czasu!:) Zdeterminowani ruszyliśmy w kierunku przystanku trolejbusowego... ale jaazda!:) Jak małe dzieci z zafascynowaniem przyglądaliśmy się tym skomplikowanym pojazdom;) Kierunek - ŻYRAFA! :) Na placu pod żyrafką siedzieliśmy i wygłupialiśmy się, było fajnie... jakbyśmy byli jedną rodziną.... tak...ciepło:) o 19 nadszedł czas, żeby się zbierać... Panter odprowadził nas na przystanek.. to były ostatnie chwile razem.. tak.. smutno trochę się zrobiło..."kto wie, kiedy zobaczymy się następnym razem?" - pomyślałam... Pomachałam Panterce w czasie gdy inni kasowali bilety... ale... ten dzień się kończył... zdałam sobie z tego sprawę. Dojechaliśmy do "pętli" i wysiedliśmy przy dworcu PKP... ostatnie minuty, łapmy je... Varmack odprowadził nas na peron i poszedł... zostaliśmy w czwórkę... My i Sato... Sato i My. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy się znali już bardzo długo... nie zapomnę nigdy tego dnia, wiecie? Sato odjechał... przesłałam mu ciepłego buziaka w powietrzu... a my byliśmy dalej na dworcu czekając na nasz pociąg. Szczęśliwi po bardzo udanym dniu, dzieląc się wrażeniami... ech, takie coś trzeba powtórzyć=) Specjalnie do Sato: I wiesz, ze ja nigdy nie zapomnę...:)

DO ZOBACZENIA ZA ROK! :)
helengold [helengold@tlen.pl]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS