| :: PEWNA HISTORIA Z KSIĘGI MYOODA [I SATO ;)] C.D. | ||
|
(to jest druga część opowiadania, pierwsza ukazała się w 12 numerze LC pod tytułem
"Pewna Historia") |=-Rozdział 3: Przeprawa przez krainę śmierci-=| "Byłem wyczerpany, nie miałem na nic siły. Nawet na myślenie. A było o czym. W końcu w jeden dzień świat stanął na głowie. Dosłownie. W czasie wojny, w momencie gdy obie strony były wyczerpane - pojawił się nowy wróg. Gdyby jeszcze chciał zawrzeć sojusz z jedną ze stron, przynajmniej wiadomo byłoby kto wygra. Ale on czuł się na tyle mocny, że postanowił walczyć ze wszystkimi." Dobra lenie śmierdzące! Ruszcie dupska zanim ten bydlak je wam nieco przypiecze - wydarł się czule Nick do swoich podwładnych. Ocaleni posłusznie wycofywali się z pola walki. W oddali ex-człowiek dojrzał swojego dowódcę jak za pomocą czarów również przygotowuje siebie i swoich kompanów do odwrotu. Zanim dołączył do kompanii, rozglądnął się kogo brakuje. Od razu zauważył, że nie było Pantery. A to przecież był mieszkaniec legendarnej, mroźnej krainy z północy, nie powinien zginąć. Przecież umie się o siebie zatroszczyć... Przemyślenia przerwało mu spojrzenie żarzącego się jak węgiel potwora - stał spokojnie na wzgórzu około 80 metrów dalej i świdrował go wzrokiem, na szczęście ktoś przeszedł między nimi i kontakt się urwał. Lepiej chodźmy - powiedział Kyens który wszystkiemu się przyglądał... Tak, ucieczka to było jedyne sensowne wyjście. Nawet nie pamiętam tego jak wróciłem do koszar. Po prostu, w mgnieniu oka tam się znalazłem. A wtedy poczułem ulgę, ogromną. Swoją drogą to chyba normalne - po chwilach grozy jakich przeżyłem na polu walki odczułem ulgę w miejscu które znam, w którym czułem się bezpieczny. Ciarki mnie przechodzą jak sobie pomyślę o tym potworze. Wielgachny, potężny, przy nim uświadomiłem sobie jakie moje życie jest kruche. A on o tym wiedział, czułem to. Jak przeszywał moją świadomość, wlewał do mojej duszy strach i czekał, aż ugnę się pod jego ciężarem. Nie wiem co by było gdyby... wolę o tym nie myśleć." Nie zastanawiając się długo, Nick ruszył w stronę Stor'Letters razem ze swoją kompanią. Ale najpierw musieli przejść przez pustkowia Ksionzky. Po kilku nawoływaniach towarzysze broni zebrali się wokół niego wojacy nie tylko z jego oddziału. Część twarzy była mu znajoma, Avistack, Artek AP, Kyens, NoNaMe, Miekki. Ale było też wiele nieznajomych postaci. Rozejrzał się jeszcze raz, po czym zaczął biec w stronę małego portalu SP'A Dam. Przyjrzał się ciemnej połyskującej tafli "magicznego lustra" jak zwykł na to mawiać, później na masywną mosiężną poręcz, po czym wszedł w niego i w jednej chwili znalazł się w innym wymiarze, w Kacikoof. Odnalazł wrota prowadzące do Ksionzky i kazał wejść w nie pozostałym osobom. Lecz jedna osoba się sprzeciwiła. Stanęła jak wryta w centrum placyku który zawisał w powietrzu, wokół niej promieniście rozchodziły się portale do różnych miejsc, lecz ona patrzyła na wierzchołek ogromnego, zbudowanego jeszcze ze starych cegieł portalu przyozdobionego miedzianą gwiazdą: -Dlaczego idziemy tą drogą, lepiej iść do Guos Mass. Tam znajdziemy schronienie i wikt. Tam są piękne stepy i równiny, ale nie pustkowia - rzekła wysoka i krępa postać w wyświechtanym przez bitwę, bladożółtym płaszczu o bogatych zdobieniach na plecach, choć tego Nick nie zauważył. -Kim jesteś, że się wymądrzasz, a? - odrzekł władczo Nick. -Ababeb, Naczelny Dowódca 2 Batalionu Kręgu' Mroku'. - ze spokojem wycedził Ababeb. -Hę? Dobrze usłyszałem? - wymamrotał lekko zakłopotany Nick. Wróg wśród nas w takiej chwili? Jeszcze tego brakowało... Wśród ziomów zapanował mały niepokój. Większość była z Kręgu Solaru. To, że byli jacyś piechurzy z K'M' mogli tolerować (oni tak samo jak my chcieli tylko przeżyć), ale ich dowódcę - tego który kierował? Nigdy. Dodatkowo, sytuacja w jakiej się znaleźli potęgowała gniew. Na ich złość wpływała też obecność magii z portali - ich niekorzystny wpływ udowodniono już dawno temu. Powinni ruszać czym prędzej. -Spokojnie, z tego co mi wiadomo od waszych i naszych wodzów, jest teraz zawieszenie broni, a prawdopodobnie w obliczu przybycia tego dupka z AMagowego portalu będziemy sojusznikami. - wygarnął Ababeb. -Ta? A niby dlaczego mamy ci wierzyć **^&&^ @#$#%? - wydarł się jakiś ex-człowiek, na naszywce u jego ramienia pisało "VON FORNAL, TRZECIA KOMPANIA, WILKI, GRUPA DRUGA". -Właśnie, dlaczego mamy ci zaufać? - wycedził Nick jednocześnie surowo spoglądając na rodaka i jednocześnie członka swojej Watahy, Von Fornala - dając mu do zrozumienia, że nie miał prawa obrazić wyższego stopniem, nawet jeżeli to wróg. -Ksionzky to rozległe piaskowe równiny, z minimalną ilością wody. Jeżeli chcecie tam iść, to idźcie. Ale Guos Mass jest bezpieczniejsze. - powiedział narcystycznym, pełnym pewności tonem głosu Ababeb. -Może i jest bezpieczne - ale tylko dla ciebie. To terytorium K'M'. Nie pójdziemy tam za żadne skarby, a Ksionzky jest państwem neutralnym - odparł Kyens. -A tobie kto udzielił prawa głosu?! - rzekł nieco podniesionym tonem Ababeb - rozmawiam tylko z dowódcą, nie z jakimiś... rycerzykami. -Kyens, zastępca Dowódcy Głównej Dywizji Kręgu Solaru, szef d.s. polityki wewnętrznej KS. Mag z Audytorium Potęgi Natury z wydziału Sztuki Magii Leśnej... Wystarczy? - z nieukrywaną ironią powiedział Kyens. -Dobra, sorry. Nie wyglądasz na dowódcę - powiedział po czym zlustrował spojrzeniem jego szarą, niczym nie zdobioną zbroję i oręż - dwa nagie, połyskujące (i pewnie ostre jak brzytwa) miecze. W normalnych okolicznościach Kyens miałby dwie lekkie siekiery o trzonku z pnia Egrefaru i połyskujących, zachodzących w ciemną zieleń ostrzach wykonanych przy pomocy magii i sił natury. Jako ochrona posłużyłby mu jedynie zwiewny, cieniutki płaszcz wykonany przez Panterę, z wielkim czarnym dębem na jasnozielonym tle symbolizujący przynależność do gildii Magów Lasu. Na bitwę taką jak ta Kyens nałożyłby dodatkowo hełm Team'A'Speak - lecz teraz miał go Nick. Byłby tak ubrany ale nie jest, Myood prosił go, aby przywdział normalne "ciuszki" rycerza i oddał na czas walki dowodzenie Nickowi. Myood chciał go sprawdzić, ponadto obawiał się, że któryś z Mrokalumów mógłby być na tyle podstępny, aby zakraść się do dowódcy od tyłu i pchnąć zatrutym sztyletem. Bo jak wiadomo, bez dowódcy jest chaos, a morale spadają momentalnie w dół. Kyens słyszał historię o tak zabitym, najdzielniejszym chyba dowódcy zachodniego frontu, o Orzim, dlatego posłuchał "rozkazu". Z zamyślenia wyrwał go Ababeb: - Pójdę z wami przez te "Ksionzky", sami sobie rady nie dacie. - i tu Ababeb powstrzymał się od uszczypliwego komentarza na temat ich broni, pancerzy i miernego wyszkolenia, jakie jego zdaniem przeszli. "Słyszałem w nocy krzyki. To moi pobratymcy oszaleli. Ze strachu, przez sen wydzierali się wniebogłosy. Musieliśmy im podawać silne eliksiry uspokajające. Dobrze, że przydzielony nam został Filik, on się znał na rzeczy (swoją drogą czemu jeszcze nie dostał awansu?). Po paru dniach na szczęście wszystkich wyleczył - czy na stałe, tego nie wiem. Ważne, że można było spokojnie spać." |=-Rozdział 4: Przejście przez Ksionzky-=| Wśród masy trupów, mieczy i pancerzy tylko bystre, czarodziejskie oko mogło dostrzec krępą, dobrze zbudowaną postać, która skradała się z iście kocim urokiem. Co było zastanawiające - pomimo tego, że była ona na środku równin, o skamieniałej, czarnej ziemi na której przed kilkoma minutami masy żywych istot uciekały w popłochu przed śmiercią - leniwie, jakby bez powodu przemieszczała się w stronę niedużych, dziwnie splecionych koron dwóch potężnych drzew. Kiedy już liście zasłoniły jej widok pochmurnego nieba i niedomkniętego AMagowego portalu, skryła się w pobliskiej jaskini w której było dość przytulnie (w porównaniu z tym co było na zewnątrz - porywisty i lodowaty wiatr). Po czym zaczęła zrywać z siebie skórę, kawałek po kawałku... *** Myood spojrzał Sato prosto w oczy i dostrzegł w nich coś dziwnego, niepokojącego. Nie był to strach, to było coś innego - panijczyk łatwo rozpoznał uczucia przeciwnika, ale nigdy by nie pomyślał, że to możliwe - poczucie winy? Zwątpienie? Gotowość na wszystko? Lecz nie czas był na takie rozmyślania, trzeba było czym prędzej wydostać się z tego piekła, inaczej Uobooz w końcu im pokaże na czym polega potęga jego mocy. Kiedy spoglądnął na otaczający go świat - smagane ogniem wielkie przestrzenie, twardą jak skała i nieprzyjazną ziemię która nie uginała się nawet pod ciężarem wielkiego potwora, który stał w centrum wydarzeń i obserwował - czuł, że czas ucieka, trzeba stąd zwiewać. Jednak wokół było wielu piechurów którzy czekali na pomoc, a raczej na rozkazy - tylko jeden w amoku szaleństwa ciągle bił ostrzem po ciele jednego trupa. Całkiem sztywnego trupa. Jego trzeba zabrać w pierwszej kolejności - jak pomyślał, tak zrobił. Tak się zaczęła wyczerpująca teleportacja do Kacikoof, wymiaru z portalami do najważniejszych miejsc tego kontynentu - Guos Mass, Ksionzky, Lodoo Senter, Cih Wzgoosz czy Qltoora. Ku zdziwieniu Sato, nie było przy nim Ababeba, jedynie Beherit ciągle świdrował wzrokiem Myooda i Dera. Nie zastanawiając się długo, złapał za szatę Beherita i w mgnieniu oka stał się niewidzialny - tym sposobem ruszyli w drogę do Kacikoof. Zdołał jeszcze tylko dostrzec jak jego niedoszły wróg wziął na grzbiet swego ożywieńca-smoka kilku pobratymców i z hukiem wzbił się w powietrze. Wszyscy wiedzieli co mają zrobić, od tysiącleci w takich momentach jak ten zbiera się Rada Kontynentu Północnego, z wszystkich trzech mocarstw - Kręgu Solaru, Kręgu Mroku i Koalicji Państw Mrozu, a wszelkie konflikty pomiędzy nimi zostają, jakby to powiedzieć... zamrożone na czas nieokreślony. Co prawie zawsze oznacza zawarcie pokoju. Szczegół tkwił jednak w tym, że Państwa Koalicji nie brały udziału w wojnie i nie było tutaj żadnego ich reprezentanta na tym polu bitwy i nie wiedziały one nic o przybyciu Uobooza - monstra z AMagowego portalu. Trzeba było je jakoś powiadomić i nakłonić do wspólnej walki - a przeszkodą w skontaktowaniu się z nimi był brak jakichkolwiek portali na ich terenie (byli bardzo podejrzliwi, i mieli rację). *** Uff, nareszcie mam to za sobą - pomyślał Pantera i ruszył czym prędzej w stronę SP'A Dam, musiał się śpieszyć jeżeli chciał dogonić Nicka, miał do niego jeden dzień stracony. Biegł w stronę portalu, lecz przystanął na chwilę w miejscu zdziwiony - Te drzewa jeszcze wczoraj były splecione ze sobą - a teraz rosły prościutko nawet siebie nie dotykając. Ło te fak? Ach tak, to pewnie Kyens szpanował magią ;) - pomyślał radośnie . W powietrzu nie było już czuć strachu czy nienawiści, tego co wczoraj, ale też nie było widać nigdzie Uobooza - tylko jeden wielki na sześćdziesiąt stóp krater. I tu po raz kolejny przeszyła go na wskroś myśl - Gdzie wywędrował ten ^$%@$ bydlak? Nigdzie nie ma żadnych śladów... po prostu zniknął, teleportował się... tylko dokąd... Dobra, spadam do SP'A Dam... bo jeszcze tu wróci. *** Zdawało się, że ten złoty piasek pokrywał niemal wszystko wokół. Nawet powietrze, które wiało bezlitośnie mocno, miało pełno tego kruszcu. Od tego można było dostać szału, wszędzie piach, w ubraniach, na orężu - nawet w manierkach z wodą ze źródła Periodyqqu. A jasne było, że tylko ona mogła umożliwić im przetrwanie - jeden łyk gasił pragnienie na długo i ochładzał rozgrzane słońcem ciało. Pisząc im, mam na myśli te małe postacie kroczące po kolana w piasku i męczące się z wszędobylskimi cierniami na rozległych pustkowiach Ksionzky. To dopiero trzeci dzień podróży przez te pieprzone Ksionzky, a oni już padają z sił - gdyby nie ich duma, już dawno poddaliby się - powiedział do siebie Ababeb. Jak na złość usłyszał to jego podwładny, szpieg z rzędu Mrokalumów zarazem (dziwne nie? ;)) - Necro Ratm i wtrącił swoje trzy grosze - Moim zdaniem to oni nie dadzą rady, nie ta rasa, większość przyzwyczajona do bujnych lasów rosnących wokół ich siedziby, Lodoo Senter znaczy się. A ty się o nich martwisz? Nie znałem cię od tej strony - Na co Ababeb odparł - Dadzą radę, bo chcą nam udowodnić, że potrafią. Zresztą po tym co im wczoraj powiedziałem na temat ich zdolności, też bym się wkurzył - A co takiego im wygarnąłeś? E? - To ty nie słyszałeś? Ah tak, kosztowaliście nowego ziela wraz z Wypłoszem :D. - wybuchnął śmiechem Ababeb, co spotkało się z gniewnym spojrzeniem Nicka i jego towarzyszy - Kurde, pomyśleli, że to z nich się śmieję. Umiem sobie zjednywać przyjaciół, nie? - Powiedział z ironią, miał coś jeszcze dodać, ale wtedy runął jak worek kartofli na ziemię jego rozmówca. (Widać, nie tylko im szkodzi to słońce mądralo - pomyślał). Chwycił go pod ramię, postawił na nogi i pomagał iść dalej. Poczekaj, zbiorę Moc Pustyni w nocy to ci pomogę skuteczniej, wrócą ci siły - szepnął. Na co Necro skinął głową. W końcu jestem magiem pustynnym - dodał jeszcze ciszej Ababeb - niech to pozostanie nadal między nami, bo im wszystkim nie mogę pomóc, ale mi w to nie uwierzą. - Dorzucił ledwo słyszalnym głosem na koniec. * Dobrze mu tak, najpierw się śmiał, dobrze temu ^)##$@@ - szepnął Artek AP. Po czym wrócił do leczenia poranionej nogi NoNaMe. Jedynie on miał takie szczęście, żeby wpaść w wielgachny dół najeżony tymi ogromnymi cierniami, ciesz się, że noga nie jest złamana, tylko mocno posiniaczona i pokaleczona. Jednak niewdzięczny NoNaMe skwitował jego przekleństwa dwoma słowami - Bęcwał z ciebie :P. Przecież to tylko człowiek. - Przecież mamy wojnę - E... To się akurat zgadza. Ale to nie on jest naszym wrogiem. - Ale tak się zachowuje. - Ty tak myślisz, jak dla mnie to oni śmiali się z mojego upadku! - wymamrotał NoName po czym dodał jeszcze, tyle że ciut ciszej - Też bym się śmiał ;) - i puścił do niego oczko. * Czekajcie! Ktoś za nami idzie - krzyknął ktoś z tyłu, ale wśród porywistego wiatru jego głos był słabo słyszalny i dopiero po dłuższej chwili wszyscy załapali o szo hozi. Wtedy stanęli i zaczęli wypatrywać przybysza. Pierwszy wyrwał się Nick - Pantera! To Pantera Północy! Chodź tu madafako! Gdzie byłeś u licha! - na co dało się usłyszeć przytłumiony głos z oddali - Na spacerze kurna byłem! * Kiedy już zachwyty i radość nad powrotem Pantery opadły, a Nick poszedł z powrotem na początek oddziału, Kyens zagadał do kumpla: A tak naprawdę to gdzie żeś się podziewał, bydlołaku ty jeden! - dziwnie rozkojarzony, Pantera rozejrzał się na wszystkie strony czy nikt nie usłyszy, po czym powiedział - Tak naprawdę to nie jestem człowiekiem, przynajmniej nie czystej krwi. - No, w sumie mogłem się tego domyślić... - Wiesz, mój ojciec był pół elfem pół człowiekiem, a matka była... animalką. - Oooo, serio? - I powiem ci coś jeszcze, ale o tym ani mru mru - Mrau.. - Ej! Nie nabijaj się! - Dobra, nie powiem nikomu, gadaj, mrau.. - Bo wiesz, ja... linieję co parę lat - NO CO TY! - No, mam to po matce dlatego, że ojciec miał we krwi coś z elfa, gdyby był człowiekiem czystej krwi nie byłoby tego wszystkiego, jego krew byłaby silniejsza i cechy mamy nie przeszłyby na mnie, przynajmniej nie wszystkie. A tak, muszę co jakiś czas zostać sam na sam i wylinieć :D - tutaj obaj wybuchnęli gromkim śmiechem. Za nimi poszli inni towarzysze wędrówki, chociaż nie wiedzieli z czego się brechtają :D. Po chwili wszyscy znowu zwarci szli wolnym, ale równym krokiem. Necro spojrzał wymownie na Ababeba - powiedzieć ci o czym gadali - Co? - Oburzył się jego dowódca, po czym zlustrował spojrzeniem Panterę, i chciał zaprzeczyć, ale Necro ciągnął dalej - No wiesz, jestem Mrokalumem, mogę czytać w cudzych myślach, stawać się niewidzialnym i takie bajery, mogę powiedzieć... - Czy to dotyczy ich spraw osobistych? - No.. - W takim razie nie chcę wiedzieć, swoją drogą jesteś wielkim plotkarzem - wycedził, a po chwili uśmiech rozpromieniał na jego ustach, ale tego Necro już nie zauważył, gdyż głowę miał spuszczoną. Wtedy Ababeb stanął jak wryty nie wierząc swoim oczom. Nie, to nie możliwe - mamrotał. Kyens też zatrzymał się w miejscu, a za nim cała grupa. Ababeb powiedział do Maga Lasu - Widzisz to co ja? - Nie, wzrok mam niezbyt dobry na pustyni, ale czuję to. Czuję zieleń. - A ja widzę ;), tam na horyzoncie, o tam daleko... - wskazał palcem Ababeb. Świetnie by się uzupełniali, Ababeb jako mag pustynny ma tutaj świetny wzrok, a Kyens jako mag lasu wyczuje oazę z bardzo daleka. Nie zginiemy z nimi - powiedział Nick, po czym ruszył po gorącym piasku razem z innymi w stronę, gdzie pokazywali Ababeb i Kyens. Szkoda tylko, że czterech ludzi nie doczekało tej chwili - rzekł do siebie, a miał na myśli NoNaMe który umarł, jak się okazało od trucizny jaką w sobie zawierały ciernie, którymi się skaleczył. "Artek AP umarł we śnie wczorajszej nocy, myślimy, że zaraził się od NoNaMe będąc ciągle przy nim i mu pomagając. Nie wiem jak to możliwe, ale to jedyne logiczne wyjście. Natomiast Wypłosz ostatnie dni zostawał lekko z tyłu, później zorientowaliśmy się, że go nie ma - ale nie mogliśmy się wrócić. Jednak Avistack uparł się, że go odnajdzie. Wysłał swojego sługę, pięknego, wielokolorowego, magicznego i niezwykłego ptaka Sennennenn. Kiedy długo nie wracał poszedł za nim, ani ptak, ani Avistack już nie wrócili." - napisał potem Nick w swoim dzienniku. * Po kilku godzinach marszu, wszyscy pozostali przy życiu szczęśliwie dotarli do pięknej oazy. Otaczała ona nieduży, piękny zbiornik niezwykle czystej wody pełnej ryb. Dookoła jeziorka rosły drzewa Skorzoner i ich odmiana w formie zielonych krzaków o słodkich owocach, a także nieduże, karłowate krzaczki Tau-sagiz z drobniutkimi jagodami. Poza tym było jeszcze mnóstwo mniejszych roślin których nikt nie znał - tylko Kyens dziwnym trafem znał jak najlepiej można je "wykorzystać" (tylko kiedy słyszał to słowo od razu się obrażał, a jak usłyszał od Nicka, że trzeba rozpalić ognisko to tak się zdenerwował, że zniknął na całą noc z Ababebem, a następnego dnia wrócił z suchym drewnem na opał i krzykiem na ustach - Nie będziemy ścinać żywych drzew! Wszyscy go posłusznie wysłuchali ;)). Po dwóch kolejnych dniach spędzonych w Oazie Ksionzky jak ją nazwali, zebraniu zapasów jedzenia i wody wyruszyli w dalszą podróż. Następnego dnia byli na przedmieściach otaczających Lodoo Senter. |=-Rozdział 5: Spotkanie na szczycie-=| Dwa tygodnie po Wielkiej Bitwie jak ją nazwano, podczas której uwolniony został Uobooz, miało odbyć się spotkanie dowódców głównych i liczących się na tym kontynencie nacji - Kręgu Solaru i Kręgu Mroku. W ciągu tego czasu najstarsi kronikarze i historycy przeczesywali najstarsze biblioteki w poszukiwaniu informacji na temat Uobooza. I znaleźli, ale nie byli z tego zbyt zadowoleni.. * Główny Historyk dworu Lodoo Senter wręczył Q-Danissowi małą, czerwoną książeczkę przyozdobioną pentagramem, starą i poświechtaną, mocno nadpaloną. Q-Daniss rozglądnął się po niedużym pomieszczeniu pełnym półek z książkami w poszukiwaniu czegoś, na czym mógłby wygodnie usiąść. Dojrzał wreszcie stare krzesło stojące przy jednej z półek, usiadł na nim -chwilę się zawahał gdy zaskrzypiało- i zagłębił się w lekturze.. 34 dzień Marszu, rok 21303 za trwania trzeciego okresu ciepłego Przechodzimy już przez tą piekielną dżunglę Ksionnrzki. A marsz jest bardzo trudny, wszędzie rosną bujne i sięgające nam ponad głowy twarde kępy traw. Dobrze, że mamy Pina - jako Burzowy Mag bardzo pomaga nam w trzebieniu lasu. A bez tego nie przeszlibyśmy przez tą roślinność. Nigdy nie widziałem czegoś takiego! Jak może na jednym kawałku ziemi rosnąć tyle drzew, krzaków, paproci i traw naraz! Niejeden Woodnaturemag by się ucieszył. Mogłem jednego ze sobą zabrać. Ale teraz to już nieważne, za dwa dni powinniśmy dogonić Uobuza i jego wojska. 36 dzień, a raczej środek nocy. (fragmenty nieczytelne) AMagowym Portalem. Dzisiejszego dnia doszło do starcia naszych wojsk. Mieliśmy przewagę po ataku Gniewu Niebios wywołanym przez Pina i po moim Armagedonie. Wytrzebiliśmy połowę wojowników Uobuza, lecz on sam na nasze nieszczęście ocalał. Po kilkuminutowym wycofywaniu się przeszedł do kontrataku. Najpierw posłał Burzę Strachu, co strasznie podłamało morale naszych dzielnych Panijczyków, następnie do ataku przeszły jego Smocze Hordy. Kiedy Oficer Dave zarządził strategiczny odwrót do podziemi Stor'Letters, najbliższy współpracownik Uobuza, Doof Renroc grzmotnął w nasze oddziały tchnieniem śmierci - a to jedyny czar, który jest w stanie zabić panijczyków. Wszyscy polegli, nasz dzielny Oficer Dave również. Ale kiedy... (fragmenty nieczytelne) Właśnie dlatego musieliśmy skryć się ponownie w bujnych lasach Ksionrzki. 41 dzień. Uobuz nie ma zamiaru puścić nas żywcem, kiedy wysłaliśmy do niego Pina, żeby przekazał warunki naszej kapitulacji (m.in. zapewnienie naszym ocalałym wojskom schronienia i wyżywienia), powrócił tylko jego Smok, z głową swojego pana w worku przewieszonym przez szyję. (fragmenty nieczytelne) Widzę, jak (fragmenty nieczytelne) głową zbierają cię czerwone kłęby chmur, pierwsze płomienie z meteorów (fragmenty nieczytelne) zajęły się lasem. Dalsza ucieczka nie ma już (fragmenty nieczytelne), trzeba przyjąć porażkę z godnością. Niech Opatrzność ma nasz kraj w swojej opiece... (fragmenty nieczytelne) Powoli zamknął książeczkę i oddał ją starcowi w okularach, nie ukrywając niepokoju - Co to wszystko oznacza? - rzekł cicho. Starzec spojrzał mu prosto w oczy, usiadł na krawędzi swojego biurka i powiedział jak do swego najlepszego przyjaciela: Pewne nazwy w ciągu tych tysiącleci uległy zmianie. Ale na pewno domyśliłeś się, że tamtejsze bujne lasy Ksionrzki to dzisiejsze pustkowia Ksionzky - ciągnął, zrobił wymowną pauzę po czym dodał spokojnie - Teraz już wiesz, dlaczego tam jest pustynia. Nawet Armagedon nie zabił Uobooza, a kiedy sam go użył... Lecz Daniss mruknął lekko zniecierpliwiony - Ale co to jest za dziennik!? - Starzec ukrył lekkie poirytowanie brakiem cierpliwości swojego rozmówcy, zastanowił się chwilę i tak mu odrzekł - Elord Epentagramus jest bratem Uobooza - Bratem?!! - przerwał mu Daniss - Daj mi dokończyć, a więc byli oni braćmi. Po śmierci króla Firegodnessa, bracia zaczęli wojnę o władzę nad tronem, taka jest przynajmniej oficjalna historia. Ale wielu historyków sądzi, że to Uobooz zamordował swego ojca, żeby przejąć tron. - Niezła rodzinka - przerwał mu ponownie Daniss, po czym zamilkł i zamienił się w słuch - Dziękuję, mogę dalej? A więc wojna trwała już ponad trzy lata, a to jest zeznanie z ostatniej bitwy w której poległy oddziały Elorda. Właśnie ta wojna przyczyniła się do upadku rasy panijczyków. Przetrwało ich niewielu, zaledwie kilku. Myood i Der są potomkami ostatniej pary panijczyków. - Tak... - powiedział w zamyśleniu Daniss, na co starzec tylko przytaknął ruchem głowy i wyjaśniał dalej - Wszystko by się skończyło i nie mielibyśmy teraz kłopotu z tym Uoboozem, gdyby nie jego najbliższy przyjaciel i współpracownik, Doof Renroc. Jak mówią inne źródła, chciał zagarnąć też coś dla siebie, dokładniej mówiąc: wszystko. Ale, że nie był w stanie zabić swego potężnego pana, zapieczętował AMagowy portal w momencie kiedy ten przekroczył jego próg aby teleportować się do zwycięskiej stolicy Akszyn Magg. - To by wiele wyjaśniało - powiedział posępnie Daniss. -Tyle, że Akszyn Mag leży na terenie Koalicji Państw Mrozu. Stary powiedział mi również, że jeżeli chcę znaleźć sposób na pozbycie się Uobooza muszę szukać odpowiedzi w podziemiach Stor'Letters. Myśli szalały w jego głowie. Musiał decydować szybko, a po pierwsze trzeba wyjaśnić sytuację innym. A na spotkanie z kimś z Koalicji Państw Mrozu przyjdzie jeszcze czas... - powiedział do Myooda, na co ten mu z przykładnym oddaniem powiedział - Zajmę się tym, zbierzemy ekipę i ruszymy czym prędzej. dr hab. doc. mgr prof. inż. tech. mech. dyr. mYood :P
[oficerdave@op.pl] p.s. Tutaj pozdrowienia dla: -Dera i Kel'Ta (za ich Wrota Biedronki) -Marlen (za uświadomienie nam co to Skorzonery) -Sato (Za napisanie Sennennenn, swojego -moim zdaniem- najlepszego tekstu i napisanie mi -i wam- trzeciej części Pewnej Historii co dało mi wenę do pisania) -dla Sir_Nicka (że przeczytał ten tekst i zadbał o to aby nie było w nim żadnych błędów :P) [To podziękuj Panterze Północy... Ja mogę jedynie podziękować, że dla nas piszesz! - SN] -i dla Pantery (za to, że już wyliniał i "wrócił" do nas, poza tym niech się cieszy chłopak z pozdrowień :D) [Ja może nic, mrau, tutaj komentował nie będę. :) - PP] -dla Beherita (za wywody nad znaczeniem frazy: "OBESRAĆ SIĘ" ;)) -i dla tych którzy na pozdrowienia liczyli ale nie naliczyłem się kasy od nich na moim koncie :P p.s.2. UNREAL TOURNAMENT PO PROSTU WYMIATA (pomijam to, że tworzę kącik o Unrealu, który chyba jeszcze nie upadł i powinien być w Games Corner :)). | ||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||