:: MEDIA MARKT W JAROCINIE - RELACJA
Nie, w Jarocinie nie zbudują Media Marktu. Nam już wystarczyło pobojowisko w Grunwaldzie. Ostatnio w sklepie Lidl w moim mieście pojawiły się takie promocje, że wyglądało to zupełnie jak Media Markt, tylko trochę wolniej i bez ofiar. Ale zacznijmy od początku.

25 sierpnia 2005 roku w Lidl'u zaczęły się promocje artykułów przemysłowych do 80%. Mnie tam nie zależało na promocjach, ale jechałem do Lidla przy okazji cotygodniowych zakupów. Dojechałem ok. godziny 7:45, czyli 15 minut przed otwarciem sklepu. Kolejka do sklepu rozciągała się na całą ścianę budynku. Przy wejściu stali ludzie bez wózków. Sklep był jeszcze zamknięty, a już trudno było przecisnąć się, chociażby zdobyć wózek. Ja oczywiście nie wpychałem się do wejścia, bo mi nie zależało.

Kiedy otwierali sklep, zrobił się istny Media Markt, ale tutaj na szczęście nikt nie skończył na podłodze. Dzięki temu również obyło się bez czerwonego płynu zwanego krwią. Kiedy wpychanie skończyło się, a zaczęło zwykłe wchodzenie, postanowiłem dostać się do sklepu. Wchodziło się tylko trochę gorzej niż normalnie. Bramka do wchodzenia została odsunięta na bok, zapewne w celu zoszczędzeniu na środkach czyszczących. Nie trzeba było usuwać tych czerwonych zabrudzeń na podłodze.

Rzędów artykułów jest w Lidlu 6, czyli "ścieżek" 5. Pierwsza była przejezdna, ale dwie następne kompletnie zablokowane od wejścia do połowy długości sklepu. Właśnie tam znajdował się rząd z artykułami przemysłowymi, które to były w promocji. Ja nie miałem tam nic do kupowania, więc poszedłem pierwszym niezablokowanym przejściem. Na drugiej połowie sklepu było już całkiem przejezdnie, tylko że był większy tłok. To było jednak nic w porównaniu z korkiem na Jarocińskich światłach, w którym norma długości to 300M. Na razie nie potrzebowałem się śpieszyć, więc czekałem spokojnie, aż ten pierwszy tłok się rozładuje i będzie można przemierzać dostępne części supermarketu.

Przez dwie godziny dostępność do artykułów przemysłowych była podobna. Potem już nie wiem, bo akurat wtedy szedłem do kasy. A kasy pracowały wszystkie. Pierwszy raz takie coś zauważyłem. Że kasy czynne były wszystkie to oczywiście nie powód, aby kolejki do nich nie było. Przy każdej kasie było kilku klientów, co jest rzadkie w dzień powszedni, gdy pracuje jedna kasa. Przejście przez wąską uliczkę między kasami było ucieczką od dusznego powietrza sklepowego. Poza tym, że kasjer nie skasował rachunku za butelki od piwa, pobyt w Lidlu minął bez większych incydentów.
WRIM [wrim@wp.pl]

<!-- End Of File -->
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.