| :: KARTOFL KTÓRY ZAGINOŁ | ||
|
Rozdział I Przyjaciel sprzed lat Ta sprawa rozpoczęła się w upalny dzień, 17 sierpnia. Dochodziła czwarta. Młody prywatny detektyw zwany Panterą Północy pogrywał sobie w ruskie jajka, (taka stara gierka) siedząc wygodnie w swoim biurze. Przez pewnych złośliwców był on zwany Panterem. Jak kończyli, nie zostanie to opisane. Uzyskał już kolosalną ilość punktów, bo aż 318966632591524369! Rozprosił go dźwięk otwierania drzwi, przez co nie uzyskał wyniku 318966632591524666. Ważne że mógł się wpisać na high score. Zerknął na osobę która tam weszła. Była to młoda dziewczyna. I ładna. Ubrana była w zbroję, na którą delikatnie opadały czarne włosy. Pantera uznał, że lepiej będzie nie wieszać kalendarzy z CDA na lampie biurkowej. Przesunął go. No tak. Czarne, długie włosy. Rzeczywiście. I bródka. A już się napalił. Po dwósekudowych oględzinach zobaczył że nowoprzybyły miał na sobie prochowiec. Tak jak Panter. I jak każdy inny, szanujący się detektyw. Dopiero po krótkiej chwili Łukasz rozpoznał gościa. Był znany pod pseudonimem Sir_Nick. -Cześć. Mogę wiedzieć co to sprowadza w mój skromny gabinecik kolegę? -Słuchaj Pantera, pamiętasz że kiedyś razem pracowaliśmy? Znalazłem robotę. Ostatniej nocy z miejskiego muzeum zaginął pewien starożytny artefakt. I nie mówię tu o jakiejś kretyńskiej kolekcji zeschłych ciastek sprzed miliarda lat. Tamte bakterie to musiały być sprytne... będę walił prosto z mostu, zaginął... -Starożytny obcinacz do paznokci, jak mniemam. -ZŁOTY KARTOFL! Pantera się zaniepokoił. Często przychodził do muzeum oglądać Złotego Kartofla. Nieraz nawet kupował sporo w sklepach z pamiątkami. Całkiem tanio, bo za jedynie 80 groszy. Kto jednak mógł być na tyle podły by popełnić taką straszliwą zbrodnię...? -Wiesz Sir_Nicku, to zbyt poważna robota jak dla nas. To sprawa dla słynnego zespołu, dla Detektywów Mamby! -Hah! Myślisz że ich nie pytałem? Tych gówniarzy nie obchodzi kultura cywilizacji kartoflanych! Jak im o tym doniosłem, wrzasnęli na mnie bym spie*****ał jeśli nic nie wiem o Czarnej Mambie. -Tak to jest. Będziemy musieli sami to zrobić. Na początek przyda nam się ekwipunek. Detektywi przeszukali gabinet, i włożyli wszystko co może się przydać do kieszeni prochowca Pantery. Znaleźli gumę do żucia, parę naboi, Mambę (cytrynową), zapalniczki, zapałki, nieużywane igły do zastrzyków, mini farbę w spreju, przekąskę w postaci kartofla, notesik, długopis, ołówek z gumką, trochę kasy i odtwarzacz MP3. Mając to wszystko, wyruszyli w swoją wielką przygodę. Taką, jaka nigdy do tej pory nie wydarzyła by się w agencji detektywistycznej. Rozdzielili się i rozpoczęli śledztwo. -Spotkamy się o północy, na ulicy imienia Yossariana. - powiadomił Pantera Rozdział II Gdzieś trzeba zacząć Nadeszła północ. Pantera opierał się na latarni ulicy wyżej wspomnianej. Znowu sobie pogrywał, na malutkim automaciku. Dochodził do high score'a aż tu nagle... -Hej... - rozległ się schrypiały głos -Sir_Nick? Już tu przyszedłeś? - Pantera od razu nazwał go Sir_Nickiem z powodu płaszcza. -Nie. Chwila... - postać wyjęła z kieszeni Hallsa i wrzuciła go w przestrzeń pod kapeluszem. - Tak lepiej - osobnik powiedział to już normalnym głosem - Pantera, to ja. Pamiętasz, jesteśmy wspólnikami... -Cześć Sato. Pomyliłem cię z Sir_Nickiem, bo miałem się z nim tu spotkać. Pracujemy nad następną sprawą. Zaginął Złoty Kartofl. -Niedobrze. Przyda wam się wsparcie. Też poczekam... No i po minucie się doczekali. Sir_Nick biegł w ich kierunku jak kot z pęcherzem. Pantera ledwo co zapytał "Oddasz mi wre..." kiedy zauważył czemu Sir_Nick tak biegł. Uciekał. Przed wściekłym tłumem. -Sir_Nick! - wrzasnęli jednocześnie Sato i Pantera Północy - coś ty zrobił!? - wściekał się P. -Cóż, to długa historia, ale myślę że mogę wam opowiedzieć... Rozdział II i pół Pamiętacie na pewno że Pantera Północy, Sir_Nick i Sato uciekali przed wściekłym tłumem. Ale jak to się stało? Czym Grzesiek im zawinił? No właśnie. Musimy cofnąć się w czasie, ażeby się o tym dowiedzieć. Był kwadrans po szóstej. Sir_Nick doszedł do sklepu z bronią. No tak, trzeba mieć jakąś asekurację w postaci spluwy lub jakiejś ciachawki. Wszedł i rozejrzał się. Było tam mnóstwo spluw, uzi i innych takich. -Co za gówna panie bracie, nic lepszego tu nie macie? - zagadał wierszem Grzegorz do zezowatego sprzedawcy. -Co? Nie podoba się? -To wszystko co masz? -No. -Jemu chodzi o towar z importu. - powiedział ni z tego ni z owego Tommy Lee Jones. -Trzeba było tak od razu... Włożył czapkę z pieczątką i walnął czołem w klawiaturę swojego komputera. (UWAGA DZIECI! Nie róbcie tego w domu! Narażacie własną klawiaturę!) Wtedy obróciła się nędzna podróba Mony Lizy odsłaniając kilka spluw. To samo spotkało kilka innych obrazów, lustro i bazgroły jakiegoś przedszkolaka. Ściany były obwieszone bronią białą i palną, do wyboru do koloru. Były tam jakieś podróbki katan, prawdziwe katany, wakizashi inne miecze, shurikeny, strzelby, karabiny, młoty, bazooki, bojowe modele czołgów, banany, owce, betonowe osły, zwoje magiczne, materie, deski z gwoździami, gwoździe do rzucania, zdechłe sqnxy ( ;) ) i inne pierdoły. Wziął dwie w miarę krótkie katany, dwa shurikeny, dwa uzi, banana i owcę. Dostał również darmowy zwój z Bolt-2 i sqnxa. Wziąłby osła, ale był tak drogi... A więc poszedł do kafeji internetowej po drugiej stronie ulicy. Zauważył że toczył się tam jakiś turniej... -Panie i panowie! - wrzeszczał jakiś kretyn - Witamy was wszystkich na pojedynku gierów! Dzisiaj będzie wyjątkowo łatwo, bo te zawody będą polegały na walkach z Emerald Weaponem! Brzmi to banalnie, ale nie należy zapomnieć że wszyscy walczą osobno. Wygra ten kto pokona go jak najszybciej, z jak największą ilością HP, MP i takich tam. Walki czas zacząć! Nie trwało to długo. Jeden z zawodników w koszulce z logiem LC mówił do siebie: -Frajerzy! Myślą że dzięki All Lucky 7s wygrają! Nie znają potęgi trybu 666'th Satan's Mode! - ów osobnik użył na sobie komendy D. Blow. Zmniejszyło to jego HP do 666. Nagle naładował mu się pasek limitu, Cloud zaczął płonąć, a w tle leciała muzyczka z One Winged Angel. - OMNISLASH! OMNISLASH! OMNISLASH! OMNISLASH! OMNISLASH! HAHAHA!!! - zaśmiewał się przy tym do rozpuku. W końcu użył Knights of Round i wygrał - Co wygrałem? -Masz te pięć dych, gnoju... -Dobre i to na początek. -Ogłaszamy - mówił jakiś kretyn - że zwycięzcą jest Ababeb, aka MegaJohny! Po dwóch minutach prawie wszyscy się rozeszli, przyszło parę innych ludzi i znowu było jak zwykle. Sir_Nick wykorzystał swoje talenty hakerskie (wazelina) i włamał się do systemu muzeum. Włączył podgląd kamery na Złotego Kartofla. Przewinął do momentu kradzieży. Złodziej miał na sobie sprytne przebranie, w tym maskę Leppera, niestety. Dość sprawnie się uwinął z artefaktem i zniknął. Sir_Nicka czekało długie śledztwo... przeszukał sporo stron o Złotym Kartoflu, niestety wiele to były bzdurne blogi. Zajęło mu to parę godzin. W końcu postanowił się wcześniej zrelaksować i włączył Nielamerską Grę. Zwiesiła mu się... -CO ZA ******** ***** LAMER TO PROGRAMOWAŁ!? - na ten okrzyk wszyscy w kafejce się odwrócili do niego i patrzyli drapieżnym wzrokiem. Grzesiek niewiele myśląc wyskoczył za okno i zjechał po latarni. Zaczął biec, a to trochę czasu mu zajęło. W końcu, skierował się na ulicę imienia Yossariana... Rozdział III Lodówowcy -To była długa opowieść, rzeczywiście - komentował Pantera Północy - ale jaki to ma związek z tymi ludźmi? Wściekli się bo zrobiłeś sobie operację wątroby? -Aaaaaa, trzeba było powiedzieć. Po prostu nazwałem kogoś tam lamerem. Mamy ważniejsze sprawy na głowie, wiecie... -Szybko, do mojego domu! - wrzasnął Sato. Nasi detektywi dobiegli wreszcie na ulicę Syropoklonową, do domu numer 47. Niewiele myśląc, Sato wyjął z kieszeni swój klucz do okna (kamień), otworzył i wstawił drugą szybę. (tym razem pancerną) -No, no to jesteśmy w domu. Rozgośćcie się. - rzekł Sato i poszedł włączyć ekspres do tabaki. -Po co się do nas przyłączył? I co z zapłatą? -Wiesz Grzesiek, po prostu razem pracujemy. A pomoc się zawsze przyda. Zrelaksuj się. - powiedział Pantera. Łukasz zjadł swoją cytrynową Mambę, a Sir_Nick zapalił sobie gumę. -Miętowa, taka jak lubię. :) -A więc panowie - zaczął Sato wchodząc z trzema filiżankami tabaki - przejdźmy do rzeczy. Co udało się wam dowiedzieć o zaginionym przedmiocie? -Niewiele... -Mnie tylko udało się zobaczyć nagranie kradzieży. Facet który nosił maskę Leppera. - powiedział Sir_Nick -Skąd wiesz że to nie był Lepper? - zapytali Sato i Pantera. -Po kodzie paskowym na czole. No i to zbyt precyzyjna robota. - wszyscy przytaknęli i częściowo opróżnili swoje filiżanki - Żebyśmy tak mogli znaleźć jakieś poszlaki... trudno, trzeba będzie sprawdzić w muzeum - wszyscy się zgodzili i jeszcze trochę opróżnili naczynka - I co ktoś może zrobić z takim skarbem? Każdy go rozpozna, gdyby ktoś chciałby go sprzedać to by ktoś doniósł... Wtedy rozległ się brzęk tłuczonego szkła. -Sorry stary że tak wpadłem, ale mnie gonili chyba przez pół miasta... O! Jeszcze trochę tabaki zostało w ekspresie - rozgległ się jakby znajomy głos. -To mój znajomy, Ababeb. Też jest prywatnym detektywem, ale skąd wziął klucz do mojego okna to wolę nie wiedzieć. Stary, a skąd się tu wziąłeś? -Uciekałem przed bandą kolesi, bo twórcę Nielamerskich Chodników nazwałem lamerem... -ŻE CO?! Ja go widziałem w kafei internetowej! Nie nosił prochowca! - właśnie wtedy wlazł taki sam gość jak w kafejce, ale w prochowcu. -Nie muszę zawsze prowadzić śledztwa. Let mi in. -Hmmmmmm... - zastanowił się Pantera - Detektywi Mamby nie muszą być jedynym dobrym zespołem detektywistycznym... -Pamiętam że raz pracowaliśmy w czterech... - zauważył Sir_Nick -I rozwikłaliśmy sprawę - powiedział Sato -Sprawa Morderczego CD była niesamowita - skomentował Ababeb -Możemy to zrobić znowu! - wszyscy - Ale jak się nazwiemy? -LC Squad! - zaproponował Sir_Nick -Ja tak nazwałem swoją drużynę robaków w Worms World Party. - zgryźliwie rzekł MegaJohny -Ja też! Mój główny robak to Sato. -A mój to Pantera. -Za to mój to Ababeb. -Widać to zła nazwa... Może po prostu Lodówowcy? -Proste to i wpada w ucho... OK. -My, Lodówowcy rozwikłamy tajemnicę zaginionego kartofla! Ale najpierw idziemy kimać... (dopisek autora - kończyły mi się dla nich odzywki pasujące do tej sytuacji, więc wyszło trochę jRPGowo. A co się przejmować będziecie...) Rozdział IV Robimy wycieczkę! Wszyscy detektywi po wyspaniu się, zjedzeniu śniadania, nakopaniu psu z numeru 48, poszli do muzeum. Żeby poszukać poszlak. Przechodząc obok kiosku zauważyli że wydarzenie dotarło do opinii publicznej. No i dotarli w końcu do muzeum. Weszli... -Stać! - ktoś krzyknął - Musicie kupić bilety! -Ale my prowadzimy ważne dochodzenie... - zaczął nieśmiało Pantera -Nic mnie to nie obchodzi. - sprzeciwiał się bileciarz - Rozpoznałem cię, często tu przychodzisz. I wiesz jakie reguły obowiązują: kto nie kupuje biletów, ten jest lamerowatym n00bem. -Kay, no to cztery normalne. -Proszę bardzo. Miłej wycieczki życzę. Opierając się pokusie, ominęli sklep z pamiątkami (dopisek autora - wkładam zbroję, bo mnie jeszcze Pantera posieka za to [O, jak fajnie, Mega robiący za sardynkę. Mmm. ;P - PP]) i natychmiast skierowali się na miejsce zbrodni. Było tam dokładnie tak samo jak w zeszłym tygodniu - ale bez eksponatu. Detektywi postanowili zdać się na metody "artystyczne". Pantera wyjął kartofla. Był już zepsuty, ale mógł się jeszcze przydać. Nie wiedział co prawda do czego, więc go wyrzucił. Musiał coś wymyślić, ale co? Może inni coś znaleźli. No i dopiero wtedy Pantera zauważył że inni poszli zwiedzać. Jedyny którego widział w tym momencie to Ababeb. Oglądał jakieś naczynie... -Ciekawe. Pantera, słyszałeś że pierwsza cola powstała trzy tysiące lat temu? W takich właśnie amforach je przechowywali. Tu pisze że oryginalna receptura została opracowana przez faceta o imieniu Cocacolvs Pepsivius, wygnany z plemienia Beheritów. Otrzymywał ją ze sproszkowanych odchodów słonia, badyli... -Przestań bredzić i zacznij szukać poszlak. - powiedział Pantera Północy. W końcu pojawił się Sato. -Jedyne co znalazłem to ta przeżuta guma. Za wiele jej nie ma, trzeba będzie ją zbadać. Przy okazji, nie wiem czy to ma jakieś znaczenie dla naszego śledztwa, ale zniknęła również słynna Czarna Mamba. -Niewiele się dowiedzieliśmy. No, ale myślę że na dobry początek to starczy. Gdzie Sir_Nick? -Uznał że nic tu nie znajdzie - wyjaśniał Ababeb - więc zaczął czytać LC Killers. Fajny numer, tym razem Fauske walczy z... -Nie chcę wiedzieć - odpowiedział Pantera - Chodźmy już, głodny się robię. I tego jełopa, Sir_Nicka trzeba znaleźć. Kiedy znaleźli Sir_Nicka męczącego kierownika muzeum swoimi metodami na palenie gumy do żucia, walnęli go i poszli do jakiejś knajpy. Zamówili danie dnia. Niestety, okazało się pizzą z Whiskasem. Również niedobrze wybrał Sato, który był przezorny i zamówił kebab. Zawiódł się, kiedy musiał wyjmować z niego sierść. -W moim kebabie są chyba kamienie - narzekał Sato -Mogłeś zamówić pizzę, jak my - mówił Sir_Nick - Całkiem smaczna, z kurczakiem i wątróbką. Ci ludzie wiedzą jak robić żarcie dla kotów. -Panowie, myślę że musimy przeanalizować nasze dowody. Na miejscu zbrodni - ględził Pantera Północy - znaleźliśmy mały kawałek gumy. Niewiele nam to pomoże, ale... -Wiecie, jak wku***łem tego dyra, pokazał mi ten oto list. - poinformował Sir_Nick Drodzy frajerzy Prawdopodobnie kiedy czytacie ten list, my wyjeżdżamy do Meksyku. Pomyśleliśmy, że taka ładna ozdoba przyda nam się do saloniku. Nie, nie jesteśmy takimi kretynami którzy wyjawiają swoje plany, miejsce kryjówki i takie tam. Myślę jednak, że jedno wyjawimy - ukradliśmy Złotego Kartofla by coś odzyskać. Pozdrawiamy [podpis zamazany] -K****, Sir_Nick, chcesz powiedzieć że miałeś ten list i nic nie powiedziałeś?! - wrzeszczał Pantera Północy - Szkoda że ci byli przezorni. Nie wydali miejsca swojej kryjówki jak to zwykle robią kryminaliści, musimy igrać z geniuszami zbrodni. Ale myślę że się dowiemy inaczej. Pokaż kopertę. Aha, tak jak myślałem. Nie ma kogoś takiego jak Abflgstrhbn Chorągiewkolubny, ale znam adres. Ulica Glutaminianowa 22. Udam się tam, jeszcze tej nocy. Sir_Nick, daj mi swoją broń. -Kup swoją. Ale dla dobra sprawy... -Możesz też wziąźć ten kebab. - Sato wolał go nie jeść - Jestem pewien że tym można komuś roztrzaskać głowę. Rozdział V Kartofl Nastała północ. Było cicho, a tylko jeden człowiek w tym momencie się poruszał po mieście. Skakał z dachu na dach, aż w końcu przystanął na starym magazynie ulicy Glutaminianowej. Upewnił się czy nie ma kogoś w środku i rozejrzał się. Był tam. Złoty Kartofl. Wyjął swoją komórkę. -Ludzie, znalazłem go. Jest w tym magazynie. -OK, bądź w gotowości. Postać spuściła się na linie przez okno. Powoli mężczyzna zbliżał się do Kartofla, omijając lasery. Szybko chwycił kartofla i położył na jego miejscu zwykły ziemniak. Wszystko było w porządku, ale coś usłyszał. Jak załadowanie karabinu. Ni z tego ni z owego, Pantera Północy oberwał w potylicę. Zemdlał. Usłyszał głos. Głos nie wiadomo czemu, powiedział "All your base are belong to us!"* Tym razem go nie usłyszał. Były za to dwa inne głosy. -Witaj w prawdziwym świecie, Neo. -Ale ja jestem Pantera! -Morfeuszu, mówiłam że to nie ten! Tym razem odzyskał przytomność. Otoczenie było trochę rozmazane, tak jak i stojące tam postacie. -No no no, kotek wpadł w pułapkę - rozległ się jakby dziecięcy głos - No i nadal mamy kartofel. -Nie waż się tak mówić! Należy go wymawiać z dużej litery! - krzyknął Pantera. Nie mógł niestety nic poza tym zrobić, bo był przywiązany do krzesła. -Kto by pomyślał, kiciuś już odzyskał przytomność. Miło cię widzieć, były uczniu... -Uczyłeś mnie? To pan, panie Wodolejny? -Nie, przecież... -Sensei Domareko? -Nie poznajesz mnie? Ja cię uczyłem fachu. Pamiętasz nas, jesteśmy tym zespołem. -Chyba... - teraz Pantera widział wszystko wyraźnie. Przed nim stała banda gówniarzy - Detektywi Mamby! To znaczy że... -No, rąbnęliśmy Złotego Kartofla, uwięziliśmy cię tu, i mamy się świetnie. -Mogliśmy się domyślić! Ten kawałek gumy to była malinowa Mamba! Ale... to się nie trzyma kupy. Po co mielibyście kraść taki zabytek? -To się trzyma kupy tak bardzo, że trzeba będzie to potraktować jakimś odświeżaczem powietrza! Ukradliśmy Złotego Kartofla, bo kto inny rąbnął słynną Czarną Mambę. Dowiedzieliśmy się kto to zrobił, zebraliśmy dowody. Ale niestety. Dowiedzieliśmy się że miał zbyt dobrych prawników, a nas na nich nie stać. Wymyśliliśmy zatem że ukradniemy Kartofla, wymienimy się skarbami, zwrócimy Czarną Mambę muzeum, a kolejna sprawa zostanie rozwiązana! Proste i logiczne! -Wiecie, wy złoczyńcy macie niesamowitą cechę wyjawiania innym ich planów. I to w was lubię, to nam bardzo ułatwia pracę. -Myślę, że czas już iść. Wrócimy po ciebie kocie. Mogłem zabrać moje spluwy - mówił przywódca DM. -Wkrótce z tobą skończymy. I nie myśl o ucieczce. Tych trzydziestu oprychów będzie cie pilnować. Panter. Jak powiedział, tak zrobił - szef Detektywów wiadomo czego poszedł ze swoją bandą zostawiając Panterę z trzydziestoma bandytami jako strażnikami. Łukasz musiał zdać się na instynkt. Musiał sobie przypomnieć nauki swego mistrza. Wrócił pamięcią do tych chwil... ... ... ... Chłopak, nazywany Panterą przeprowadzał trening. Nauczał go pewien gość. -Skup się, chłopcze, skup się na celu. Koncentracja to klucz do zwycięstwa. -Sensei Der, a co jeśli to nie wystarczy? -Pamiętaj chłopcze o jednej ważnej rzeczy. Musisz skierować całą swoją nienawiść ku Biedronce! To, trening fizyczny i koncentracja to klucz do zwycięstwa. -Sensei, a co mówił Ju San? (dopisek autora - dla niezorientowanych, "ju" to po japońsku "miękki" :P) Nigdzie nie wspominał o Biedronce. Mawiał co innego. -Tak. Nauczał jak wykorzystywać potęgę Komandosa. Niestety, nikt oprócz niego nie zrozumiał tej sztuki. Pantera przypomniał sobie jeszcze coś. Musiał w końcu zrozumieć nauki wielkiego Ju Sana... ... ... ... -Młody padawanie - mówił Ju San - Musisz zrozumieć jego potęgę. Moc jego przerasta wszystko. -Mistrzu - zaczął niepewnie Pantera, jeszcze jako mały chłopiec - ale nie rozumiem tego. Nie umiem przenieść czegoś tak dużego. -Nie rozumiesz. Dlatego nie potrafisz. Świetlistymi istotami jesteśmy, nie tą surową materią. Komandos jest w każdym z nas. Otacza nas, jest wszędzie. W kamieniu, w orzeszku, w psie, w tobie i we mnie. Dopóki nie zrozumiesz czym jest, nie nauczysz się nim posługiwać. Sprawdźmy teraz. Przesuń tą kanapę w lewo. Nie, w moje lewo. Jeszcze trochę. Za daleko. -Mistrzu! Przepuchliny dostanę! -Cicho gówniarzu! Jeszcze musisz mi przepchać klop. -Nie! Tam musi być wielka kupa g****! -Rozmiar nie ma znaczenia... ... ... ... -To musi być to! Ale jeśli źle zinterpretowałem... - myślał. Rozejrzał się i na pobliskim stołku zauważył nóż. Zamknął oczy i zaczął myśleć. Nożyk zadrgał i po chwili skierował się na Panterę. - Tak właśnie chciałem. Teraz tylko... - znowu się skoncentrował i tym razem nóż poleciał prosto na linę trzymającą Panterę przecinając ją. Pantera wyjął część broni z prochowca kiedy tylko zauważyli. Rzucił sqnxem, który zatruł kilku. Wyjął katany, shurikeny i banana. Rzucił bananem, który po czterech sekundach rozpadł się na kilka mniejszych i powalił pięciu strażników. Shurikenami zabił kolejnych dziesięciu, jednak z pięcioma ostatnimi nie szło mu tak łatwo. Byli wyposażeni w miecze i nie szło ich normalnie rozciąć. - skupić sie na złości do Biedronki... - nagle, dzięki złości na Biedronkę, jedna z jego katan stała się słynnym Zantetsukenem. Wykonał nim atak na wszystkich pozostałych, rozcinając ich na pół. Jednak nad jednym z nich pojawił się napis "Miss" i pozostał w jednym kawałku. Było w nim coś niepokojącego. Nosił czarne okulary. -Mr Anderson... - powiedział. Pantera chwycił drugą katanę i odciął mu łeb. Wyjął swoją komórkę i... -Nie udało mi się go odbić. Zabrali go i chcą go sprzedać. Spróbuję się dowiedzieć od jednego z nich dokąd poszli - chwycił jednego z bandytów i zapytał - Dokąd kurde poszli? -Nie twój *****ny interes. Nigdy ci nie powiem, że poszli go sprzedać jakiemuś kryminaliście na opuszczonej stacji kolejowej na północy. -Jak chcesz. Ludzie, musimy iść na opuszczoną stację kolejową. Wezwijcie gliny. Zakończenie -Widzę, że zdobyłeś Kartofla. Daj go, a Czarna Mamba będzie wasza. -Proszę bardzo. Wtedy właśnie pojawił się wóz detektywów. Wyszli z niego pewni siebie i wściekli. I nieco zmieszani. -Ludzie - zaczął Pantera - mówiłem chyba żeby zawołać gliny. -Wiesz szefie - odpowiedział Ababeb - na razie nie mogą przyjść. Musimy to sami załatwić. -To ja chyba pójdę... - wymknął się złodziej CM. -Czyli nas namierzyliście? Gratuluję. Może i udało się wam nas wyśledzić, ale nie przeżyjecie tego spotkania! - szef Detektywów Gumy Rozpuszczalnej wyjął straszliwą broń, znaną jako Szar Korls Słiper! [sceny wycięte ze względu na lamerstwo. Sami sobie wymyślcie] -Zadziwiające - zauważył - Jeszcze żyjecie... - No i Pantera rozciął Szar Korls Słipera jednym ruchem Zantetsukena. No i pojawiła się policja. -Łapy do góry! Detektywi Mamby, jesteście aresztowani! -Lodówowcy - zaczął Sir_Nick - myślę że to początek wielkiego zespołu. DM, co nam powiecie? Detektywi Mamby udzielili typowej odpowiedzi w postaci ich hasła. -Wszyscy mają Mambę! -Mam i ja! - krzyknął Pantera pożerając jakąś gumę. MegaJohny vel Ababeb
[megajohny@wp.pl] P.S. Nie obraź się, (co ja mówię, nie zabij mnie!) Pantera, to nie prowokacja! Nie miałem innych pomysłów na coś detektywistycznego. Złoty Obcinacz do Paznokci nie brzmi tak wdzięcznie jak Złoty Kartofl. ;p Powtarzam - NIC NIE MAM DO PANTERY! NIE CHCIAŁEM GO OBRAZIĆ! [Spoko, spoko - ale następnym razem uwzględnij proszę, że jestem pacyfistą, dobra? ;) - PP] P.S.2 Akcja toczy się w fikcyjnym miejscu tuż obok Tychów. Nie znam Tychów, więc trochę trudno mi będzie cokolwiek tam umieścić. :P P.S.3 Trochę trudno by mi było zamieścić wszystkich redaktorów jako detektywów, ale i dla nich znalazły się inne miejsca. *Na pewno nikt nie wie o co chodzi: www.newgrounds.com/collections/ayb.html | ||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||