:: HEJ TY
Właściwie to nie wiem, czemu nazwałem to tak, jak to nazwałem. Nie chciałem zwracać tym niczyjej uwagi, bo moje "dzieła" dość wątpliwego talentu raczej nie zasługują na uwagę. Może to poświadoma chęć rywalizacji i zwycięstwa? Problem w tym, że nie chcę nikogo wyzywać, ani tym bardziej wygrywać. Piszę i daje mi to w jakiś sposób możliwość odetchnięcia i zgubienia kilku ponurych kilogramów metafizycznego gówna.
Nie mam pojęcia o czym ma być ten art, więc może będzie o pisaniu? Albo o niewiedzy? Ale nie chce mi się więcej wyjaśniać, prosić, mówić czy podtrzymywać jakiekolwiek kontakty emocjonalne z osobnikami rodzaju ludzkiego. Oho, znowu zaczynam przypominać swój styl. Właśnie.
Zaczynam przypominać swój styl. Może nie stałem się jeszcze niewolnikiem etykietki, ale może niewiele też mi brakuje? Może tego co piszę, o czym piszę i jak piszę nie określam ja sam, ale mój styl rozrośnięty do własnej postaci? Może jestem już niczym Zapach Starego Rona i Stary Ron, już nie jedna osoba z wyróżniającą ją cechą, ale dwie istoty? A co gorsza nie wiadomo czy to jeszcze ja określam swój własny styl, czy może mój własny styl określa mnie? Czy to ja mam swój indywidualny styl, cz to może mój styl ma mnie?
Wybaczcie mi te wszystkie (8!) znaki zapytania. Wpadłem w jakiś cholernie depresyjny wir refleksji.
Wcześniej napisałem, że mógłbym napisać o niewiedzy. Nie wiem czy potrafię, ale wiem, że to mój art, jak dotąd dość osobisty i wiem, że mogę spróbować wszystkiego, wszystko spieprzyć i dalej pisać i pieprzyć głupoty z grymasem zadowolenia na ustach.
W starożytności, pewien dość refleksyjny delikwent zaaplikował całej kulturze europejskiej tekst, który zna pewnie większość z was. "Wiem, że nic nie wiem". Większość z tych, którzy go słyszeli śmiała się pewnie: "Ale gość, pewnie się nieźle naszprycował!". Prawdą jednak jest, że to idiotyczne zdanie znaczy trochę więcej. To tak jakby filozoficzne przywołanie do pionu, coś w stylu: "Człowieku, wyluzuj, trochę szacunku! Przecież ty sam gówno wiesz, a cały rodzaj ludzki wie jeszcze mniej". Coś o czym powinno myśleć wielu ludzi. To znaczy w sumie tyle co: "Zachowaj szacunek, dla czegoś czego nie wiesz". Bo w gruncie rzeczy, nawet jeżeli żylibyśmy milion lat, to nasza wiedza byłaby niczym.
Jeżeli więc poznawanie nie ma sensu, to po co poznawać? Gdybyśmy nie poznawali to nadal siedzielibyśmy w jaskini i prowadzili wozy na kwadratowych kołach i też byłoby dobrze. Sensem poznania jest sam proces poznawania i to jest cholernie piękne.

Słowo na niedzielę: poznawajcie, słuchajcie BRMC, DFA 1979, CKOD i Mars Volty, czytajcie OS kreski Śledzia.
Koniec kryptoreklamy.
Modern Friken Hot Chik'n'Frays ma doła [nodeev@o2.pl]

PS: Sorry za ten tekst. Nie musicie go zamieszczać (straszne słowo, prawda: nie musicie. Sugeruje tak naprawdę nieśmiałą prośbę). Napisałem go w afekcie, przez pierwszą płytę Mars Volty. Albo zacząłem słuchać Mars Volty przez ten tekst. Mam tylko nadzieję, że przynajmniej niektórzy czytający uświadomią coś sobie. Może to być nawet coś w stylu: "O, kurde. Ziemniaki podrożały". Teksty zawsze muszą wywoływać jakąś reakcję u czytającego. Jeśli chcecie się podzielić jakimiś refleksjami to zadzwońcie pod telefon zaufania.

[I właśnie dlatego go zamieszczamy. :) - PP]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.