:: WAKACYJNY DZIEŃ Z ŻYCIA ZWARIOWANEGO CZŁOWIEKA
<!-- Error: no date detected -->

Chciałbym wam przedstawić mój wakacyjny dzień powszedni. Większość z tych głupot, które przeczytacie za chwilę jest tylko fikcją literacką. Z założenia tekst ma być bardziej śmieszny niż wiarygodny. Akurat do opisu wybrałem datę, którą możecie podziwiać u góry ;).

Dzień, a właściwie doba zaczyna się o godzinie 0:00. Czyli wtedy, gdy słońce ma godzinę 23 poprzedniego dnia. Może nie wierzycie, ale to tak samo prawdziwe stwierdzenie jak to, że niektóre dni w roku mają 25 godzin. O godzinie "zerowej" ja mam właściwie też dzień poprzedni, który kończy się około godziny trzeciej. Dlatego nie zacznę opisywania dnia od jego początku, tylko od godziny trzeciej. Teraz już wiecie, dlaczego zmiana czasu następuje o trzeciej. Bo dla mnie to nawet czas zmieniają.

Tak więc o trzeciej najczęściej śpię. Budzę się później, ale nie zawsze o tej samej godzinie. Raz o piątej, a raz o dziewiątej. Czasami nie mogę wstać od razu i leżę godzinami w łóżku. Wtedy często słyszę swojego koguta. Nie tego. Koguta! Tego, co pieje. Jeśli nie mogę wstać od razu, to znaczy, że dzień wcześniej zapomniałem nastawić biologicznego budzika. Nie tego, co można położyć na szafce i zadzwoni. Biologicznego, ale nie koguta. Chodzi mi o taki budzik, który mam w głowie. Kilka godzin przed zaśnięciem nastawiam dzięki samokontroli umysłu swój biologiczny budzik. Gdy to zrobię, następnego dnia obudzę się bez niczyjej pomocy o odpowiedniej godzinie. Może wydawać się wam to niemożliwe, ale zajrzyjcie do Strefy 51, to może się nawet nauczycie.

Kiedy się obudzę, zazwyczaj Matka pyta się mnie, kiedy ma przygotować śniadanie (sam se w łóżku nie zrobię). Ja wtedy odpowiadam, że za godzinę. Oczywiście wiem, że wszystko będzie przygotowane za piętnaście minut. Kiedy zdecyduję się wreszcie wstać po kilku godzinach leżenia, zazwyczaj kieruję się do toalety w celu odprowadzenia niepotrzebnych substancji z organizmu. Często zdarza się, abym przed dojściem do tego pomieszczenia zdążył się ubrać. Po wyjściu z niego najczęściej włączam komputer i po kilku minutach idę coś zjeść. Zazwyczaj jest to powietrze z dodatkiem różnorodnych gazów. Po śniadanku od razu idę odpalić swojego gruchota. Nie mam tu na myśli mojego mercedesa, a zasłużonego, PoCzciwego blaszaka. W czasie pracy na nim powstają takie głupoty, jak ten tekst. Tak marnuję swój czas, przerywając pisanie grą w ping ponga. Oczywiście wirtualnego, bo prawdziwy nie zmieściłby się na moim biurku komputerowym.

Nastaje później pora obiadu, a w niej... nie uwierzycie... jem obiad. Tak, to jak najbardziej prawdziwe. W porze snu śpię, a w porze obiadu jem obiad. Jedyne, co dobrze robię, to w porze największej oglądalności wącham skarpetki. Po obiedzie od razu oczywiście wskakuję na kompa, ale nie zabawiam z nim zbyt długo. Po skopiowaniu ważnych plików na dyskietki o pojemności 1,66MB wyciągam drugiego swojego gruchota. Oczywiście teraz też nie chodzi mi o mercedesa, bo ciężarówki nie miałbym siły wyciągnąć. Mam na myśli starego poczciwego jednoślada zwanego rowerem. Ale nie roverem. Rovera to mam w garażu. Siedzi tam od czasów, kiedy policja zabrała mi prawo jazdy. Drugiego nie będę sobie wyrabiał (prawa, nie auta). W końcu sfałszowanie takiego dokumentu kosztuje. Tak więc wskakuję na rower i jadę. Pewnie zastanawiacie się, w jakim celu. Wstąpić do najbliższej kafejki internetowej i wysłać teksty.

Po wyjściu z wiadomego pomieszczenia z komputerami wracam (rowerem, a jak) do domu. Dalszy czas spędzam przy pisaniu do mojego ulubionego kącika, którym jest (Tutaj mam wybór: prawda albo realne ryzyko niezamieszczenia tekstu w Lodówie. Wielu zapewne nazwie mnie wariatem, ale wybieram prawdę. Przecież tak czy siak tekst w AM się pojawi.) AM Komputery. Oczywiście piszę nie tylko do tego kącika, tak samo jak np. nie uczę się tylko matematyki. Właściwie to w ogóle nie uczę się matematyki. Olałem ją sobie. Właśnie za to, że ją sobie olałem, dostałem na świadectwie szóstkę. Ale o czym to ja mówiłem? Aha, jestem przy komputerze. Czasami mi się nudzi i nawet dobrze mi z tym, bo wiem, że nie jestem uzależniony. Nie obchodzi mnie to, że gdyby wliczyć późne godziny nocne, wynik byłby zupełnie inny.

Kiedy już słońce zacznie mieć mnie dość i schowa się za drzewami, idę do kuchni coś zjeść. Oczywiście to coś tym razem nie będzie powietrzem, tylko jedzeniem, które nawet kiedyś recenzowałem (AM67 :). Jest to pizza v1.1 z modułem typu "szynka" i obudową typu folia, sprzedawana w sklepie Netto. Oczywiście nie używam jej surowej, ani w obudowie, tak jak komputer. Przed zjedzeniem wkładam ją do piekarnika i w międzyczasie oglądam film z czerwonym kółeczkiem. Skoro kółeczko - to dla wszystkich. Zawsze tak było. Zresztą mi tam bez różnicy czy zielone, czy czerwone, bo jestem daltonistą. Kółko to kółko.

Film oczywiście jest mega nudny, bo to zwykle mega hit Polsatu. Nigdy nie oglądajcie tego programu. To jest telewizja diabła. Telefon do nich to (0-22) 4 666 666. W czasie gdy oglądam te nudy, sprawdzam temperaturę pizzy. 500 stopni w skali Kelvina to jeszcze za zimno dla tego typu produktów. Przy 520 stopniach dopiero można cieszyć się niezimną pizzą. Kilka minut oczywiście musi minąć, dopóki nie zjem pizzy w całości. Niestety nikt mi nie chce pomóc w pozbywaniu się jej zapasów. No, może poza psem, ale on jest takim chamem, że mu nie dam. A, co! Niech mu wystarczy mój palec, który zeżarł przed tygodniem.

Po zjedzeniu pizzy, o godzinie 23:00 po południu :), udaję się do mojego pokoju w celu... siedzenia tam przez następne trzy godziny. Oczywiście przy odpowiedniej muzyce. Włączam radio, które u większości czytelników nigdy nie zagości. Zasięg ma tylko w Wielkopolsce. Wniosek jest jeden: Pyrlandia rządzi! Do późnych godzin czasami zdarza mi się przebywać przy komputerze. Niestety wiąże się to z wielkim ryzykiem, bo dźwięk wiatraczka w kompie jest porównywalny do startującego F-16. Sprawdzałem! Możecie sami go sobie posłuchać (F-16, nie mojego wiatraczka). Jest w którymś z ostatnich numerów Konfliktów Zbrojnych.

Około pierwszej, czyli bardzo wcześnie, zazwyczaj nie jestem już przy komputerze. Wtedy, oczywiście przy muzyce, odkrywam coraz to lepsze wzory matematyczne. Ostatnio odkryłem, że E=mc2, ale nie jestem pewien, czy ktoś mnie w tym nie uprzedził. Kiedy już jestem tak zmęczony, że nie chce mi się nawet siedzieć bezczynnie na czterech literach i dwóch kończynach, przesiadam się na dwie litery i cztery kończyny. Po prostu z krzesła wskakuję do łóżka. Oczywiście zakładam słuchawki na uszy, bo czym byłby świat bez muzyki. Około godziny drugiej zdejmuję słuchawki, a potem próbuję zasnąć. Jest to bardzo trudne. Jeśli do trzeciej nie uda mi się usnąć, wstaję i rozpoczynam nowy dzień nieprzespaną nocą.
WRIM [wrim@wp.pl]

PS: 01000001010100110100001101001001010010010100001

PS2: 53797374656D2062696E7920746F20706F74EA6761209C776961746121

PS3: Tak sobie liczyłem piksele i obliczyłem, że jeśli nikt się do tego tekstu nie dopisał, w co wątpię, powinien mieć równo 2100 pikseli.
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.