| :: TALARKI Z ZIEMNIAKÓW | |||||||
|
Po króciutkiej przerwie zaczynam pisać dalej. Wracam z nowym bagażem doświadczeń. Dziś chciałbym docenić piękny i cudowny smak "talarków". Jest to nic innego jak ziemniaki krojone w plasterki. Niby nic wielkiego, prawda? Ale to jest pyszne! Już tłumaczę to wychwalanie. Niedawno wróciłem z mazur. Przeżyłem tam dwa tygodnie. Był to rejs żeglarski. Ja już byłem na takim czymś trzeci raz i za każdym razem jedzenie jest eee... pyszne... W tym roku nie musieliśmy gotować obiadów, dowożono je. Ale jak na mój gust to lepiej, żeby tego nie przywożono... W każdym razie, pewnego dnia zacumowaliśmy w Mikołajkach (pozdrawiam) nieopodal (fajne słowo) jachtu typu Tango z kolonii Róży wiatrów. Obiad już czekał na nas... co było na obiady opowiem kiedy indziej dobrze? W każdym razie powiedzmy, że niewiele osób to jadło. Mijały godziny, a my umieraliśmy z głodu. Było już około 22 gdy pewna dziewczyna (Magda) spytała czy mamy fajkę. Oczywiście mieliśmy i wymieniliśmy ją za kromkę chleba z nutellą. Swoją drogą pewnie głupio wyglądało 5-ciu chłopaków w wieku 15-19 lat którzy rozrywają jedną kanapkę. Madzia zaproponowała nam kolację. Nie musiała powtarzać. Istny abordaż... Dobra kończę opowieść bo to miał być tylko krótki wstęp. Tak więc na kolację były... talarki z ketchupem. Mmmmmmmmmm... Tak więc talarki były bardzo ładnie przypieczone (eee... właściwie to pierwsza porcja była BARDZO przypieczona ale nam to było wszystko jedno). Smakowały cudnie... chlip... Miały taki delikatny smak spalenizny zakamuflowany dużą ilością ketchupu. Dużym plusem było to, że były one chrupiące. Wyglądem przypominały eee... ziemniaki krojone na plasterki? W każdym razie miały złocisto czarny kolor (z przeważającą większością koloru czarnego). Średnia grubość jednego talarka wynosiła na oko 3mm. Tak więc jak już pisałem wcześniej mimo drobnych eee... wad technicznych smak jest całkiem dobry... Opakowania jako takiego nie ma, no na upartego ktoś może nazwać opakowaniem talerz. Tak więc owe opakowanie zwane talerzem jest koloru czarnego. Właściwie zrobiony z czarno przezroczystego szkła. Zero dodatków, zwykła prostota, ale darowanemu koniowi nie zagląda się z zęby, więc nie będę narzekać, szczególnie, że nie musieliśmy za to płacić. Hehe. Cena jest taka jaką lubię najbardziej, czyli jest za darmo. Ech uwielbiam to słowo, jest takie piękne, a do tego świetnie brzmi... Za darmo... Za darmo... Formalnie tu wypadałoby zakończyć tego arta, ale postanowiłem dodać jeszcze malutki przepis. Jest bardzo krótki, więc nie opłacało mi się pisać osobnego arta... Potrzebujemy: -ziemniaki, ilość zależy od gustu -nóż, w wiadomym celu pokrojenia -patelnia -troszkę ognia -olej Ziemniaki pochlas... obrać ze skórki i pociąć na plasterki w miarę równe. W międzyczasie na ogień wstawić patelnię z wlanym wcześniej olejem. Gdy ziemniaczki są już zplastrowane, wrzucamy na patelnię. Smażymy je tak, aż się zezłocą (ekhm... uważajcie, żeby złoty kolor nie zamienił się w węgiel...). Dla smaku można dodać soli, choć ponoć jest niezdrowa, ale kto by się tam przejmował. Można też dodać ketchupu. Guten tfu smacznego.
Blue Gryf
[blue_gryf@op.pl]
[A ja na koniec dodam od siebie, że ta potrawa najlepiej smakuje z wyjętym prosto z lodówki zimnym kefirkiem, żrę ją sam dosyć często pod pseudonimem "pieczątki". :) - PP] | |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||