| :: STRASZLIWY POJEDYNEK CZEKOLAD II | ||||||||||||||
|
Witam zgromadzonych w kolejnym tekście na ten sam durny temat: czekolady! Po raz kolejny nie mogę się oprzeć przed recką łączoną. To trochę bez sensu, ale podatki też są bez sensu, LC jest bez sensu, życie jest do dupy, a boga nie ma. I co Wy na to? Załóżmy, że zapomnicie o przedostatnim zdaniu, bo jeszcze wpadniecie na jakieś niesamowite wnioski i nastąpi fala samobójstw, a tego to bym chyba nie chciała. Piszę 'chyba', bo tak naprawdę mi nie zależy. Jestem podła. Co z tego, że stoję samotnie na skalistej wyspie ignorancji wśród morza głupoty ogarniętego sztormem? Będę bronić swych nieuzasadnionych i w gruncie rzeczy głupich racji do końca. Tak jest, nadstawię policzek czy inną część ciała i będę przyjmować razy bez mrugnięcia. Nikt mi już krzywdy nie zrobi, ostatecznie w ciągu tych piętnastu przypadkowych lat dostałam w dupę nie raz. Dosłownie i w przenośni. Tak, moi drodzy, ostatni tekst o czekoladach miał nieco feministyczny wydźwięk. I ten też wykorzystam w tym niecnym celu. Nie kocham feministek, ale o tym później. Chodzi mi o to, że te babsztyle wszystko zepsuły. Równouprawnienie! Równouprawnienie! Nikt mi już drzwi nie otworzy, bo mam ręce i mogę to zrobić sama, ale za to jak frajera wkurzę, to kopa też mi nie poskąpi. Równouprawnienie. No i czuję się taka skopana fizycznie i psychicznie. Super uczucie. Taka czekolada to się nawet nie domyśla, jakie to fajne. Jak to szło? Że dziewczyn nie bije się kwiatkiem, tylko doniczką? Świetnie. I co te głupie feministki narobiły*? Ja się pytam. Powiedziały nie dla czekoladek, lecz wyraziły zgodę na chłostę i rzeź. Pokazały tchórzom palcem: "Popatrz, zwierzaku, tam siedzi tak bezbronna dziewczynka. Zdenerwowany jesteś? Boisz się, że kolega ci odda? To daj tej zdzirze po pysku. Wyżyjesz się chłopie i będziesz miał ubaw." Czy to się wiąże w jakikolwiek sposób z czekoladą? Średnio, i być może nie powinnam o tym pisać w LC. Ale skoro większość czytelników to płeć tak zwana brzydka, to czemu nie? Jedząc czekoladę pomyśl czytelniku (ty czytelniczko odpuść sobie takie bzdury) o ciężkim życiu kobiet. Jakie to patetyczne. Ale pomyślcie sami czy to w porządku, żeby dwumetrowy goryl kopał w dupę dziewczynkę, za to, że go biedaczka znieważyła przypadkowym popchnięciem?
Przepraszam, że psuję atmosferę. Dobra, musieliście się spiąć, żeby się tera wyluzować. Dzięki mnie wiecie, że z kobietami trza ostrożnie, więc jeśli będziecie mieć do czynienia z jedną z panienek, które teraz przedstawię, to będziecie wiedzieli jak się zachować. Wierzę w to usilnie. Jeśli obrażą was przypadkiem swoim niskim ilorazem inteligencji to nie musicie ich od razu okładać sierpem. Wystarczy delikatnie dać do zrozumienia, że liczycie na przeprosiny, za głupie gadanie czekolady. No przecież ona was nie zleje. To może pokrótce przedstawię te panie: - E.Wedel Bajecznie jajeczna - czekolada mleczna z nadzieniem mlecznym (?). Jest blondynką i nie potrafi ułożyć puzzli 60 elementów. To jednak nie ma nic do rzeczy. Przecież inteligencja nie zależy od koloru włosów pod pachą. Niestety, Wedlowa jest obiektem wielu niewybrednych seksistowskich żartów, że niby nadaje się tylko do jednego. No trudno, w takim się kręgu biedaczka obraca. Nie raz jej oka rozkwasili, co przypominało jajka sadzone. No i dlatego jest taka jajeczna. Nie ma już połowy zębów, lewa goleń wciąż się zrasta, pół twarzy ma pokryte skórą przeszczepioną z pośladków, po tym, jak jej agresywny partner oblał ją kwasem siarkowym. No tak, zasłużyła kobita, wszak zahaczyła odkurzaczem o kapcia Mariana, gdy ten oglądał obrazki w 'super-fakcie'. To karygodne. Marian właśnie podziwiał zdjęcie brodatej kobity dzierżącej transparent 'facet to świnia'. Nie wiadomo, jaki to ma związek, ale Marian po odcyfrowaniu hieroglifów poczuł się osobiście urażony. Wedlowa się napatoczyła to kwachem dostała. Niech ma. - Fazer pomarańczowa - czekolada mleczna nadziewana. Właśnie dogorywa, niestety nie w rynsztoku. Ruda peruka się jej zsunęła i świeci ogolonym łbem w półmroku przejścia podziemnego na stacji Tychy Główne. Wącha zapach moczu, nie może przekręcić głowy i gapi się smętnie w sufit zastanawiając się, kiedy to przejście wybudowali. Jest nadziana. Ołowiem. I zadźgana pewnie też. Zdenerwowany alfons postanowił zrobić użytek z kozika. Niestety, zapomniał mizerykordii i pozwolił Fazer dogorywać. W sumie nie miała tak źle. Na dworze zimno, ale krew sącząca się z ran jest taka ciepła. Mimo iż nie może ruszyć ani ręką ani nogą, błogi uśmiech zagościł na jej twarzy. "Panni, daj piątakka nna winoo..." Jakiś menel odbijając sie od ścian pochylił się nad pokiereszowaną ofiarą. "Anioł! Jestem w niebie..." pomyślała ruda. Po przejściu hulał wiatr i wywiał rzula na zewnątrz. "Bóg go wezwał... Tak, zawsze w niego wierzyłam... Och, chyba świat się wali..." Świat się nie walił, właśnie jechał towarowy w relacji Bielsko-Biała - Katowice. Fazer powoli traci przytomność... Każda kobieta nieważne z jaką ilością gotówki pragnie jakoś wyglądać. Chce przekazać, uwydatnić, zakryć albo coś tam jeszcze innego. Jedna woli ładnie wyglądać i wcale jej nie przeszkadza, że od szpilek może sobie skręcić obie kostki z powikłaniem mózgu, druga ceni praktyczność i wygodę, toteż nie myśli o tym, że w tym właśnie swetrze wygląda jak pokrywka od garnka. Przyznaję, że improwizuję, bo tak naprawdę nie wiem, co się w niewieścich umysłach tli. Paradoksalnie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie każda kobita może se pozwolić na jakiś fajny ciuch, i nosi jakieś szmaty, które wcale jej się nie podobają. Nasze czekolady też nie ubierają się w to, co lubią... Każda ma swoje powody: - E.Wedel - Ubezwłasnowolniona chodzi w tym, w czym się Marianowi podoba. Są to stroje na tyle nieprzyzwoite, że ich się na łamach LC nie godzi opisywać. Ale ten głupi buc nie może Wedlowej trzymać cały czas na smyczy. Musi kobita czasem obiad ugotować, fajki chłopu kupić, świerszczyka najnowszego, gorzałę (bo Stefan ma przyjść), rajstopki (chociaż Marian się zarzeka, ze wcale jej nowe nie potrzebne i jak se znowu kupi, to jej "w pysk da bez wahania"). W tym celu Jajeczna udaje się do szopa najbliższego. Na tą niecodzienną okazję przywdziewa granatowy sweterek z haftowanym białą nicią napisem "E.Wedel", żeby pobliskie pijaczki wiedziały, ze to marianowa kobita. Wcale jej się to nie podoba, ale nie poradzi nic. Następnie mamy żółtą, wełnianą, zmechaconą spódnicę z dwoma kurczaczkami, trawą i trzema skorupkami od jajek. Na koniec babka zakłada jasnozielone kalosze pamiętające czasy... dawne. Świeci napisem "bajecznie jajeczna". Jakby kto nie wiedział. Z tyłu ma przyszytą etykietę z takimi informacjami jak: skład (cukier, tłuszcz, miazga kakałowa, siniaki, serwatka w proszku, emulgatory, jogurt w proszku, mleko pełne w proszku, tytoń, śladowe szkła po tulipanach), waga (100 g nieszczęścia), kod kreskowy (blizny po baciku), adres domowy. I znów te kurczaczki. Właśnie, Wedlowa musi kupić kurę na obiad, co by rosół ugotować. A żebym nie zapomniała: jajeczna chodzi w metalowej pozłacanej halce. - Fazer - Żadna praca nie hańbi pono. Do roboty to się Fazer musiała ubierać odpowiednio. Kusa kurteczka z błyszczącej granatowej skóry (by Ruski Bazar & Ukrainian friends.co Wszystko prawy zarezerwowane) i obcisła kiecka koloru soczystej pomarańczy. Oczywista pozłacana odznaka służbowa ("Fazer 1891"), metka z napisem "I am nothing once again", emblemat z połówką i ćwiartką pomarańczy, cennik ("3,50 dla mnie, 69 dla kierowcy, bańka milion dla alfonsa"). Z tyłu kurteczki również możemy se coś niecoś poczytać. Z przytwierdzonej scyzorykiem (nie takim zwykłym szwajcarskim, tylko tym z wątpliwego dzieła naszego narodowego wieszcza, tak o ten półtorametrowy scyzoryk mi chodzi) kartki z zeszytu od religii możemy dowiedzieć się: składu (a raczej squadu [ośka bit, wienio bas, pele solówka na flecie, tede gary, peja operowe wstawki]; czyli z czego zrobiono czekoladę mleczną z nadzieniem jogurtowym o smaku pomarańczowym z chrupkami - cukr, milch, fette, yoghurt u prahu, ris krokant, olay solay, emulgatoren & other potworen, aroma, vanilin, happesuse regulaator, kiselina limonowa), wagi (93 g na sprzedaż), adres agencji, kod kreskowy (pasiak). Na koniec mamy srebrną pelerynkę przeciwdeszczową nie wiedząc, czemu, ubraną pod kieckę. Coś z życia kobita mięć musi. Na przykład pieniądze. - E.Wedel - Marian zdobył ją kupując jej ciastko za 2.49 zł. Pluł sobie w brodę z tego powodu przez miesiąc. Ale jak się nadarzyła okazja dał Wedlowej wycisk zrolowanym świerszczykiem i się uspokoił. Jajeczna długo wspominała dzień, w którym się poznali: odpust, blaszane koguciki, muzyczka disko polo (ach ten seksowny głos wokalisty bajer ful... jak on piknie opisał te majteczki w kropeczki... gdyby mój Marian był taki), płaczące dzieci, wata cukrowa, upierdliwi cyganie, naj**any proboszcz śpiewający z równie wstawionym organistą ("ty mi buzi dasz, ja ci buzi dam, ty mnie nie wydasz - ja cię nie wydam"), plastikowe samochodziki na pilota, obcisłe dżinsy a'la szakira, sołtys na traktorze i Marian... Szarmancki, błyskający złotym zębem, ze zgniłym kwiatkiem w butonierce garnituru z lat '70, z błyszczącymi lakierkami... Zaprosił ją na ciastko! To było coś... - Fazer - Nie pamięta ile wynosiła jej pierwsza zapłata. Czasy przedszkola lekko zatarły się w jej pamięci. Teraz dostaje marne 3,50. Za numerek, a że pracowita jest, to na czynsz i bękarta starcza. Znaczy - starczało, bo ten krwotok w przejściu podziemnym dobrze nie wróży... Ale Fazer jest już jedną nogą w zaświatach... Takie pięęękne było życie! Scyzoryk uwiera... Zaraz... Fazer zdobyła się na wysiłek, miecz wbity w garba odbił się od ściany i z hukiem upadł na zaplutą posadzkę. Dzięki temu ruda obróciła się na bok i w słabym świetle lamp, które w między czasie zapalały się i gasły, można było ujrzeć larwy hominivorax wijące się w ranach... Ileż to czasu minęło? Jak widać mamy do czynienia z kobietami marginesu. Zjedzone przez czerwie dosłownie i w przenośni. Czy można je przetrawić? Czy lepiej trzymać się od nich z daleka? - E.Wedel - Czekoladowa skóra zmasakrowana, pocięta, pochlastana drutem kolczastym, poszarpana przez kły niedźwiedzie... Zmięta, skopana, zapluta... Mimo to, da się ją zjeść. Jajeczne wnętrze jest suche, bez wyrazu, bez krztyny tak zwanego aj-kiu, bez polotu, bez sensu miętowego, bez pieniędzy i tak dalej... Dzisiaj Marian zobaczył na zdjęciu w 'super-szmacie' mieszkańca Kazachstanu dumnie prezentującego zawartość swojej, bądź co bądź, radzieckiej lodówki. Była pełna mięsa. Dziwne, w wiosce, w której mieszkał, nagle niezwykle spadł przyrost naturalny. Mrożoną rączką nie pogardzisz... W trudnych warunkach... Marian pomyślał: "Ha! Zjem Wedlową! Ona będzie miała nauczkę, a ja ze Stefanem zagrychę..." - Fazer - Smaczna. Suche, ale dobre nadzienie. Wyraźny smak, chrupki, które chrupią, ręce, a raczej usta, które leczą. Obojętnie, wszystko zależy od preferencji klienta. Fazer była wszechstronna i dobra w swoim fachu. Bez życia już prawie rzęzi... Sprzątaczka napatacza się bez większych uprzejmości, ani dzień dobry, ani sper...niczaj. Znalazłszy średnioprzytomną prostytutkę kopie ją po głowie i doprawia miotłą krzycząc z pasją "Ja tu tylko, k***a, sprzątam!!! Giń!" Następnie dzwoni na policję i urywanym głosem opowiada, jak to usłyszała chuliganów męczących kobietę, przegoniła ich, lecz było już za późno... Z płaczem zamawia karetkę i koronkę odmawia w imię radia maryja. Gdy reporterzy 'super-szmaty' są już na miejscu, kobiecinę ogarnia skrajna histeria. Właściwie nikt już nie zważa na to, czy głos wydobywający się z pomarszczonej starowinki to płacz. Tak naprawdę to szatan z tektury trzęsie się ze śmiechu, powtarzając co chwilę: "boże, jak to tragedia, jaka tragedia..." Stroskany sanitariusz mówi, że gdyby nie zdeptana głowa, pacjentkę dałoby się odratować. Jakie to smutne. Zapłaczcie nad podłością ludzką, zapłaczcie nad autorką. Nie wiem, co miałam na myśli pisząc ten tekst, zapewne nic. Pozostaje mi podziękować za atencję, życzyć zdrowia, szczęścia i takich tam. Owszem, nieszczególnie się dziś czuję. Ale moje 'dziś' nijak się ma do Waszego 'dziś'. W Waszym 'dziś' moje 'dziś' jest już tylko nudnym wspomnieniem zasługującym na rozdeptanie niczym ćma. Czy to nie przypadkiem Heraklit z Efezu nie powiedział, że niepodobna wstąpić do tej samej rzeki dwa razy? Może ktoś inny, ale mi to wali, bo nie wierzę w Heraklita. W żadnego z tych pierońskich dziadów nie wierzę. Są tylko myślą ulotną, impulsem elektrycznym, wiatrem trawiennym. Pobrodzę więc w tym bagienku zgniłych myśli. Żegnam.
Fauske
[fauske@interia.pl]
ps. Dziękuje winampowi, że mi kradzioną muzykę puszcza, doceniam to, fajnie być złodziejką. *Co to za pomysły z samorealizacją? Pierniczę samorealizację, wolę być kurą domową i dzieci bawić. A czemu nie? Zaraz, przepraszam... Stefan, no nie bądź taki! Następnym razem sam sobie dosolisz tą zupę... *Chlast!* No i jak ja się teraz pokażę w kościele? | ||||||||||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||||||||||||||