:: PUREE OD KNORRA
Chyba już klasyczny jest wstęp, że ktoś sobie siedzi gdzieś i nagle staje się głodny. Zaczyna penetrować lodówkę i... nic nie znajduje. Pozostaje już tylko jedna deska ratunku, czyli magiczna szafka. W niej zawsze coś jest. Ta dam faktycznie jest. Toż to normalnie klasyka, ale co się dziwić. To jest sama prawda, więc po co kłamać czytelników jak było inaczej, jak nie było. No może tylko z jednym wyjądkiem, nie byłem głodny. Tak przyznaję się do tej zbrodni... Jedzenie zmarnowałem...

Wiecie co to jest ta firma knorr, prawda? No gorące kubki, czyli sproszkowane zupki i te sprawy... No więc ostatnio w jednej z tych magicznych szafek znalazłem jedną taką zieloną paczuszkę. Na górze znajdowało się logo Knorra. Troszeczkę niżej widać nazwę tego produktu. Piszą, że paczka starczy na cztery porcje... buahahaha... Oni nie znają moich możliwości, zresztą ja też nie... Dobra, powiedzmy że im wierzę. Niżej widać jakiś garnek z jakąś substancją, bliżej nieokreśloną. Oczywiście początkujący wyjadacz powiedziałby, że to jest to puree, ale nie ja, mistrz nad mistrzami buahahaha... to na obrazku, to nie to co mówią, to na pewno fotografia silnie żrącej substancji chemicznej (prospolison ultragenon radioaktiw elektriw elekcjon, czyli w skrócie puree). Niemiecki rząd wprowadził to coś na nasz rynek, by nas wytruć, ale my się nie damy!!! Druga moja teoria jest mniej prawdopodobna, bo głosi, że jest to (nie śmiać się) zwykłe purre. Wiem, że to niemożliwe, no ale cóż... Na drugiej stronie opakowania widać napis, to tak łatwo przyrządzić. No pewnie, a świstak siedzi... Jest też instrukcja obsługi, ale o tym za chwilę. Pod tym widać pomoc, z czym to się je, a możemy jeść z mięsami, rybami, drobiem, no nie no, nie będę tych zwierząt zapraszać do jedzenia ze mną, bo dla mnie nie wystarczy, a zresztą nie przywykłem do jedzenia ze zwierzętami. O! Jest nawet tabelka odżywcza. To jest rzadkość w produktach innych niż z "B" Oczywiście składu też nie mogło zabraknąć. A widzimy tam dużo rzeczy mniej lub bardziej znanych... Z prawej strony widzimy pełno adresów... Czy już pisałem, że opakowanie jest całe zielone?

Zanim spróbowałem, musiałem sprawdzić jak to sie przyrządza:

"Zagotuj 400ml wody z płaską łyżeczką soli" - Dobra, woda już stoi na gazie i się pali, a może to była benzyna, a nie woda? Mniejsza z tym, łyżeczki płaskiej nie mam, więc może wystarczy zwykła, więc wrzucam tą łyżkę. Jest już w wodzie, co teraz... Aha sól. Tylko ile... przechulę troszkę paczkę... jeszcze troszkę... ups... chyba troszkę przesoliłem, ale w końcu co to za różnica, czy to jedna łyzka, czy też jeden kilogram?

"Odstawić garnek z ognia i dodać 250ml zimnego mleka" - A skąd ja ci mleka wezmę? Obędzie się bez...

"Wsypać zawartość torebki intensywnie mieszając. Można dodać jedna łyżeczka masła lub margaryny" Tja... łatwo ci mówić... Powiedz lepiej jak tą torebkę mam otworzyć? Jedna łyżka już jest w garnku, więc po co dwie? Jak wam tak zależy... chlup... teraz masło... cholera!!! cała Delma się utopiła... no cóż, może nie będzie widać różnicy...

"Po minucie puree jeszcze raz zamieszać" Ekhm... to ja to miałem mieszać?

No więc wyszła mi gęsta, lepka glutowata maź, która świetnie nadaje się jako klej do tapet. A smakuje to jak... Proszek udający, że jest puree, w dodatku przesolony i ma za dużo masła... A te łyżeczki, to naprawdę nie były potrzebne.

Ceny nie znam...

SMAK:
01/70
ILE KOSZTUJE?:
??? PLN
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
14%
OPAKOWANIE:
03/10
za oszukane zdjęcie...
Blue Gryf [blue_gryf@op.pl]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.