:: DŻEM Z PIWNICY BABUNI
Na początku była Ciemność i był Chaos. Ale przyszło światło. Światło przegnało ciemność i uporządkowało wszechświat. Powstały schody, półki, słoiki, kolonie szczurów, które ewoluowały do postawy dwunożnej i większość rzeczy, których wygląd wprawiał w obłęd. Nie, nie było tam Tamary-Połykary, ani innej Zosi-Rozkosi. Nie o taki obłęd mi chodzi. To były rzeczy tak przerażające, że Lovecraft czy Poe oddaliby dusze swych nieistniejących dzieci za możliwość zobaczenia czegoś takiego. Ale w tej Jaskini Obłędu, Grocie Szaleństwa nie było ani Lovecrafta, ani Poe'go. Byłem tylko Ja*. I półki. I słoiki. I Moja rozdygotana dusza.

Do piwnicy wszedłem sam, oprócz mnie nie było żadnych człekokształtnych. Tylko z pokoju Babci** dobiegało zwykłe ujadanie jej Wojennych Ogarów, które trzymała za szafką nocną. Przy sobie miałem jedynie Kałasznikowa, plecak trotylu i latarkę na dwa paluszki. Nędzny to ekwipunek, zważywszy na sytuację, ale tylko to udało mi się ocalić z ostatniej obławy, a nie sądzę, żebym mógł zdetonować czterdziestokilogramowy ładunek w piwnicach, nie zawalając przy tym połowy powiatu. Owa Ciemność i Chaos, Światłem rozproszone to moja latarka i ręka ją dzierżąca i Piwnica miejscem kultu szatana będąca. Kiedyś w piwnicach ukrywali się partyzanci, ale Babunia wydała ich Gestapo, a w części piwnic przechowywała przetwory. Resztę dziesięciotysięczno hektarowej połaci wynajmowała satanistom i hipisom. Nikt nie był na tyle głupi, żeby się do słoików zbliżyć, bo ostatniego, który to zrobił przerobiła na wielkanocną pieczeń z królika. A więc schodzę po schodach, omijam pułapki i ciała tych, którzy pułapek ni omineli. tu, w podziemiach występuje wysokie pole magnetyczne, więc gaszę latarke, żeby nie urwało mi ręki i zapalam pochodnię, którą trzymał dziewiętnastowieczny szkielet powstańca. Powolnym krokiem mijam wyłaniające się z ciemności regały odczytując kolejne daty: 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, cholera, to nie ta półka! Zawróciłem biegiem, bo wiedziałem, że w tym miejscu czas biegnie inaczej. Biegłem kilka sekund, lecz sekundy owe, godzinami się zdawały umysłowi memu, w coraz większym szaleństwie się pogrążającemu Mijałem powoli kolejne szeregi wyławiając z mroku roczniki. 90-00, 80-90, 70-80, 60-70, 50-60, i tak dalej, aż do szeregu nazwanego: 1914-1918. Ten rocznik zajmował dwa szeregi, bo w czasie wojen, razem z oboma mężami (jak sama stwierdziła "jeden sukinsyn to za mało żeby mnie zadowolić") przygotowywała dużo przetworów dla szwabów. Pobiegłem wgłąb szeregu, który toczył się kilometrami, aż pod sam Kopiec Kościuszki. Ja sam mieszkam na podlasiu, ale mówiłem, że korytarze są długie. W końcu znalazłem to czego szukałem. Trzy słoiki. Trzy smaki. Trzy szamy i leżysz. Znając moją babcię dziewięćdziesiąt procent tego świństwa to czysty alkohol etylowy. Sprawdzę je później w warunkach laboratoryjnych. Na razie chwytam za słoje i biegnę spowrotem. Nagle, ni z tąd, ni z owąd, ale raczej z prawej dobiegło mnie warczenie. Odwróciłem się błyskawicznie i ustawiłem ręce do wiedźmińskiego znaku mocy, ale Piekielny Wojenny Ogar Babuni był szybszy, i zanim się obejrzałem odgryzł mi dziewięć palców. Nie przejąłem się zbytnio, w końcu moja Babcia zawsze mówi:"Do wesela się zagoi. Wracaj do pracy mały sukinsynu". Ale Piekielny Ogar nie wiedział, że w moich żyłach płynie krew Obcego i zanim kundel zdążył się zorientować jego pysk stanął w płomieniach. Po trzech sekundach czaszka wybuchła i zrobiła głośne: wziuuu-puff! Leżałem na ziemi, obryzgany od stóp po czubek głowy organami Piekielnego, gdy nagle poczułem swąd przepalanego kamienia. Widocznie krew musiała siknąć tak wysoko, kiedy padałem na ziemię i ciśnienie w żyłach zwiększyło się. W ostatniej chwili wturlałem się pod regał.

Teraz leżę pod regałem, konający. Z czystego obowiązku piszę recenzje tych trzech produktów, przez które znalazłem się w sytuacji, w której się obecnie znajduję. A więc oceniam:

Słoik pierwszy. Cena - dziewięć palców, to niewiele za trzy słoiki z dżemem z Piwnicy Babuni, zwłaszcza, że palce odrosną. Opakowanie - szklany słoik z kilkoma skrzepami krwi na denku, widocznie toczyły się tu walki. Smak - truskawkowy, z dużymi kawałkami owoców, dzęki błogosławionemu procesowi fermentacji alkohol uśmierza ból.

SMAK:
70/70
ILE KOSZTUJE?:
dziewięć palców
CENA:
20/20
OCENA KOŃCOWA:
100%
OPAKOWANIE:
10/10
za stylowość

Słoik drugi. Cena - osiem i pół palca, zaczęły odrastać. Opakowanie - takie samo jak poprzednio, tyle że strupy na kikutach pękły i do krwi z początku ubiegłego wieku dołączyła też moja. Smak - jabłkowy, chyba słoik był źle zakręcony, bo na wierzchu została sie gruba warstwa pleśni. Paskudne.

SMAK:
20/70
zapominasz o bólu
ILE KOSZTUJE?:
osiem i pół palca
CENA:
20/20
OCENA KOŃCOWA:
50%
OPAKOWANIE:
10/10

Słoik trzeci. Cena - sześć palców i półmetrowa drzazga w dupie. Opakowanie jak wyżej, smak lekko gorzkawy, w końcu to aronia (taki owoc podobny do ironii).

SMAK:
63/70
ILE KOSZTUJE?:
sześć palców i drzazga
CENA:
20/20
OCENA KOŃCOWA:
93%
OPAKOWANIE:
10/10

Kończę pisanie, gdyż upływ krwi jest szybszy niż gojenie. Niech ten tekst doleci do was na papierowych skrzydłach ptaków mych marzeń :-)

Wasz na zawsze, w oczekiwaniu na śmierć i nagrodę Pulitzera
Chyży Joe a.k.a. Uwięziony Forewer

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń zamierzone.
Chyży Joe [nodeev@o2.pl]

PS1: Jak zwykle B.R.M.C.
PS2: Pozdro dla garażowych płodów
PS3: Nie rozdaję autografów
PS4: 5,37KB - maj ńju rekord
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.