| :: MUCHA | |||||||
|
Tego w Lodówie jeszcze nie było. Za chwilę żarcie zrecenzuje kot. I nie wmówicie mi, że do Lodówy już pisał jakiś kot, bo mnie chodzi o prawdziwego kota. Takiego co miauczy i beka... [Mrrrrrau, sugerujesz coś? Beeeek... o, przepraszam ;P - PP] eee... to nie ta bajka. Przejdźmy do konkretów. W wigilię Bożego Narodzenia mój kot opisał mi, w towarzystwie Św. Mikołaja i zajączka wielkanocnego, jak zjadł swoją pierwszą muchę. Wszystko, co mi powiedział, możecie przeczytać poniżej. Wszedłem sobie do domu mojego pana, bo akurat mi na to pozwolił. Po zjedzeniu obiadku w postaci konika polnego, postanowiłem pospać trochę na parapecie. Wskoczyłem na łóżko, potem na parapet, a tam zobaczyłem... martwą muchę. Była ona nawet dosyć duża. Tak duża, że można zauważyć brak środkowego lewego odnóża. Poza tym wyglądała jak zwykła mucha. Bo to była zwykła mucha. Nie myślałem zbyt wiele, bo to do specjalności kotów nie należy i zjadłem owego owada. Bardzo fajnie się jadło. Mucha była chrupiąca, na pewno bardziej niż batony, które kupuje mój pan. W smaku to coś pomiędzy metalową blaszką, a sreberkiem od czekolady. Obie rzeczy też jadłem, bo często je mogę znaleźć w śmietnikach. Mucha ogólnie w smaku nie była rewelacyjna, ale napełniła mój brzuch i mogłem potem wylegiwać się na parapecie. Dziękuję, koniec. Cała sytuacja jedzenia muchy przez kota jest autentyczna. Wszystko pozostałe zostało zmyślone dla ubarwienia artykułu. Może poza tym, że kot mi o tym powiedział. Tak naprawdę, to on mi telepatycznie przekazał swoje myśli. Kiedy czytacie te słowa mój kot już od dawna nie żyje. Pomódlcie się o niego w wolnej chwili.
WRIM
[wrim@wp.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||