| :: LIZAK | |||||||
|
Ech... Przypominają mi się piękne czasy, gdy to miałem około trzech latek i koło 1,20 cm wzrostu. Pobiłem wtedy mojego kolegę o dwa lata starszego... Ech... Pamiętam jeszcze, że zawsze gdy przechodziłem z rodzicami koło sklepu, to zawsze grzecznie prosiłem o lizaka. Gdy go jednak nie otrzymywałem, już nie było tak fajnie... hehe... dobre było to, że zawsze kupili. Teraz już nie chcą kupować. Mówią że mam własną kasę i jak chcę, to mogę sobie kupić. A co ja biedny mogę poradzić, że kasa się mnie nie trzyma? Często więc odmawiam sobie takiego luksusu. Jednak nie tym razem... I tak w każdym razie, kupiłem sobie tego lizaka, a właściwie to kilka, bo po jednego nie opłacało mi się iść, a po drugie, nie będę sobie przecie żałować... Prawda? Opakowanie było całkowicie przezroczyste. Może jest to plusem, w końcu możemy zobaczyć co kupujemy, z drugiej jednak strony przezroczyste opakowanie stało się już standardem.... Jest troszkę dziwne, niczym nie przypomina tego, do czego przyzwyczaili nas producenci. Nie wiem dlaczego, ale zawsze chciałem to napisać... Na samej górze opakowania, widać pasek, o szerokości 2 cm. Na nim znajduje się skład. Pisany jest on w kilku językach (Ukraiński, Rosyjski, Polski), tak więc jedząc lizaka, możemy dodatkowo pouczyć się języków, które zawsze się przydadzą. No może prócz Rosji (ale oczywiście może), Ostatnio zresztą słyszałem takie świetne porównanie, że Rosja jest jak stara kobieta, wszyscy wiedzą gdzie ona jest, ale nikt nie chce tam iść. Osobiście nie mam nic do Rosji (no prawie nic). W Polskim składzie jest taka tyciuteńka wada, skład jest wpół ucięty, tak więc jeśli chcemy go przeczytać, to troszkę musimy się naszukać... Ale to naprawdę szczegół. Troszkę wyżej jest napis "Lizak deseniowy". Nie dziwię się takiej nazwie, ponieważ samego lizaka upiększają wzorki, ale o tym za chwilę. Kilka milimetrów wyżej (milimetrów, a nie metrów!) widać adres firmy i telefon. Całość jest napisana turkusowym kolorem (dla niektórych facetów, turkus to taki niebieski, tylko jaśniejszy...). Wszystko to wszystko (to było bezsensu...) widać dopiero po rozwinięciu opakowania, no chyba że ktoś jest jasnowidzem... Nie wiem czy wiecie, ale lizak ma swoją oprawę muzyczną. Utworów jest kilka, a właściwie tyle ile chcemy. Same hity! I zapewniam was, że tylko takie które się wam podobają. Oczywiście jakość utworów zależy od was tzn. zależy jak szybko i mocno będziecie dmuchać w opakowanie. Oczywiście początkującym może to nie za bardzo wychodzić, dlatego ćwiczcie w pokojach dźwiękoszczelnych, to dla waszego bezpieczeństwa, inaczej może was dorwać: siostra, brat, mama, tata, babcia, pies, kot, wujek, ciocia lub cokolwiek innego, a wtedy pobyt w szpitalu gwarantowany... Wygląd lizaczka jest trochę inny niż opakowania. Lizak jest okrągły, ale spłaszczony... Otacza go pomarańczowa obwoluta. Niżej widzimy coś jakby eee... Witraż, na którym widnieje przekrojona na pół cytryna. Oczywiście wzorek zależy od wersji, dnia, siły wiatru, ilości wina za 4,50 w monopolowym itp. Widziałem również WINOgrona, jabłka i tak dallleeeejjjj... Tamta obwoluta, no ta co pisałem o niej wcześniej, nie ma takiego specyficznego smaku. No właściwie to ma, ale taki lekki pomarańczowy smak, kolor zresztą też... Jest też biały kolor, smakuje on jak... hmm... Jak śmietana, ale wiecie taka słodsza pyszna śmietana, a nie jakiś zsiadły szajs. Żółty ma kolor cytryny. Ciekawymi cechami, jaką nabywa lizak w kontakcie z wodą, w moim przypadku z śliną, jest to, że staje się lepki i dość giętki. Fajnie bo można się bawić w zginanie lizaków, niestety jeśli troszkę przesadzimy, to albo się nam złamie (lizak), albo wygięcie utrudni ssanie (lizaka). Po kilku minutach lizak ulega mutacji tzn. Zaczynają pojawiać się w nim dziury, nawet na wylot... Dziwne, a najgorsze jest to, że dziury powiększają się do tego stopnia, że pożerają lizaka!!! Normalnie czarna dziura nie pochłania tylko plastiku. Wiem, bo tylko to zostało z mego lizaczka... Chlip... Chlip... BBBBBBUUUUUUUUUUuuuuuuuuu... Minusem gryzienia lizaka jest to, że kawałki utykają w zębach... grrr... nienawidzę tego... A kosztował jeden lizak 0,40gr...
Blue Gryf
[blue_gryf@op.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||