| :: LODY IWONA | |||||||
|
Ale głupia nazwa... Znałam kiedyś taką jedną Iwonę. Jej perlisty śmiech był zapewne spowodowany wrodzonym kretynizmem. Właśnie - kretynizm. Przynajmniej tyle miałyśmy wspólnego. Jedyna różnica polega na tym, że jej kretynizm był bardziej finezyjny. Mój jest zwyczajnie wulgarny. I nie wiem, po co o niej wspominam. Ale mi się skojarzyła z tymi lodami. Mogłabym coś z sensem napisać. Kiedyś tam... Odwiedziłam dziadków. No wiecie, wymusić jakąś kasę. Wciąż mi piżama zajeżdża smażonym bobem. To nie był dobry pomysł. Ich jamnik jeszcze nie zdechł. Szkoda, nie lubię go. Ech, te jego macki i pasożyty... No nie będę bić im zwierzęcia. Więc jak się mnie psisko czepiało to delikatnie odsuwałam nogą. I tak mnie tknęło, że może by się czegoś napić. Proszę bardzo, babunia zara przynosi kompot truskawkowy, pij dziecko, a udław się. To piję. Ale średnio mi podchodzi. Soku żadnego nie ma? No nie ma. To dziadek skoczy do Biedronki, przy okazji lody kupi. Do Biedronki?! Beze mnie?! Nie pozwolę na to! Stowarzyszenie "Biedronka PSYCHO FANS" na to nie pozwoli. Musiałam się dołączyć, nie mogłam przepuścić takiej okazji. Gdyby u mnie w wiosce była Biedronka, to ja bym tylko tam robiła zakupy. To poszliśmy. Osiedle było opustoszałe. Popołudniowe słońce bezlitośnie prażyło... Rzygać mi się chce od żelków. A z godzinę temu wrąbałam całą paczkę i teraz czuję, że moje trzewia lewitują. Powróćmy jednak do historyjki. Szliśmy sobie nowym chodnikiem. Minęliśmy różową budę z napisem "lody", przy której dziadek zaczął złorzeczyć, że drogo u nich niemożliwie. Nie to co w Biedronce. W końcu skręciliśmy na wydeptaną w trawniku ścieżkę. Pod blokiem kucała banda dzieciaków w wieku wcześnie podstawówkowym i robiła coś podejrzanego. Zrobiłam się niecierpliwa. No gdzie Ona jest? Czułam podświadomie Jej obecność, ale Jej nie widziałam. Ona tu musi być. I nagle, zza bloku wychynął znajomy gmach, miejscami żółty. Cudownie! Niespodziewanie napatoczył się jakiś emeryt, rozmową próbował zwieść nas i nie dopuścić do nawiedzenia Biedronki. Atak został odparty, a emeryt wysłany do wszystkich diabłów. Ale to nie koniec zmagań! Dziadek zaczął mocować się z wózkiem. Nie miał dwóch złotych, ale posiadał klucz uniwersalny. W tym czasie ze sklepu wyskoczył kolejny znajomek, agresywnie dopytujący się czy są grzyby w lesie czy też ich nie ma. Gadał i gadał. Jejku, zanim on skończy to mi Biedronkę zamkną! Poszedł sobie. Dziadek przywiązał psa do słupa i nareszcie mogliśmy wkroczyć w żółtą otchłań. Ale super. Soki na początek. Z pogardą spojrzałam na Tymbarki i niewiele myśląc porwałam naturalny produkt biedronkowy - sok wieloowocowy Riviera. Koniecznie muszę go zrecenzować. Minęliśmy śmierdzące czipsy, pracownicę w czerwonej koszulce ciągnącą paletę ważącą tonę, dział z mrożonkami, nogi od stołu i takie tam. Mały ten sklep. Ale jaki w nim klimat! Zostały nam lody. Które to były te dobre? Te? Spojrzałam na cenę. Oczka mi z orbit wypadły. Bierzemy, oczywiście, cztery sztuki. Wpychamy się do kolejki. Przed nami gruby babiszon z beżowej bluzce. Znienacka wyskakuje jakiś facet z krzaczastymi brawami. W jego koszyku zdążyłam zarejestrować cztery puszki piwa biedronkowego. Jakiś dziadkowy znajomy, pysk cały upocony. Chwalił się, że był na rowerze w Gliwicach. A dziadek mu na to, że on też był, a nawet w Rybniku. Facet tłumaczył, że jak na niego to i tak dużo. Baba w beżowym pokiwała głową ze zrozumieniem. I ględzić skończyli, bowiem nas kasjerka przepchała na drugą stronę kasy. Zostawiliśmy wózek i idziemy. No i głupi pies zaczął szczekać w oddali. Trzeba się było po niego wrócić. Szliśmy tym razem po drugiej stronie bloków. Co za przeżycie. A teraz muszę, po prostu muszę przytoczyć najwspanialszy napis na murze w Szczygłowicach: "Czuj, że żyjesz, bo gnijesz". Nie zastanawiajcie się nad jakimś głębszym sensem. Bo go nie ma. Ale mnie się ten niebieski bazgroł na tyle sklepu koło ośrodka zdrowia podoba. Czas spojrzeć na opakowanie. Nie mam go przy sobie, bo mi się do plecaka nie zmieściło. Ale zdążyłam je opisać w kajeciku. Długopisem. Doceńcie moje poświęcenie. Zajrzyjmy do tego zielonego zeszyciku. Jest brzydki, ale fajnie się w nim pisze. Na pierwszej stronie mazaczkiem mamy narysowane wszystkie części średniowiecznej zbroi z opisem w dwóch językach. Wiecie gdzie są taszka i opacha? Następne kartki pominiemy. I w końcu jest - strona pokryta bazgrołami i rysunkami poglądowymi opakowania. No wiecie, profesjonalizm. Nawet układ lodów sobie naszkicowałam. I mam tu jeszcze naklejkę odklejoną z plastikowego, przezroczystego pudełka. Albowiem Iwonę trzeba jeść łyżeczką. I nawet dostajemy jedną gratis. Plastikową. Ma to swoje dobre strony - nie jest to pełen drzazg świński patyk. I złe też - patyk jest przynajmniej ekologiczny. Na środku bańki mamy ową naklejkę z błyszczącego papieru czy czegoś. Nie podarła się przy odrywaniu. Utrzymana jest w błękitach i granatach. U góry niestandardowo mamy skład czarnym druczkiem: woda, cukier, odtłuszczone mleko w proszku, syrop skrobiowy, tłuszcz roślinny, serwatka zdemineralizowana (zdemoralizowana?), kakao, polewa kakaowa, emulgator: mono-diglicerydy kwasów tłuszczowych, stabilizatory: mączka z nasion chleba świętojańskiego, mączka z nasion guaru, karagen, naturalne barwniki, aromat. Mało to czytelne na ciemnym tle. Ale może o to chodziło. Niżej mamy, że zawartość tłuszczu powyżej 2,5%, wartość energetyczna 100 ml/135 kcal. Chronić przed rozmrożeniem i nie zamrażać ponownie. W końcu, w centralnej części naklejki widnieje biała nazwa z różową obwódką i symbol lecącego ptaka. Pod spodem na niebiesko rozwinięcie tytułu: "o smaku waniliowo-truskawkowo-kakaowym". W tle kulki lodów w adekwatnych kolorach: brązowym, białym, różowym i jakieś listki. Jaka dbałość o szczegóły. Na tle lodów nieśmiertelny tekst: "Wyprodukowano dla Biedronka przez:" No i tu leci adresik P.P.Ch. i P.R.-S. ANITA. To producent Cezara Premium. Na samym dnie dowiadujemy się o zawartości netto - 300 ml. Z prawej tylko dla formalności wrzucili kod kreskowy. No i cóż ja na to powiem? Nie czarujmy się, nie jest to piękne ani ekologiczne, ale za taką cenę się opłaca... Właśnie, ile to kosztuje? Przygotujcie się na wstrząs - 0,99 gr!!! Jedna trzecia kilograma lodów za niecałą złotówkę. Ta cena mi się podoba. Tyle powinny kosztować lody. Nie wiem jaki to zysk Biedroneczce przynosi, ale nie dbam o to. Bo mimo ceny tak niskiej, to jakość produktu jest wielce zadowalająca. Naprawdę! Najpierw opiszę układ lodów. Na dnie w lewym górnym rogu i prawym dolnym mamy lody kakaowe. Z kolei w prawym górnym i lewym dolnym rogu - truskawkowe! Łał. Na nich w centrum bańka waniliowych. I na dodatek kilka kropel polewy. Ta dbałość o klienta mnie rozczula. Pozwólcie, że otrę łzę jedwabną chusteczką. A jaki smak! Kakaowe tylko trochę ustępują prawdziwym czekoladowym, truskawkowe tylko leciutko zalatują owocem (bo nie ma ich tam ani grama, są tylko aromaty!), natomiast waniliowe to w rzeczywistości śmietankowe. No i co z tego? Smakują mi. Wiadomo, że nigdy nie będą to lody wybitne, ale czego się spodziewaliście za taką cenę? Ale moim zadaniem opłaca się. Za pół darmo mamy wyżerkę. Dla porównania Kolorki z Algidy są po 60 gr i wcale lepiej nie smakują. I szybko się kończą. I są be. I można się nimi łatwo udławić. Zwłaszcza podczas jazdy na rowerze. To nie były jedyne lody z Biedronki, które jadłam. Babka kupiła roladę zwaną "Porto", która miała dokładnie takie same smaki jak Iwonka. Czyli że dobra była. I jakieś bakaliowe lody w żółtym pudle. Wiadomo, że zamiast bakalii dodali tam śmioty spod szafy, więc nie były takie dobre. Tak czy owak przyszedł czas odjazdu, a dziadki zamiast kasy dały Rivierę jabłkową i paczkę pierników. Z Biedronki, oczywista. I po co ja tam jechałam?! Ach, oczywiście Lody Iwona zyskują znak jakości Stowarzyszenia "Biedronka PSYCHO FANS".
Fauske
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||