:: DESER Z KORONĄ
Była 14.00.00, gdy z pozoru nie wyróżniający się niczym deserek, nagle zabłysnął wśród kumpli. On jako jeden z nielicznych deserków, był najmłodszy (czyt. najszybciej wyprodukowany). Inne deserki nie zazdrościły jednak swojemu młodszemu koledze, gdyż wiedziały, że młodsi żyją krócej (nie, to nie ma ukrytego znaczenia). Mały desek(?) miał bardzo ładną budyniową karnację i właśnie tego zazdrościli mu inni, bardziej wyblakli. Wszystkie jednak wiedziały, że mały długo nie pociągnie, ale nie chciały mu o tym mówić, by go nie zmartwić. Wiedziały dobrze że ONI zawsze biorą młodszych, którzy już nigdy nie wracają. Tak było i tym razem...
14.32.49, Deserek nie wiedząc, że klient to jego wróg, wołał do niego już z daleka "KUP MNIE, KUP!!!". Wołał tak rozpaczliwie, że konsument, który miał bardzo dobre serce, zlitował się nad nim i przygarnął go do swojego wózka. Kupującym był Blue Gryf. Maluch był bardzo zadowolony, że ktoś w końcu docenił jego piękno...

I takim właśnie sposobem doszedłem do opisu opakowania. Z zewnątrz wygląda to jak plastikowy kubek. Hmmm... Właściwie to nie przypomina... On nim jest. Oczywiście nie chodzi tu o kubki od jogurtów, chociaż ten jest również plastikowy, jest jednak przezroczysty, a więc z łatwością możemy obejrzeć zawartość jeszcze przed kupnem. Jest to bardzo pomocne. Nie wiem dlaczego, ale musi być pomocne... Drugą rzeczą różniącą jogurtowy kubek od deserowego jest to, że ten drugi jest znacznie wydłużony od tego pierwszego... rozumiecie o co mi chodzi? Byśmy mogli poznać, że to jest akurat nasz deser z koroną, hojni producenci dodali nazwę. Niestety nie wiem czy nazwa ta jest z przodu, z tyłu czy też z boku. W każdym razie napis ten głosi, że jest to deser z koroną, a niżej w czerwonym kółku widzimy napis "ZOTT". Jeszcze troszkę niżej widnieją kostki czekolady (Normalnie niemożliwe...). Ze strony przeciwnej, a raczej z lewej strony (sorki, pogubiłem się w tym opakowaniu), widzimy skład. I po raz kolejny już dzisiaj nie widzę w składzie magicznego słowa "spirytus". Dalej jest skład energetyczny, ale zapewniam was, że produkt ten nie pochodzi ze znanego już nam marketu na "B". Bla, bla, bla, przechowywać w temperaturze, bla, bla, bla, waga netto 175gram, bla, bal, bal tfu... bla. Wydaje mi się że bardzo dobrze wyjaśniłem wam tylnią część opakowania. Na samej górze (pudełka jakby co...) widzimy znajomy napis reklamujący produkt i równie znane kostki czekolady (normalnie dałbym sobie głowę uciąć, że są one genetycznie modyfikowane...)... ... ... to już chyba wszystko co warto napisać o opakowaniu.

Ah... jakiż ja piękny - pomyślał znany już nam deserek. Pewnie Blue postawi mnie zaraz na honorowym miejscu i będzie mnie podziwiać przez cały czas... Hej! Ale dlaczego ja jestem wkładany do tego białego pudła? Czyżby to była lodówka, o której opowiadali najstarsi deserzy? O rany, jak tu ciemno i zimno... I jaki smród... Co tak może śmierdzieć?! Lepiej nie pytaj - odpowiedział niezidentyfikowany głos. Deserek zamilczał. Po jednym dniu deserek trafił na stół. Zauważył swojego właściciela, z dziwnym żelastwem w ręku i ironicznym uśmiechem na ustach. Deserek z dziwnym niepokojem spytał: Czy przyszedłeś mnie podziwiać, czyścić, pielęgnować? Nie, raczej skonsumować - burknął Blue, po czym brutalnie otworzył pudełko, nie zważając na brutalne krzyki:" Niiiiiiieeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!". Po chwili zanurzył żelastwo zwane łyżeczką, które bardzo często ułatwia recenzentom pracę, w gęstej, glutowatej mazi...

Po otwarciu widzimy białą, miękką masę, zwaną potocznie bitą śmietaną. Po pełnym zanurzeniu w niej łyżki już wiedziałem, że to będzie coś pysznego. Po chwili gęsta, biała substancja znalazła się w mojej jamie ustnej (eee... przypominam, że jak na razie jeszcze, piszę o bitej śmietanie. To tak dla przypomnienia...). Była tak miękka, że rozpływała się w ustach, a nie na łyżeczce... Mmmm... Po prostu cudo... Po pokonaniu cienkiej warstwy śmietany moje piękne zielone oczęta (dodam, że jestem brunetem, wszystkie chętne PANIE proszę o kontakt ;)) ujrzały coś na kształt budyniu. Właściwie, to co ja was będę kłamać. Wiecie jak smakuje budyń? Tak? To dodajcie do niego trochę więcej cukru, a dostaniecie identyczną masę, no może ciut gęstszą. Ale i to da się załatwić. Dodajcie do owego budyniu wody i macie normalnie kopię tego co tu widzę. Jednak gdy przyjrzeć się z bliska to widać w tej masie bąbelki powietrza, a jak wiadomo POWIETRZE to wróg!!! Bardzo uzależniający wróg!

Teraz stałem się pusty w środku, stałem się anorektykiem. Ważę już tylko pięć gramów. Gdzie ja teraz trafię? Czyżby do budyniowego nieba? Nie! Raczej do śmietnikowego piekła - odrzekł ironiczny głos Blue Gryfa, po czym cisnął pozostałościami deserka w stos leżących śmieci. Tak zakończył się krótki żywot malucha...

A teraz cena. Nie będę się rozpisywał, zresztą i tak nigdy nie wiem co napisać przy cenie... No kosztowało 1,29. To wszystko. Możecie się rozejść.

SMAK:
65/70
ILE KOSZTUJE?:
1,29 PLN
CENA:
18/20
OCENA KOŃCOWA:
91%
OPAKOWANIE:
08/10
Blue Gryf [blue_gryf@op.pl]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.