| :: CREME OLE BY DR. OEDKER | |||||||
|
Gwoli wyjaśnień: nazwę produktu pisze się nieco inaczej, trza by jakieś kreseczki nad 'e' narysować, ale zaniechajmy tej praktyki. Tak chcę. I tak będzie. Władza uderza do głowy... Zaraz, zaraz, poluzuję tylko kajdany... Trochę mnie w nadgarstki uwierają. Ale się przyzwyczaiłam i jest kul. Możemy kontynuować? Jasne. Skończyliśmy na nazwie. To może pochwalę się skąd ja w ogóle wiem o tym kremie... Nikt już pewnie nie kojarzy takiej durnej reklamy. Jakieś kobity gimnastykują się przed TV, uważnie śledząc, co do nich gada frajer z telewizora. I nagle mówi: czas na przerwę! I baby lecą do kuchni zrobić se krem Ole, na co potrzeba zaledwie trzy minuty! Szuru buru i zrobione, babidła się delektują, a tu miszcz fitnesu nawołuje: koniec przerwy wieloryby! A kobitki co na to? "Bujaj się gnoju!" Mniej więcej taka była ich odpowiedź. Nic więcej nie zdążyły rzec, gdyż rzuciły się na krem Ole jak sępy na zemdlonego kowboja... I żrą świnie. Dobra, przepraszam, robię się ordynarna. Tak działają na mnie reklamy. To może przejdźmy do sedna. Że niby mnie ten produkt zaciekawił? Zachwycił? Zaintrygował? Wbił w fotel? Zapragnęłam go mieć? No nie bardzo. Kolejna bambucza ostro lansowana w mediach. I jeszcze ten Dr.Oedker... Nie lubię go. Ale jakoś ten kremik dostał się w moje ręce. Jak? Matka miała kaprys i kupiła. Czekałam miesiąc. Nic. Nikt się nie kwapi do spożycia. To se wzięłam i zrobiłam. I z nikim się nie podzieliłam, choć dawka kremu była słuszna. Takie ze mnie podłe chamidło.
Zacznę od ceny. I od razu skończę, bo jej nie znam. Czy to ja jeżdżę do Oszołoma? Rachunku jakiegoś nie znalazłam. Musiałam sie uczciwie przyznać. Więcej grzechów nie pamiętam. I nie proszę o rozgrzeszenie. Na opakowanie nadszedł czas. Moje jest podarte i pogięte. Leży w nim zdechła ćma. Rany, jak te korniki hałasują. Poskarżę się, a co! Żrą potwory deski dachowe, jak tak dalej pójdzie to sklepienie spadnie mi na pysk. Szkrobią i szkrobią cholery jedne, spać nie można. Może to wytwór mojej wyobraźni, ale co wydaje takie odgłosy? Niech mnie ktoś kopnie w reseta, to może przestanę bredzić. Ja wiem, że nikt nawet nie chce podejść... To się zajmę recenzją dla odmiany. Rzućmy okiem na papierek. Taki nieszczególny. Coś w nim nie gra. Utrzymany w tonacji błękit nieba, biel mleka. U góry czerwono-biało-granatowy paseczek i logo Dr.Uzi ("Zapoznać cię z doktorem Uzi?" cytat z filmu jakiegoś, banda oszołomów porywa pociąg i chce zawładnąć światem, bla, bla, bla... Wtem zbój chyta zakładnika za kudły i przyciska gnata do gęby. I pada wspomniana wyżej kwestia. Oglądajcie filmy z Fauske!).W oczy rzuca się szklana miseczka wypełniona brązowym kremem. Trochę przypomina rzadkie gówno. Napis mamy granatowy "Creme Ole", niżej czerwony" deser o smaku czekoladowym". Potem mamy element, który wszystko zepsuł. Karminowa piguła z żółtym tekstem "3 min i GOTOWE!", pod pigułą literki czają się następne: "zimne mleko". 'Chrońcie tyły!' krzyknął dramatycznie wręcz elf Szannawel, po czym oberwał siekierą w plecy. Dobra, chronimy, tylko co jest na tych tyłach? Instrukcja obsługi! "Deser kremowy w proszku na 300 ml mleka (wystarcza na 4 porcje po 93 g)". Ale, kurna, starannie wyliczone! No i to mleko... Czy ktoś mówił, że potrzebne jest mleko? Załóżmy, że mamy i krem w proszku, i mleko. Wrzucamy to wszystko do kostki horadrimów, potrząsamy, składniki się miksują i oto otrzymujemy cudowny artefakt "krem Ole", co daje nam 30% odporności na żywioły, +4 siły, ale -6 inteligencji. To głupio. Ale nie ma tak. Nie znam nikogo. Kto miałby kostkę horadrimów, oczywista. Ja nie mam jej także, to się musiałam mikserem posłużyć w celu przyrządzenia potrawy. Trzeci punkt instrukcji brzmi: "Krem wyłożyć do miseczek. (...)". Zaniechałam tej czynności. To cztery michy będę brudzić, co by się nażreć w samotności? Jadłam prosto z wysokiego, plastikowego naczynia z miarką, lecz o tym później. Wracając do opakowania. Mamy tu super, kul i pomysłowy przepis na Flamenco, czyli krem z rumem i wkładką owocową. Rumu nie posiadałam, to z przepisu nie skorzystałam. Skład przytoczyć? Nie, oczywista skrobia modyfikowana. Rany, nie mogą jej nie modyfikować? A te mono-emulgator i diglicerydy kwasów tłuszczowych to na co? I żeby dobić konsumenta dorzucili fosforan tripotasowy. Co ja żem zjadła! Dalej to już nudno jest. Masa netto - 70 g. Bzdury. Kłamstwa. Spiski. Czas na smak. Czego spodziewać się po mleku z tajemniczymi prochami? Taka paciaja lub ciapaja wyszła. Jak kto woli. Jakiś smak miało... Niewyraźny. Bąbelki. Śliskie. Trochę za rzadkie. Nie powaliło mnie na kolana. No w sumie to mało co mnie powala, ostatnio oberwałam kauczukiem w oko i złożyłam się jak scyzoryk. Padłaś? Powstań! Nie chciało mi się wstać... Czekałam na gwiazdki i napisy końcowe. Lipa, nie było. Rozczarowanie? W sumie nie. Podobnie jest z kremidłem Ole. Z góry wiadomo, że to chybiony wynalazek. Bambucza zakichana. Pożegnania nadszedł czas. A więc żegnam Was.
Fauske
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||