| :: MORDERSTWO | |||
|
Byłem se ostanio u Eustachego żeby powysyłać, co mam wysłać. Niezłe rzeczy wychodzą jak się nie wie od czego zacząć text... Enyłej to byłem u Eustachego, i nagle ni stąd, ni z owąd mówi mi, że "Idziemy na pole kopać kartofle". Ale nie kopać tak jak myślicie, kopać znaczy w ich slangu wykopywać. Trochę się przeraziłem, w końcu to ciężki kawałek chleba takie kopanie kartofli (jak by kto nie wiedział to te kartofle to ziemniaki są :)). Na szczęście musieliśmy się zaopatrzyć tylko w kibel (wiadro jak by kto nie wiedział:)) owych kartofli. Ale nie to miało być tematem moich dzisiejszych rozważań. Tematem moich rozważań jest morderstwo. Enyłej to jeszcze Eustachy dał mi trochę pokosić kosą :), no i jeszcze zauważyliśmy, że ktoś kradnie z pola kartofle w nocy :) (bo brakowało, jak by kto nie wiedział). W każdym razie po tym jak już se pokosiłem kosą i wróciliśmy w okolice jego rezydencji, Marcin (dla dobra Eustachego yyyy.... coś pokręciłem chyba...) zaprezentował mi nowy nabytek jego rodziny. Była to wiatrówka. Tak, dobrze ci w głowie zakwita myśl "widziałem ostatnio coś takiego w programie telewizyjnym...". To właśnie to. Człowieka tym nie zabijesz, ale mniejsze stworzenia bez problemu. Enyłej to właśnie z ust Eusta dobiegły mnie słowa "chodź postrzelać do wróbli". Z początku myślałem, że to żart, obaj lubujemy się w czarnym humorze. Jednak on mówił poważnie ! Zrozumiałem to po chwili. To co wtedy poczułem... sam nie wiem co to było. W sumie to mi żal jest strzelać do bezbronnych stworzeń takich jak wróble. Ja jestem Pacyfistą/Hedonistą. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby czerpać przyjemność z tak prymitywnej zabawy ? To już nawet nie jest chyba sadyzm, a coś gorszego. Sam nie wiem jak to nazwać (posiadam niestety zbyt ubogi słownik i nie potrafię się wysławiać tak jak bym chciał :(). A jego tłumaczenia że to są szkodniki, że im jabłka/gruszki zjadają, że one wyjadają ziarno kurze, kojarzą mi się tylko z jakimiś tłumaczeniami chłopców z "hitlerjugend" że musiałem go zabić bo fuhrer mówił że to szkodniki, że nam ziemię zabierają, że jedzą nasz chleb, że jest tylko jedna rasa... Przecież taki wróbel, ile on może zjeść tego ziarna ? Ile on tych jabłek zje ? No przecież jemu jabłka walają się po ziemi i gniją ! Ale wróbla trzeba zabić. Przynajmniej jednego, "tak dla przykładu dla innych" ! A ja się pytam jaki to da przykład innym wróblom ? Czy przestaną przylatywać ? Czy obejdzie ich jakoś śmierć ich towarzysza ? Czy zauważą oni jego śmierć, nawet jeśli on skona na ich oczach ? NIE, one dalej będą przylatywać i "kraść" im jabłka i zboże ! "Wróble to są szkodniki, trzeba je zabijać !" I to mówi ktoś, kto pasie swoją krowę na nie swojej łące. Nie dość, że ta krowa wpier.... całą trawę to jeszcze perfidnie się wysra ! A jak pod wpływem tego nawozu naturalnego urośnie piękna, ładna, wysoka trawa, to se ją ścinamy i mamy na zimę co jeść, to znaczy krowa ma co jeść. I kto tu jest kłusownikiem ? Wróbel, który konsumuje sobie z tych samych drzew od setek pokoleń, na długo jeszcze zanim pojawili się tu przodkowie Eustachego, czy może człowiek, który bezprawnie wkroczył na terytorium wróbli i jeszcze do nich strzela (już o kłusowaniu na nie swojej łące nie wspominając) ? Czemu mnie to tak bulwersuje ? Nie, nie jestem żadnym grinpisem, albo jakimś obrońcą zwierząt. Po prostu kiedyś już dałem się namówić Eustachemu na strzelanie z wiatrówki. Wtedy jeszcze była to pożyczona wiatrówka. Na początku strzelaliśmy do gruszek na drzewie, do puszek, do latarni, do czego się dało z balkonu jego rezydencji (nie powiem, świetna zabawa). Aż nagle nadleciał wróbel. Szybkim ruchem ręki wycelowałem w niego, podniecany jeszcze okrzykami "zabij go, zabij go" dałem upust moim zwierzęcym instynktom. Pociągnąłem za spust. Nieszczęśnik po trafieniu zmienił gwałtownie trajektorię swojego pięknego lotu nad zieloną łąką i runął na ziemię do wysokiej trawy. Szybko przebiegliśmy przez rezydencję, wybiegliśmy wyjściem z tyłu i pobiegliśmy na łąkę przed domem (tą na której kłusują swoją krową) i odszukaliśmy nieszczęśnika. Raport: postrzał w głowę, nie śmiertelny. Jak go zobaczyłem poczułem się okropnie. On ciągle żył, wykrwawiał się, patrzał na mnie, a w jego oczach widziałem tylko pytania "po co to zrobiłeś, czy przeszkadzało ci, że sobie latam, wolny i szczęśliwy ? Tej zimy i tak bym pewnie zamarzł. Czy musiałeś mi skracać o połowę me krótkie życie ? I to teraz w lecie, porze największej obfitości, żyłem jak w raju, po ciężkiej zimie nastał dla mnie czas przyjemności. Czy czujesz się teraz lepiej ? Po tym jak mnie śmiertelnie zraniłeś ? Jak odebrałeś mi życie ?". Coś okropnego... Ptak leżał na ziemi i w agonii mrugał jeszcze do mnie jednym okiem. Z głowy wylewała mu się gęsta czerwona ciecz. Serce biło jak szalone, nabierał coraz mniej powierza w swe małe płuca. Nie mogłem na to patrzeć nawet. Myślałem żeby skrócić jego męki. To byłaby chyba ostatnia przysługa jak mogłem oddać temu biednemu stworzeniu. Nie potrafiłem jednak wystrzelić raz jeszcze. Oddałem strzelbę memu kompanowi, a ten bez namysłu strzelił. Zakończył męki wróbla. Zero uczuć. Tak, to dobra metoda by przeżyć w dzisiejszym świecie. A mimo tak dramatycznych przeżyć (moich) Eustachy dalej chce strzelać do wróbli, bo to szkodniki. Ale jak powiedziałem, żebyśmy postrzelali do jego kur, to się oburzył. Że kury są dobre (też zjadają mu ziarno), że jajka dają, że jestem głupi... No, a taki wierzący niby jest. Co niedziela do kościoła z dziadkami (a potem na wieś żeby autem poszpanować). Ale do stworzeń boskich strzela ! Ciekaw jestem ile niewinnych stworzeń poniosło już śmierć z rąk jego i jego rodziny. W każdym razie to nie koniec jeszcze morderstw jakie popełniłem. W swoim marnym życiu odebrałem życie jeszcze innym bytom. Pewnego razu w porze zbiorów, zbieraliśmy z Eustachym i jego rodziną kartofle z pola. Robota to dość ciężka (cały dzień w pozycji pochylającej się, już po kilku godzinach plecy strasznie bolą) i do tego bardzo marnie płacą, ale czego się nie robi dla przyjaciół. W pewnym momencie me oczy przykuła polna mysz. Była dość ładna (wielu polnych myszy to ja w życiu nie widziałem) i spodobała mi się. Jednak zaraz ktoś jeszcze ją z daleka zauważył i zaczął krzyczeć, nagle wszyscy obrócili się w moją stronę i zaczęli krzyczeć "zabij ją, zabij ją szybko". Mieli w oczach płomienie. Płomienie nienawiści, coś jakby to był jakiś nowy Hitler czy Stalin albo coś. Coś, co zagrażałoby naszej cywilizacji, gdyby nie zostało w porę zniszczone. Sam nie wiedziałem co zrobić, byłem jakby w transie, szybko ją zmiażdżyłem butem, przysypałem ziemią. Sam nie mogłem uwierzyć w to, co zrobiłem. Eustachy zaraz przyniósł mi pokazać ziemniaka nieco nadgryzionego przez mysz... Jakby tłumacząc mi dlaczego ją zabiłem ! Człowieku, czy jedna mysz zeżre ci k**** kilo ziemniaka ? No pewnie, że nie ! Jednak wprowadzili mnie w takie zakłopotane tymi swoimi okrzykami, że nie wiedziałem co robię. Gdyby zdążyło się to jeszcze raz to udawałbym że ją zabijam i dał bym jej uciec. Podobnie jak poprzednio Eustachy nie wykazał żadnych uczuć jakich wymagamy od zwykłych ludzi. Czyżby niektórzy ludzie zostali obdarci ze swego człowieczeństwa ? A może niektórzy ludzie tacy są od urodzenia ? Czy dla niektórych ludzi zabijanie jest normalne? Czy gdyby takiemu człowiekowi wmówić, że jakiś inny człowiek jest szkodnikiem, to czy byłby on gotów pociągnąć za spust bez mrugnięcia okiem ? Czy tylko ja uważam, że takie zachowanie jest anormalne ? Możliwe (a nawet bardzo prawdopodobne), że właśnie kiedy czytasz te słowa giną kolejne wróble. Zabijane przez stwora bez uczuć. Marionetkę, której wystarczy wmówić, że coś jest szkodnikiem żeby owa postać pociągnęła za spust.
0utsid3r
[nevoutsider@poczta.fm]
| |||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||