| :: KRZESŁO | |||
|
Początkowo miało to być poprowadzone w formie dialogu pacjenta z lekarzem ale mi się odechciało. Recenzuję moje krzesło, gdyż mam głęboki uraz psychiczny spowodowany dość niekonwencjonalnym drzewem genealogicznym. Moje krzesło stoi przed biurkiem i jeżeli czytacie ten szajs, to znaczy, że był pisany właśnie z niego. Moje krzesło jest z założenia obrotowe i opiera się na kilku plastikowych kółkach. Nie wiem dokładnie ilu, bo nie chce mi się schylać, ale podejrzewam, że jest ich około pięciu. Wiem do jakiego kącika piszę więc jak najbardziej staram się tę recenzję doprowadzić do jak najdebilniejszego końca wyboistej drogi idiotyzmu (faaakkk, ale jazda). Krzesło ma też termiczne osłony antyradarowe i doładowanie nuklearne. Przy sprzyjających warunkach pogodowych osiąga prędkość około 3579 KeHów, ale to jak wiatr jest od tyłu. Pod wspornikami podtrzymującymi łokcie znajdują się wyrzutnie wyrzucające napalm. Do oparcia pryczepiłem czaszki upolowanych predatorów i kulę, którą zabiłem Kennedy'ego. Poza tym krzesło ma uświnione siedzenie, jakby ktoś się o nie podcierał, ale to na pewno nie ja, chociaż czasami siedzę na nim nago. Bardzo ciekawa jest sytuacja w jakiej je zdobyłem. A było to tak: Szedłem sobie wieczorem ulicą, zwyczajowo zastanawiając się komu to wyssać krew i szpik, gdy wtem zza zakrętu wyleciał statek predatora. Zacząłem spieprzać bo nie wziąłem ze sobą lasera, a nie będę przecież chlapał krwią którą mam żrącą (moją matką była Elen Riplej). Ukrywałem się od niego przez jakieś trzy godziny. Kiedy poszedł mnie szukać na drugą stronę miasta, to wtedy wyskoczyłem ze śmietnika, w którym chowałem swoje waleczne dupsko i pognałem do domu. Następnego dnia zebrałem drużynę i dałem broń kretynom, którzy myśleli, że mają szansę na przeżycie. Podzieliłem oddział na dwie grupy. Pierwsza, większa miała nagonić predatora na mniejszą, której byłem dowódcą. Jak tylko się rozdzieliliśmy zabiłem swoich współtowarzyszy, żeby sprawdzić czy laser się nie zacina i poszedłem za pierwszą grupą. Szli powoli, więc szybko ich dogoniłem. Trzymałem się jakieś dwadzieścia metrów za nimi. W pewnej chwili pojawił się Predator. Jednemu uciął głowę, drugiemu rękę, ale reszta już wciskała spusty niedziałających spluw. Idioci, no nie? Ja miałbym dać takim łomom działający laser, który kosztuje parę miljońców zielonych? (a propos: możliwe, że Szanowny Redaktor Prowadzący zamieścił przepis na budowę lasera. czek it ałt) Kiedy Predator był zajęty odcinaniem im głów podkradłem się i przeciąłem go laserem na pół. Nie zobaczył mnie, bo moje ciało nie wydziela ciepła. Podniosłem dwie części jego czaszki i zabiłem świadków. Potem wylałem na wszystkich kanister benzyny wywołując tym samym pożar lasu i niszcząc kilka gatunków zwierząt. Wracając do domu natknąłem się na pojazd kosmiczny zacumowany przy sklepie z tanią odzieżą. Zanim go rozpierdzieliłem zabrałem ze środka napęd atomowy i parę częśći. Części te podłączyłem w domu do krzesła na kółkach i tak narodziło się szaleństwo.
Chyży Joe
[nodeev@o2.pl]
| |||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||